Lepiej późno niż wcale: Słabnący Real pokonany, ale nie rozgromiony

Zaczynam nadrabianie zaległości od największego piłkarskiego klasyka sprzed tygodnia. Real Madryt przegrał w El Clasico z Barceloną 1:3. Rezultat i obraz gry nieco mnie zaskoczył…

Po szybkiej bramce Karima Benzemy powiedziałem sobie: „o nie, Królewscy zaraz się rozkręcą i mogą roznieść Barcę”. Należy przyznać, iż pierwszą połowę zagrali bardzo dobrą. Mimo tego, że stracili w niej bramkę, to chyba w końcu udało się Jose Mourinho znaleźć styl, który przeciwko Barcelonie był zarówno widowiskowy, jak i skuteczny.

Lecz po przerwie wszystko się posypało. Po pechowej interwencji Marcelo i Casillasa gospodarze przestali grać i praktycznie na boisku istniała już tylko Barca i grała to, co zawsze. W posiadaniu piłki nie zmiażdżyła rywala, jak jeszcze niedawno to robiła. Dodatkowo, podopieczni Pepa Guardioli oddali jeden strzał mniej od piłkarzy z Madrytu, ale dzięki temu ich skuteczność wynosi znacznie więcej od Królewskich.

A skoro mówimy o skuteczności, to poruszmy temat Cristiano (albo Christiano – pozdrawiam Kasię 😉 ) Ronaldo. Portugalczyk kolejny raz nie mógł wejść w swój rytm w ważnym momencie. The Special One nawet stwierdził, że gdyby trafił tę słynną stuprocentową sytuację, to cały mecz potoczyłby się inaczej. Ostatnio pojawiły się plotki, jakoby Cris miał odejść z drużyny. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale jeśli mnie zapytacie, jak wielka będzie to strata dla Królewskich – odpowiem: praktycznie żadna. No, może z wyjątkiem tego, że bez niego spadkowiczów będą ogrywać dwiema, trzeba bramkami, a nie pięcioma, czy sześcioma.

Po raz pierwszy od dawna klub z Santiago Bernabeu był faworytem tego spotkania. Okazało się, że ta rola nieco mu przeszkadzała. Z drugiej strony, mogli sobie postawić pytanie: kiedy, jak nie teraz? Podopieczni Jose Mourinho są znacznie silniejsi, aniżeli w poprzednim sezonie. Skończyło się ściąganie graczy na potęgę i zaczęła się praca na treningach. Bardzo się z tego cieszę, bo, jak zapewne wiesz, nie lubię hurtowego kupowania składu. Ten ruch może się klubowi z Madrytu bardzo opłacić.

Są trzy kwestie odnośnie Gran Derbi, z którymi się absolutnie nie zgadzam. Pierwsza to tytuły w mediach mówiące o rozgromionym, zmiażdżonym Realu. Czy nikt już nie pamięta 0:5 z listopada 2010? Tamto spotkanie można było tak nazwać. To zaś na pewno nie zasługuje na takie słowa. Rozumiem, że w drugich 45 minutach Królewscy byli tylko tłem, ale przegrali „tylko” dwiema bramkami, a na dodatek przez pół spotkania prezentowali się naprawdę dobrze!

Druga rzecz, której mówię „nie”, to stwierdzenia typu: „Barca wygrała El Clasico, ale to Real wygra ligę!”. Trochę się co po niektórzy zagalopowali… Ludzie! Przecież to nawet jeszcze nie półmetek sezonu, a już wybraliście mistrza?! Nie chodzi o to, że nie wierzę w triumf Królewskich w Primera División, ale według mnie jest znacznie za szybko na takie przewidywania. Jeśli w trakcie kolejek rewanżowych nie wydarzy się żadna tragedia i obie drużyny będą szły łeb w łeb, to o Mistrzostwie Hiszpanii może, ale nie musi zadecydować dopiero spotkanie pomiędzy nimi w przedostatni weekend kwietnia. I wcale nie jest powiedziane, że po nim będzie wszystko jasne!

Ostatni aspekt, pod którym się nie podpisuję, to słowa Mou wypowiedziane na pomeczowej konferencji prasowej. Portugalski trener stwierdził, że „Blaugrana miała szczęście i (…) w normalnych warunkach Ronaldo podwyższyłby na 2:0”. No śmiech na sali! O jakie „normalne warunki” chodzi?! Swój stadion, swoi kibice, murawa nawodniona wedle życzenia… Kompletnie nie rozumiem! Prawdą jest, że Real tego szczęścia nie miał wieczorem, 10 grudnia, ale Mou jak zwykle wszystko wyolbrzymia i przesadza. Nie szkodzi, uodporniłem się już na to, że nie potrafi pogodzić się z porażką od wielu lat. Trudno się dziwić, skoro interesują go tylko zwycięstwa…

Przyznam szczerze, że cały czas trwania meczu przesiedziałem na facebooku. Jak się okazało, nie potrzeba było transmisji, znajomi bombardowali co chwilę informacjami o wydarzeniach boiskowych na swoich lub cudzych tablicach. Ech, do czego to już doszło…

To było ostatnie z siedmiu Gran Derbi w tym roku. Okazuje się, że pod tym względem 2011 był rekordowy. Pewnie kiedyś tam było tyle takich meczów, ale mało kto pamięta. Teraz Real i Barcę czekają korespondencyjne pojedynki. No, chyba, że znów trafią na siebie w Champions League.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl