Liga Mistrzów, dzieciństwa symbol oczywisty

Liga Mistrzów to u mnie jeden z najważniejszych symboli sportowego dzieciństwa – oprócz Małysza oczywiście, o którym nie mogę pisać z powodu wzruszenia. W każdym razie, kiedy skoczkowie odstawiali narty zaczynała grać elita. Zwykle nie patrzyłem na mecze 1/8 finału, bo po prostu nie wiedziałem, że są. Miałem rację – nie było ich, były tylko 2 fazy grupowe, na co młody ja patrzył z przymrużeniem oka – on wolał patrzeć na najlepszych. Wtedy myślałem, że w Europie liczy się tylko 8 drużyn – a brak zaprzeczenia z perspektywy rodziców, tylko tą tezę potwierdzał. Mimo wszystko i tak nie potrafiłem wymienić całej ósemki. Pamiętam, jak z zaciekawieniem patrzyłem na Real Madryt, który – kiedy byłem małym brzdącem – rozdawał karty w Europie. Pięć zwycięstw w ciągu trzech lat robi wrażenie. Oglądałem co prawda dopiero triumfy w 2000 i 2002 roku, ale się posłyszało od komentatorów w telewizorze.

Kolejnym klubem na którego dźwięk stawałem jak najbliżej telewizora był… AC Milan. Tak, nie jest to bynajmniej oryginalne, ale cóż. Mediolańczycy zachwycili mnie w 2003 roku, kiedy wygrali całą Ligę Mistrzów. Co prawda w następnym sezonie ani Milan ani Real nie zaszli nawet do półfinału, ale rok 2004 zacząłem ignorować od ćwierćfinałów, uzasadniając „brakiem fajnych drużyn”. Uznałem wyczyn Porto za historyczny i nie mieszałem do tego, grzecznie czekając na jakiś wyczyn Milanu bądź Realu w następnej edycji. Miałem fart. Co prawda Królewskich nawet nie oglądałem (polegli w 1/8 finału z Juventusem), ale już w ćwierćfinale dostałem derby Mediolanu. Zwyciężył Milan, nie obyło się też bez zamieszek – ze względu na to 2 mecz został oddany walkowerem dla zespołu Ancelottiego. Emocji nie zabrakło także w półfinale – gola na wagę awansu strzelił Masimo Ambrosini w 90 minucie. Co było dalej wszyscy wiedzą. Słynny mecz Milanu z Liverpoolem, potem rzuty karne i Dudek dance. Mimo przegranej drużyny, której kibicowałem, cieszyłem się. Nareszcie obejrzałem dramatyczne rzuty karne w tak ważnym meczu, których bohaterem był Polak. I to jaki Polak! W każdym razie – wydaje mi się, że to jeden z ostatnich turniejów, w których czułem nieświadomość o drużynie, o zawodnikach. Potem, na mundialu w Niemczech, a także wcześniej w Lidze Mistrzów, gdzie triumfowała Barcelona wiedziałem już dużo. Każdy zawodnik był przeze mnie dogłębnie sprawdzony wcześniej, myślę że to wtedy zaczęła się moja obsesyjna przygoda z futbolem. W każdym razie – mecz w Stambule to ostatni przystanek mojej błogiej nieświadomości w futbolu.

Potem, co jest jasne, wiele się zmieniło. Po niesamowitych Chelsea w Lidze Mistrzów szczerze pokochałem ten klub. The Blues toczyli pasjonujące boje z Liverpoolem w LM, min. w sezonie 2008/2009, czy w 2006/2007. Milan tak jakoś wypadł z mojej hierarchii, a w Liverpoolu nie było już Jerzego Dudka – nie miałem po co im kibicować, więc cieszyłem się, gdy Mediolańczycy wzięli zemstę za triumf The Reds dwa lata temu (dla niedomyślnych Milan wygrał z Liverpoolem w sezonie 2006/2007). Tak po za tym – zerknijmy jak aktualnie idzie moim dawnym faworytom.

Real Madryt – aż mi się pisać nie chce. Do sezonu 2009/2010 Królewscy od 2004 roku do ćwierćfinału Ligi Mistrzów nie awansowali ani razu (nie liczę tegorocznych gier).  Powtórzę. To liczba mniejsza niż jeden, ale większa niż -1, ani dodatnia, ani plusowa – 0. Nie no, żarty panowie! Jeden z największych klubów świata mający – bagatela – 9 triumfów w Pucharze Europy nie mógł przejść 1/8 finału!  W dodatku, żeby bardziej pogrążyć Galacticos, za wyjątkiem Arsenalu i Lyonu te zespoły odpadały w ćwierćfinale! Na szczęście dla Realu, do Madrytu zawitał Mourinho. On na pewno poprawi ich grę, pytanie brzmi: dokąd z nimi dojdzie?

AC Milan – z nim jest już trochę lepiej. Co prawda w kraju zdominował ich Inter, ponieważ od 2004 roku Paolo Maldini nie podnosił żadnego krajowego trofeum, po końcu jego kariery nie wygląda to lepiej. W Lidze Mistrzów odpadli z debiutantem – Tottenhamem. Nie wolno jednak zapominać o triumfie w Europie cztery lata temu. Aktualnie trener Massimiliano Allegri prowadzi Milan do triumfu w Serie A, ale musi się oglądać na lokalnych sąsiadów – Inter traci do nich już tylko dwa punkty.

Liverpool – nie wiem, czy ten klub nie ma gorszej sytuacji od Realu. „Nieudane transfery, złamane obietnice”, jak to pisze Norbert Szamota. Klub zamiast bić się o Ligę Mistrzów, walczy o miejsce w LE, z której w tym sezonie już odpadł. Ostatnie mistrzostwo zdobył 20 lat temu, a jedyne sukcesy święci – o dziwo – na arenie międzynarodowej, gdzie przecież powinno być trudniej. Czy Kenny Daglish wraz z nową gwiązdą The Reds Luizem Suarezem wyprowadzi Liverpool na prostą? Całkiem możliwe.

Liga Mistrzów zmienia się i będzie zmieniać, ale to na niej wychowałem swoje podstawy sportowe. Dzięki temu będę pamiętał wieczory ze Szpakowskim, wspaniałą grę Szevczenki, Zidane, czy innych wielkich piłkarzy. Na pewno nie zapomnę też nigdy tańca Jerzego Dudka na linii bramkowej.

Jest to mój pierwszy felieton, który napisałem tylko dla pubsportu – na moich blogach są tylko do niego odnośniki i wstęp.


pubsport.pl
Tomek Mądry
Pochodzę z Poznania, aktualnie mieszkam w Ząbkach. Kibic Chelsea, FC Koeln. To tyle. Jestem zwyczajnym, szarym człowiekiem, który postanowił się czymś interesować. Wybrał sport. Oprócz amatorskiego grania w piłkę nożną i uprawiania badmintona piszę także od listopada bloga. W styczniu założyłem nowy i teraz publikuje wpisy na obu adresach. Dnia 10 marca postanowiłem zarejestrować się na pubsport.pl i umieszczać również tutaj moją publicystykę. Na moim blogu i na pubsport znajdziecie na pewno co czwartek - felieton o Chelsea i wiele, wiele innych.
http://kwestor.blox.pl/html