Lepszy punkt niż nic…

Zaczęło się! Euro 2012 już trwa! Jesteśmy po jakże długo oczekiwanym meczu otwarcia reprezentacji Polski z Grecją. Padł remis 1:1, ale wielokrotnie podczas tego spotkania moje tętno osiągało taki poziom, jakbym biegał razem z naszymi zawodnikami po Stadionie Narodowym w Warszawie.

Pochwalę się, iż bój z Helladą oglądałem na wielkim ekranie w Multikinie. Trzeba było jakoś uczcić ten szczególny dzień. Po raz pierwszy ciarki poczułem podczas wyjścia zawodników na murawę. Jeszcze chyba do mnie nie dotarło, że wszystko to dzieje się u nas, w Polsce, w naszej świątyni futbolu. Do hymnu oczywiście wstałem, ale z odśpiewaniem było już znacznie trudniej. Gdy zobaczyłem wzruszonego selekcjonera Franciszka Smudę, głos stanął mi w gardle, a obraz zamazał paroma kroplami łez. To było niesamowite uczucie.

Zdecydowanie spodziewałem się meczu walki z niewielką ilością bramek, natomiast zupełnie nie liczyłem na to, że bramka dla naszego zespołu padnie tak szybko. Któż mógł ją strzelić, jeśli nie Robert Lewandowski! W tym właśnie momencie cała Polska oszalała ze szczęścia. Nie pamiętam, co krzyczał Szpakowski, sam darłem się niemiłosiernie. A szybko potem dotarła do mnie świadomość, że już udało się złamać pewną barierę – rozpocząć wielki turniej od gola!

Pierwsze pół godziny w wykonaniu Biało-Czerwonych było naprawdę bardzo dobre. Przez ten cały czas serce biło mi mocno i często. Jednak zanim upłynął kwadrans, już zacząłem się obawiać, czy my wytrzymamy takie tempo gry przez 90 minut. Dodatkową oznaką naszej przewagi w trakcie 30 minut gry były strzały Greków, które można spokojnie nazwać nijakimi. Bo jak niby miały zaszkodzić nam pudła z 30 metrów?

Do czerwonej kartki dla Papastathopoulosa nikt przyczepić się nie powinien. Dostał zasłużone dwie żółte, a to łącznie daje czerwoną – rachunek jest prosty. Nie wiem, dlaczego obrońca Werderu Brema jeszcze próbował wyprosić u sędziego Vellasco jakąś litość po otrzymanym kartoniku. Co prawda przy tym drugim faulu Rafał Murawski utrzymał się na nogach, ale faktycznie był nieprzepisowo zatrzymywany przez Greka. Dla mnie żadnej kontrowersji nie ma.

Początkowo po tym zamieszaniu podopieczni Fernando Santosa byli bardzo podburzeni, zbierali kolejne żółtka, ale jeszcze w pierwszej połowie potrafili się zebrać. Niestety, poczęło dziać się to, czego się obawiałem – po wyjściu na prowadzenie, oddaliśmy pole gry rywalom, którzy na ostatnie kilka minut przed przerwą zamknęli nas na własnej połowie. Zastanawiam się tylko, czy to była myśl w stylu „a, 1:0 i 11 na 10, spokojnie do końca”, czy też braki kondycyjne współgospodarzy Euro.

Za pierwsze 45 minut można pochwalić naszych piłkarzy. Niestety, w drugich zagrali już tak… jak zwykle – nieskutecznie i mało widowiskowo. Oprócz tego Mistrzowie Europy 2004 wyszli po przerwie jakby bardziej zmotywowani, zjednoczeni w dążeniu do celu. Przestali się kłócić, zaczęli grać. Efekt przyszedł dość szybko…

Gol Salpingidisa jest według mnie efektem braku komunikacji między Szczęsnym, a Wasilewskim. Gdyby do Gekasa doszedł jeden z nich, drugi mógłby zaasekurować inne miejsce. A tak, gdzie dwóch Polaków się „biło”, trzeci Grek skorzystał. A mogło skończyć się gorzej, bo od tej pory ciągle ktoś tam urywał się naszym obrońcom. Oznacza to, że nasza defensywa wciąż przysparza wielu kłopotów.

Z tego powodu do takiej, a nie innej interwencji został zmuszony Wojtek Szczęsny w 69. minucie. Pewnie się liczył z konsekwencjami, ale zależało mu na dobru drużyny. Wejście absolutnie zasługiwało na wykluczenie z gry, bo mieliśmy do czynienia sytuację sam na sam, a w dodatku zaatakowany został zawodnik – Dimitros Salpingidis – a nie piłka. Przyznam szczerze, iż takiego scenariusza w ogóle się nie spodziewałem.

Wyglądaliśmy na jakichś takich wypompowanych po wyrównaniu stanu gry. Zabrakło kogoś, kto mógłby poderwać resztę do walki. Przydałaby się jakaś zmiana na ostatnie 15 minut. Może Grosicki albo Mierzejewski? Lecz Franz Smuda zaparł się i żadnych niewymuszonych roszad w składzie nie robił, choć wydaje mi się, że powinien. Dlaczego tego nie zrobił? Ktoś wie? Sam sobie tłumaczę, że wziął to na siebie i koniec. Szkoda, że nie wypaliło.

Ciężko ocenić, czy rezultat tego meczu to punkt zdobyty, czy dwa stracone. Byliśmy w stanie z Helladą wygrać. Wystarczyło więcej celnych szybkich podań w ataku pozycyjnym na ich połowie i już robiła się dla kogoś przestrzeń, by zagrozić bramce Konstantinosa Chalkiasa. Niestety, zabrakło nam dokładności – zarówno przy wymianie podań, jak i przy strzałach.

Gdybym miał wybrać polskiego bohatera meczu otwarcia, to po dużych wahaniach między Robertem Lewandowskim a Przemkiem Tytoniem, zdecydowałbym się na bramkarza PSV. Miał wręcz wymarzone wejście do gry. Pewnie ten dzień i tę jedenastkę zapamięta do końca życia. Mało tego, awansował na bramkarza nr 1 w meczu przeciwko Rosji! Myślę, że ci, którzy w niego nie wierzyli, zreflektowali się dzisiejszego późnego popołudnia.

Wśród greckiego zespołu warto wyróżnić skrzydłowych – Sorkios Ninis, czy kapitan, Georgios Karagounis nadawali dobre tempo. Wspierał ich też Georgios Samaras, ale trochę wyglądał mi na „sztywnego”. Trochę jakby nie mógł się odnaleźć. Wszędzie anonsowano, że trener Santos ustawił zespół w formacji 4-3-3, ale to bardziej przypominało 4-5-1 z domykającym akcje Gekasem. W miarę upływu czasu pokazywali więcej wariantów ofensywnych. Musiały być odrobinę zaimprowizowane (gra w dziesiątkę), ale za każdym razem, gdy piłka znajdowała się 30 metrów od polskiej bramki, można było zacząć drżeć…

Ani nas, ani Greków 1:1 na inaugurację Mistrzostw nie satysfakcjonuje.  Nie wiem, jakim wynikiem mecz powinien się skończyć, bo i jedni i drudzy doznali sporej dawki szczęścia. Na pewno walka w grupie A będzie teraz bardzo zacięta i interesująca. Oby tylko udało się wyciągnąć wnioski, a przede wszystkim wytrzymać trudy kolejnych wyzwań. Nie jest źle, bo punkcik już mamy, ale w kontekście wyjścia z grupy, coś trzeba jeszcze zgarnąć – pewnie jakieś 3 punkty.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl