Liczyli na lepszy wynik.

Na stadionie Rychlińskiego w Bielsku Białej oglądaliśmy emocjonujące widowisko. Oto co udało mi się z tego meczu wychwycić.

Jak było 15 kolejek temu:

9 października Podbeskidzie dokonało rzeczy niemożliwej, a mianowicie pokonało po emocjonującym meczu w Warszawie Legię. Nikt się tego nie spodziewał, a mecz został mianowany największą niespodzianką tego sezonu. Tamtego dnia Legia nie miała nic do powiedzenia, a Podbeskidzie urosło w oczach każdego kibica. Niestety dziś Podbeskidzie nie powtórzyło wyniku z października. Skrót tamtego spotkania można zobaczyć tu.

Atmosfera na trybunach:
Trybuny były pełne, a co za tym idzie doping się niósł po całym stadionie. Zaczęło się dość nieprzyjemnie, bo w pierwszych minutach meczu kibice gospodarze nie szczędzili gościom niecenzuralnych słów. Jednak później kibice obu klubów zachęcali do gry tylko swoich ulubieńców. Było słynne „Idzie, idzie Podbeskidzie” było też „Bielsko i Biała to nasza duma i chwała”. Najgłośniej kibicował młyn bielszczan, co nie było zaskoczeniem. Wszyscy również klaskali w 54 minucie, obyło się bez gwizdów.

Najlepszy gracz Podbeskidzia:
Trudno było mi wybrać takowego piłkarza, bo Patejuk i Ziajka, którzy byli najlepsi w ostatnich meczach nie rozegrali dziś najlepszych zawodów, dlatego mój wybór padł na Richarda Zajaca. Obronił kilka dogodnych sytuacji Legii, niektórzy mogą mówić, że źle się zachował przy bramce Wolskiego, jednak według mnie zrobił to co mógł. Może trochę spóźnił się z tym wyjściem do piłki, ale to co zrobił Wolski z obrońcą to była masakra. Niedopuszczalne są takie błędy, jeśli ma się chrapkę na wygraną.

Najlepszy gracz Legii:
Rafał Wolski – piłkarz, który robi różnicę. Bardzo się starał, zarówno w pierwszej jak i drugiej połowie. Świetnie rozgrywał, świetnie podawał, świetnie strzelał. Pokazał, że za trzy, cztery lata, będzie stanowił o sile Legii. Jestem miło zaskoczony jego postawą w tym meczu. Przy okazji warto wspomnieć o tym, że jego bramka była bardzo urodziwa. Można zobaczyć ją tu.

Praca arbitra:
Pan Paweł Pskit miał naprawdę dużo roboty. Raz, że musiał pokazać aż 11 żółtych kartek, z czego trzy po końcowym gwizdku. Można powiedzieć, że gwizdał za dużo fauli. Czasami można było grę puścić dalej, lub zatrzymać grę i tylko upomnieć zawodnika, a nie karać go od razu żółtą kartką. Jednak całą jego pracę w tym meczu można ocenić na solidną czwórkę.

Ostatnio podsumowywałem mecz Arsenalu z Milanem i na koniec zacytowałem jednego z komentatorów, który porównał pogoń Arsenalu za wynikiem do wycieczki na Mount Everest bez tlenu i bez koszulek. Ten cytat równie dobitnie obrazuje ten mecz.

(Zdjęcia dzięki uprzejmości www.tspodbeskidzie.pl i www.ekstraklasa.net)


pubsport.pl