Liga ,,jak z wielkiego stać się małym”

Chyba dawno nie pisałem o piłce nożnej. Jakoś tak się złożyło, że sezon sportów zimowych pozbawił mnie czasu na tworzenie tekstów o innych dziedzinach. Co nie znaczy, że piłce się nie przyglądałem. Wręcz przeciwnie. Obejrzałem parę spotkań w LM i LE, właśnie o europejskich rozgrywkach będzie ten wpis. 

Podczas transmisji z Liverpoolu padło zdanie mówiące, że to wspaniały wieczór dla portugalskiej piłki. Rzeczywiście – Porto, Benfica i Braga awansowały do ćwierćfinałów LE i istnieje duże prawdopodobieństwo, że przynajmniej jeden z tych zespołów zagra w finale (skłaniałbym się ku Benfice, ale to nie czas i miejsce by o tym pisać). Oprócz Portugalczyków fajny dzień mieli też Holendrzy (Twente i PSV grają dalej, zawiódł tylko Ajax) Awansowali również przedstawiciele lig ukraińskiej, rosyjskiej i hiszpańskiej. Ciekawe zjawisko, tylko jeden z ośmiu klubów reprezentuje ligę z absolutnej czołówki rankingu, żeby było ciekawiej – w LM tylko jeden klub będzie spoza absolutnej czołówki rankingu. Gdyby zamienić miejscami Schahtar i Villareal mielibyśmy idealnie symetryczny podział na ,,średnich i wielkich” bądź jak kto woli na ,,ekstraklasę i I ligę”

No, ale jak to się mówi wyjątek potwierdza regułę – zatem niespodziewaną zmianę miejsc Hiszpanów i Ukraińców witam z otwartymi ramionami, jako przyjazną mojej tezie. Wygląda na to, że ta teoria głosząca iż LE to druga liga – dla średniaków, wreszcie znalazła swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Rok temu na tym etapie rozgrywek były przecież tylko dwie ekipy spoza ,,układu”. Faworyci z Anglii, Hiszpanii i Niemiec cięli rywali równo i sprawnie, a puchar został odbity z rąk wschodniego najeźdźcy na rzecz hiszpańskiego ,,pana”.

Żeby nie było, że tylko piszę i wymyślam, mam obrazek. Fajny, przedstawiający krajowy ranking UEFA (ten decydujący o podziale miejsc w pucharach) po wczorajszych meczach LE: (po kliknięciu się powiększa)

Na żółto podświetlono kraje, które jeszcze grają w tym sezonie. Jest symetria? Jest, a jakże. Francuzi są zaś taką strefą buforową, nie grają ani tu ani tu, choć parę szans na ćwierćfinały mieli. Zapłacą za to dużą cenę, jeśli portugalskie trio wciąż będzie grało tak jak gra i po szczęśliwym losowaniu w komplecie zdoła awansować do półfinałów. To oczywiście fikcja, my zajmijmy się faktami. Średni prą na przód – zmniejszają dystans do miejsca piątego i czwartego, uciekają miejscu dziesiątemu.

Dziś na LE musimy spojrzeć inaczej jeszcze z jednego powodu. Napisałem, że przez lata (gdy była jeszcze Pucharem UEFA) postrzegano ją jako zaplecze LM, drugą ligę. W kręgach,,zachodniej demokracji” mówiono o niej z lekką pogardą, szczególnie, że upodobali ją sobie ,,komuniści” ze wschodu. Rumuni, Ukraińcy, Rosjanie, Bułgarzy mieli tutaj swoje pole do popisu. Do imprezy lubił też czasem przyłączyć się Turek. Dziś powiedzieć o LE, że to domena średniaków ze wschodu to nadużycie. To po prostu domena średniaków, no bo trudno o Holendrze i Portugalczyku powiedzieć, że jest ze wschodu.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden szczegół, który można odczytać z tabeli. Przeskok, ze średniaka, w wielkiego (którego właśnie próbują dokonać ligi portugalska, rosyjska, ukraińska i holenderska, często bywa zdradziecki. Popatrzmy na Rumunię – jeszcze niedawno Steaua, Cluj i inne ,,Bukareszty” sprawiały w PUEFA sensację za sensacją. W nagrodę pojechały do bogatego wujka z zachodu i… klapa. Szybkie sześć meczów, zazwyczaj przegrane i rumuńska liga przyszły sezon (gdy odpadnie współczynnik 06/07) rozpoczną z pozycji niewiele lepszej niż Polska. Szukamy dalej: Turcja – Fenerbahce miało być pierwszym od dawna wschodnioeuropejskim półfinalistą CL, dziś turecka liga traci dystans do czwórki średniaków. Bułgaria kiedyś była na 16 miejscu, za rok będzie musiała gonić, to nie pomyłka – Polskę w walce o pozycję 23.

Przyczyna takiego stanu rzeczy jest prosta. Ciężko bowiem w tych ligach znaleźć 2-3 zespoły zdolne do gry w LM, jeszcze trudniej 3 kolejne które dojdą do 1/4 w LE i obronią punkty zdobyte przez tych, którzy właśnie zbierają cięgi w europejskiej ekstraklasie. Idealnym układem dla średniaka, który chce stać się wielkim na dłużej niż dwa-trzy sezony i nie być potem małym jest posiadanie w lidze pięciu, sześciu równych zespołów. Wtedy to można pograć trochę w CL bez większych ciśnień i ambicji, podczas gdy rodacy na dole harują na podtrzymanie rankingu. Popatrzmy zatem na ligi holenderską – zawsze dominowało w niej tradycyjne trio – Ajax, PSV, Feyenoord. Dziś do głosu doszły tam takie firmy jak Twente czy Alkmaar. Paradoksalnie zmniejszenie przewagi faworytów i dojście nowych sił, zazwyczaj postrzegane jako osłabienie ligi, jest w Holandii bodźcem do rozpoczęcia marszu w górę tabeli europejskiej. Podobnie, choć na trochę mniejszą skalę dzieje się w Portugalii.

Na koniec pytanie do nas, Polaków – czy opłaca nam się pchać się na siłę do LM, tylko po to by zagrać sześć meczów? Patrząc długofalowo, na LM jest u nas stanowczo za wcześnie,  bo nie mamy zaplecza, które odrobiło stracone po awansie punkty. Punkty w LE zaś są takie same, a jak pokazał Lech – Polak zdobywać może je dość skutecznie. Legio, Wisło pójdźcie tą drogą i będzie dobrze.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/