Libia, czyli futbol znów połączy kraj?

Takie sytuacje zdarzały się już nie raz. Polska z powodu stanu wojennego miała bardzo utrudnione przygotowania do mistrzostw świata w 1982. Przywiozła brązowy medal. Podobnie, jak Chorwacja 16 lat później. Irak został w 2006 mistrzem Azji. Choć generalnie przyjemniej jest przygotowywać się do wielkiego turnieju w dobrych warunkach, to ciężka sytuacja kraju często napędza dodatkowe pokłady ambicji. Futbol przestaje być  futbolem, zaczyna być więcej niż futbolem.  O serbskich siatkarzach pisal Rafał Stec następująco: Nie wiem, jak oni to robią. Nie wiem, jak serbscy siatkarze przezwyciężają samych siebie, niespecjalnie trafiają do mnie opowieści o bolesnej historii, która skazywała ich naród na ciągłą walkę o przetrwanie i uczyniła patriotów pragnących umrzeć dla ojczyzny także na boisku. W każdym razie oni rzeczywiście wyglądają pod siatką tak, jakby parli po coś więcej niż chwała w kolorze medalu.

I to właśnie może być siła Libii na Pucharze Narodów Afryki. Nie jest to szaraczek pokroju Gwinei Równikowej, ale do faworytów, albo choć aspirantów do tytułu nie można jej zaliczyć. Komfortu podczas przygotowań w ogarniętym chaosie kraju, który jeszcze przed chwilą przeżywał wojnę też na pewno nie mieli. A jednak zamieszanie przetrwali zdecydowanie lepiej niż chociażby Egipcjanie, którzy startowali z wyższego pułapu. Sieroty po Mubaraku piłkarzy mają świetnych, drużynę, która trzy razy z rzędu zdobywała tytuł najlepszej drużyny Afryki, totalnie dominując na kontynencie. Zajęcie przezeń ostatniego miejsca w grupie z Nigerem, RPA i Sierra Leone traktuję jako największą sensację eliminacji.

A Libijczycy? Zna ktoś ich choć jednego piłkarza? No właśnie. Problem z nimi jest taki, że mają w miarę mocną w skali kontynentu ligę, więc opłaca im się w niej grać, ale też nie są na tyle dobrzy, by europejskie kluby wykazywały jakąkolwiek determinację w ich pozyskiwaniu. Może to doprowadzić do tego, że w kadrze na turniej znajdzie się ledwie jeden piłkarzy grający na Starym Kontynencie -Djamal Mahamat z portugalskiej Bragi, który markę wyrobił sobie w Beira Mar. Reszta w większości gra w miejscowych klubach – Al Ittihad Trypolis, Al Alhy Benghazhi, lub sporadycznie w Egipcie.

Historycznie Libia wiele lepiej nie wyglądała. Na mundial nie wdrapała się nigdy, w Pucharze Narodów Afryki grała ledwie dwa razy. Jedyny sukces odniosła wtedy, gdy my osiągaliśmy ostatni. W 1982 roku zorganizowała turniej, w którym zajęła drugie miejce. Następny raz pojchała na mistrzostwa Afryki sześć lat temu do Egiptu, gdzie odpadła po fazie grupowej. Ostatnie lata i tak można jednak nazwać tłustymi. Wszak na tegoroczny turniej Zieloni się dostali, przegrywając w grupie z Zambią, wyprzedzając Mozambik i Komory i mając najlepszy bilans z drugich miejsc. A za pięć lat sami, po raz drugi, PNA zorganizują, więc mają w nim zapewniony udział.

W styczniowym turnieju zagrają z Gwineą Równikową, Zambią i Senegalem. Faworytem nie są, ale rywale też nie wyglądają na terminatorów. W przeciwieństwie do przedstawianej wczoraj Gwinei R. Libijczycy mają jeden atut. Pracującego od dwóch lat brazylijskiego trenera Marcosa Paquetę. W przeciwieństwie do swojego rodaka, z którym zmierzy się w meczu otwarcia, ma jakieś doświadczenie i jakieś sukcesy. Przez osiem lat prowadził Flamengo Rio de Janeiro przez dwa Fluminense, doprowadził reprezentację Brazylii do mistrzostw świata U-17  i U-20. Może przemieni zgraję anonimów, w zgraję jednoczącą rozerwaną ojczyznę?

 

 


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl