Lew, pazur, nokturn i syjamskie bliźnięta

43. turniej o mistrzostwo Ameryki Południowej zakończył się pięć dni temu. Od tego czasu podsumować je zdążyli już niemal wszyscy: Michał Trela, Krzysztof Sędzicki, Darek Szpakowski… No właśnie Darek Szpakowski, niezawodny komentator TVP, wraz ze swym kompanem Tomaszem Wołkiem przez trzy tygodnie "umilali" nam oglądanie Copa America 2011. Teraz umilą nam czytanie podsumowania turnieju 🙂

Jak wiemy po raz piętnasty w turnieju tym triumfował Urugwaj, stał się tym razem rekordzistą i wyprzedził Argentynę. Argentynę, która była natomiast największym rozczarowaniem turnieju. Dlaczego tak się stało? To proste – bo Messi nie schodził na prawe skrzydło, a tam było tyle przestrzeni, bo nie było klasycznej 10, rozgrywającego i dyrygenta jak za czasów Di Stefano itp. Itd. Warto też nadmienić, że ci wielcy środka pola argentyńskiej reprezentacji dopiero pod koniec kariery stawali się rozgrywającymi. Tak było m.in. z Maradoną, może tak się stanie z Messim.

To było dość trafne spostrzeżenie Tomasza Wołka, niestety powtarzane kilka razy na każdym meczu albicelestes powodowało delikatne znużenie. Dlatego też przejdźmy szybko do drugiego z wiecznych faworytów – Brazylii. Ta w turnieju grała słabo i także pozbawiona była rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Roli tej nie podołał "młody wilczek z Saą Paoloą…yy znaczy z Santosu – Gęso". Zawód sprawił też Neymar, o którym częściej mówiło się w kontekście transferu do Realu niż dobrej gry. Zauważyć trzeba,  już całkiem poważnie, że Brazylijczycy mogli ten turniej potraktować treningowo i tak zrobili. Dlatego nie przyjechał Kaka, za którym niektórzy spoglądają z utęsknieniem. On na Mundial w 2014 może okazać się zwyczajnie za stary/kontuzjowany. Stąd szansa dla Ganso, pierwsza, ale nie ostatnia. Innych decyzji Mano już tak łatwo obronić się nie da ? szczególnie tej z pomijaniem Hulka – gracza, jakiego Brazylii wyraźnie brakowało.

Gwiazdą turnieju był tajemniczy produkt przywieszony przy pasku sędziego. Znacznik używany przy okazji rzutów wolnych i pomocny w ustawianiu muru, jest w Ameryce Południowej chlebem powszednim, tylko w Ameryce. Okazało się zatem, że niezły z niego agent -potrafi zdemaskować przybliżający się mur i… niekompetentnych dziennikarzy. Już po około trzydziestu minutach trwania turnieju wyszło na jaw, że kadra powołana na turniej przez Włodka Szaranowicza, szefa sportu w TVP, jest kompletnie nieprzygotowana do zawodów. O dziwo w gronie tym był również Tomasz Wołek. No, ale wejdziesz między wrony- będziesz jak one głupi. Dobrze, pierwsze koty za płoty, przed następnym meczem sprawdzą i będą wiedzieć co to jest – pomyślałem z nadzieją. Sprawdzili… Okazało się, że to, hmm… piasek?!?. Jednym jedynym człowiekiem, który nie wyszedł na ignoranta był Michał Zawacki, który przypomniał zdziwionemu Wołkowi, że już to w Copa Libertadores widział. Z uświadomieniem wszystkich zeszło mniej więcej do ćwierćfinałów, a z pomocą przyszedł ten pan bez włosów z PAP, który czasem przysiadał się do studia, którym niekiedy przerywano reklamy przed, w środku i po meczu.

Urugwaj wygrał turniej zasłużenie, przekonująco itd. Potwierdził, że jest obecnie jednym z czołowych zespołów świata. No i pokazał pazur. Konkretnie – lwi pazur, zwany również ,,garraczaruła". Bez wątpienia będzie to słowo (a może to są dwa słowa"), które na długo zapamiętam po tym turnieju. Od ćwierćfinałów, kiedy to w pojedynku z Argentyną, Urugwajczycy pokazali go pierwszy raz, słyszałem o nim chyba z pięć razy u Wołka i ze dwa razy w finale od Szpakowskiego. Widać, że jemu też się spodobało. Kto wie, czy w jego żargonie nie zastąpi nieśmiertelnego zdania o pewnym tygodniku, który wszystko skrupulatnie wyliczył. Wszak taki garraczaruła pokazać może prawie każda reprezentacja. W Copa America 2011 uczyniły to jeszcze Peru, Paragwaj, Wenezuela. Może nie pazur, ale paznokieć wystawiła na światło dzienne Boliwia w meczu otwarcia. Potem było już tylko gorzej, chyba przypiłowała go Costa Rica jr.

Skoro już jesteśmy przy świetle dziennym i nocnym, należy też wspomnieć o godzinach rozgrywania niektórych spotkań. Sprytni Argentyńczycy wymyślili sobie, że będą pokazywać Brazylię Europie i dwa jej pierwsze mecze zaplanowali na 21.00 w weekend. Chodzi oczywiście o czas środkowoeuropejski. U nich była wtedy 16. Szczwany plan już podczas swojej pierwszej relacji ( Brazylia – Wenezuela) przejrzał na wylot Szpakowski: przecież Canarinhios nie są przyzwyczajeni do gry tak wcześnie. Przebiegli ci gospodarze, chyba próbowali się pozbyć przedwcześnie Brazylii. W sumie im się to udało. Sami zaś zaaplikowali sobie to co południowcy kochają najbardziej, czyli "nokturnos" – jak mówił redaktor Wołek. Grali sobie więc Argentyńczycy o 21.45 czasu własnego, marźli w 5st. C, ale co tam – przecież kochają "nokturnos". Ciekawe czy według Szpakowskiego ten fakt nie wyeliminował Argentyny z turnieju.

Tutaj warto poczynić spostrzeżenie dość interesujące. W ostatnich latach Argentyna i Brazylia są jakby syjamskimi bliźniętami. Gdzie nie pojadą kończą o tej samej porze. Puchar Konfederacji 2005- grają razem w finale, MŚ 2006 – odpadają w 1/4 finału, Copa America 2007 – grają w finale, MŚ 2010 – odpadają w ćwierćfinałach, podobnie jak teraz. Pewnie tylko przez te dwa wygrane finały postrzeganie obu reprezentacji jest zgoła odmienne. Każdy potrafi dostrzec kryzys albicelestes, a u canarinhos wszystko gra, ptaszki ćwierkają itd.

Warto pochylić się jeszcze nad drugim z finalistów – Paragwajem, który jak wszyscy wiemy nie wygrał meczu, a zagrał w finale. Polacy kibicowali mu pewnie tylko dlatego, że czekali na spełnienie obietnicy Larissy Riquelme, która zapowiedziała striptiz po zdobyciu trofeum przez drużynę Gerrardo Martino. Napaleńcy czekali, jakby nie mieli Internetu i nigdy nie widzieli cycków Larrisy. No i nie zobaczyli, ale do rzeczy. Primo – Paragwaj nie był drużyną na finał, były ekipy lepsze i nie mówię tu tylko o Urugwaju. Secundo – to jest turniej i każdy może rozegrać go jak chce, Paragwajczykom wyszło tak jak wyszło, choć pewnie chcieli efektowniej. Zresztą wypowiedzi w tym tonie udzielali między innymi po wyeliminowaniu Brazylii. Tertio – Gorsze drużyny od Paragwaju dochodziły już do finałów a nawet je wygrywały. Quarto – Gdybym był paragwajskim piłkarzem znającym polską kinematografię, to powiedziałbym tak: ja nie chciał, ja tylko kopnął. Parę razy kopnął karnego do bramki. Czy to nasza wina, że piłka po strzałach niektórych Brazylijczyków doznała wniebowstąpienia? Nie. Quinto/finto – Paragwaj w grupie i Paragwaj w play off to zupełnie dwie różne ekipy. Tak na dobrą sprawę powinien wygrać wszystkie trzy grupowe potyczki, a je zremisował. Dla odmiany obie potyczki w fazie finałowej powinien przegrać, a wygrał. Mimo tego, nie przesadzajmy z krytyką wicemistrzów kontynentu.

W 26 spotkaniach Copa America 2011 padło mało bramek – zaledwie 54. Spodziewaliśmy się fajerwerków, a w większości meczów widzieliśmy kunktatorstwo i zachowawczą grę. No, ale parę nocturnos się obejrzało i parę spotkań będę wspominał naprawdę miło. Po prostu lubię ten turniej.

Aha. Jak skrupulatnie wyliczył Damian Ślusarczyk, TVP spieprzyło czwarty z rzędu wielki turniej. I jeszcze niejeden spieprzy. Na Euro 2012 życzę nam żeby reprezentacja Polski pokazała garraczaruła podczas nokturnos jakie przyjdzie jej grać oraz by zawiodła jak Argentyna w roli gospodarza – odpadła w ćwierćfinale. Bo o wprowadzenie "piasku" do ustawiania muru będzie tak łatwo jak o finał bez komentarza Darka Szpakowskiego.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/