Lepiej późno niż wcale: Podsumowanie PŚ siatkarzy

Tak naprawdę tego tematu powinno nie być, bo nasi siatkarze już dawno są w kraju i od kilku dni skupieni są na swoich klubach. Jednak sukces, jaki odnieśli w Japonii nie pozwala mi pozostawiać tego turnieju bez ogólnego podsumowania!

Popatrzmy póki co na suchą tabelę i wyniki. Dawno nam się nie zdarzyło mieć tak fantastycznej statystyki. Mało tego, że mamy drugie miejsce. Wygraliśmy tyle samo setów, co zwycięzcy – Rosjanie, a mecze jeśli przegrywaliśmy, to tylko po tie-breakach. Nie było więc spotkania, żebyśmy nie zabrali choćby jednego oczka. Żadna reprezentacja tego nie dokonała.

Wiem, że próbuję jeszcze bardziej wychwalić naszych graczy, ale naprawdę jest za co. To był jeden z najlepszych turniejów rozegranych przez Biało-Czerwonych w XXI wieku. Przed rozpoczęciem rywalizacji myślałem, że bardzo ciężko będzie nam zająć miejsce na podium, bo pretendentów mieliśmy naprawdę wielu.

Pierwsza runda przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Ograne Serbia, Kuba i Argentyna, czyli drużyny, które w siatkarskim świecie znaczą niemało – kolejno: Mistrzowie Europy, Wicemistrzowie Świata i Wicemistrzowie Ameryki Płd. . Później przyszły pozornie łatwiejsze spotkania – z ekipami z Azji. Okazało się, że wymagały więcej wysiłku niż pierwsze trzy. Premierowe sety z Japonią i Chinami mogły nas bardzo zaniepokoić, na szczęście później umieliśmy się odbudować i powrócić na właściwe tory. Iran nazwijmy wypadkiem przy pracy, choć ta reprezentacja nie tylko nam napsuła wiele krwi. Kto wie, być może odebrali nam nawet złote medale… Z kolei mecz z USA był najlepszy w naszym wykonaniu w tym roku. To był absolutny koncert gry! Jednak decydujące starcia nastąpiły pod koniec turnieju. Nerwy i podróż z piekła do nieba przeciwko Włochom i przegrane wygrane mecze z Brazylią i Rosją. Tych dwóch ostatnich naprawdę bardzo szkoda. Zjawiska, jakie nastąpiły nie mają racjonalnego wytłumaczenia. Stanęliśmy w trzecim secie przy stanie 13:8 przeciwko Canarinhos, a mając 5 piłek meczowych pod rząd w boju ze Sborną przegraliśmy cały mecz. To drobna plama na cudownym obrazie, jaki namalowali nasi reprezentacji na japońskich parkietach.

Nasz zespół zrobił postęp w porównaniu do Ligi Światowej, czy Mistrzostw Europy. Trener Andrea Anastasi dysponował wyrównanym składem i gdy nie szło jednemu zawodnikowi, wprowadzał na jego pozycję innego, który pociągnął grę drużyny. Mamy wielki potencjał na środku, który bardzo dobrze wykorzystywaliśmy. Nie boję się powiedzieć, że para Nowakowski-Możdżonek jest najlepsza na świecie! Cieszy mnie osobiście także to, iż nasza taktyka nie wygląda już tak, że 3/4 piłek gramy do Kurka. Może i dobrze się stało, że nie grał od początku, bo to pozwoliło na odkrycie wielu innych możliwości w ataku, które potem przynosiły rewelacyjny efekt. Bartman, Winiarski, Jarosz, Ruciak, Kubiak… ci wszyscy zasługują na wielkie słowa uznania!

Walka toczyła się też na pozycji rozgrywającego. Chyba minimalnie lepiej wypadł Łukasz Żygadło, ale jak już chyba pisałem, to był wybór pomiędzy dwoma siatkarzami najwyższej światowej klasy. Jedynie Paweł Zatorski nie miał okazji pograć. A szkoda, bo przebył taki kawał świata i nie powąchał nawet parkietu. Sądzę, że choćby z Egiptem mógłby zagrać. Miał jednak niesamowitą konkurencję w postaci Krzysia Ignaczaka. To naprawdę jest nasz najlepszy libero i basta!

Osiągnęliśmy historyczny sukces. Ten turniej zapamiętam do końca życia, tak jak Wicemistrzostwo Świata z 2006 roku, czy Mistrzostwo Europy z 2009 roku, bo przeżyliśmy tyle emocji i radości, że tego się nie da zapomnieć. Warto było zarywać pierwsze lekcje w szkole, bo można było doświadczyć osiągnięcia, które jest jedym z największych w polskiej siatkówce. Nazwałem przecież ten turniej „najbardziej sprawiedliwymi Mistrzostwami Świata”, bo nie było jak kombinować z systemem, każdy po prostu zagrał z każdym. Przyczepić się można jedynie trochę do terminarza, ale z jednej strony pozwolił on nam łatwiej gromadzić punkty na początku, a z drugiej te wszystkie wygrane zasłoniły plamę, jaką nasi chłopcy dali w dwóch ostatnich meczach. Dlatego pamiętać będziemy np. mecz z USA, czy Włochami, a nie porażki, które można nazwać lekko kompromitującymi.

Bardzo dobrze, że skorzystaliśmy z pierwszej szansy na awans do Londynu, gdyż późniejsze turnieje kwalifikacyjne bardzo by skomplikowały harmonogram zarówno ligi, jak i reprezentacji. A tak możemy spokojnie przygotować się najpierw do Ligi Światowej (nowa formuła – warto będzie o tym kilka słów nastukać), a potem do Igrzysk Olimpijskich, na które patrzymy z nadzieją. Oby trener Anastasi przygotował znakomicie naszą drużynę!

Puchar Świata pokazał, że Azja i Afryka w światowej siatkówce się nie liczą – patrz tabela i miejsca 9-12. Zdziwiła mnie z kolei postawa serbskich siatkarzy, którzy jeszcze we wrześniu wygrywali ze wszystkimi jak chcieli, a w Japonii byli cieniem samych siebie. Nie wierzyłem swojemu kuzynowi, który mówił, że Mistrzostwo Europy wygrali dzięki sporej dawce szczęścia. Potem musiałem oddać mu honor.

Dla mnie zaskakująco słabo zagrali też Włosi i przede wszystkim Brazylijczycy. Podopieczni Bernardo Rezende już nie porywają swą grą, jak jeszcze kilka lat temu. Mam wrażenie, że kończy się pewna era i nie byłbym taki pewien ich złota na Igrzyskach w Londynie. Będą musieli sporo popracować, bo ten turniej pokazał, że na dłuższą metę po prostu słabną. Brazylia nie ma żadnego światowego skalpu w tym sezonie! Oba zgarnęła Rosja, która z kolei poległa w ME. Coś mi się wydaje, że turniej olimpijski będzie przepiękny, bo nieprzewidywalny.

No i na koniec pozostaje niesamowity fakt – drużyny, które dostały dziką kartę na ten turniej zajęły dwa pierwsze miejsca. Rzadko się zdarza, aby FIVB podejmowała trafne decyzje, a jednak tym razem im się udało…

PS. Ogólnie lubię te poranki z siatkówką, jakie często przeżywam, kiedy jest turniej w Japonii, ale fajnie by było, gdyby taka impreza zagościła np. w Polsce, czyż nie? Wyobraź sobie codziennie 6 meczów i tak przez 11 kolejek rozłożonych na 2 tygodnie…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl