Liga Mistrzów znów bez nas

Kolejny raz mistrz Polski przegrywa walkę o awans do Ligi Mistrzów. Co sezon jest nadzieja, co sezon łudzimy się, że może tym razem się uda. Niestety zawsze jesteśmy rozczarowani. Tym razem nie powiodło się Lechowi Poznań, który przegrał w rewanżu z FC Basel 0:1.

Już po pierwszym spotkaniu wiadomo było, że szanse poznaniaków są bardzo małe, wszak podopieczni Macieja Skorży przegrali u siebie 1:3. Liczyliśmy jednak, że w rewanżu mistrzowie Polski odniosą honorowe zwycięstwo lub przynajmniej zremisują. I właśnie na remis się zanosiło, kiedy to w samej końcówce do bramki Jasmina Buricia piłkę po uderzeniu głową skierował Birkir Bjarnason. Ta bramka wystarczyła mistrzom Szwajcarii do zwycięstwa także w rewanżowym meczu. Lecha czeka teraz walka o awans do fazy grupowej Ligi Europy.

Wielu kibiców, którzy już od kilku lat mogą legalnie kupować piwo, nie pamięta Ligi Mistrzów w Polsce. Kiedy w latach 90. w tych rozgrywkach grały najpierw Legia Warszawa, a potem Widzew Łódź, miałem kilka lat i piłka nie bardzo mnie interesowała. Mijają dwie dekady od awansu Legii,  przyszłym roku minie dwadzieścia lat od awansu łodzian i Ligi Mistrzów na polskiej ziemi jak nie było, tak nie ma. W tym czasie grali w niej Białorusini, Słoweńcy, Słowacy. Cypryjczycy dochodzili do ćwierćfinału. Czas mija, inni awansują, my niestety ciągle obchodzimy się smakiem. Kiedy 21 sierpnia 1996 roku po raz ostatni mistrz Polski cieszył się z awansu do najważniejszych europejskich rozgrywek klubowych, a Tomasz Zimoch krzyczał do Pana Turka, by kończył to spotkanie, Robert Lewandowski obchodził ósme urodziny, na pierwszym miejscu Listy Przebojów Programu 3 Polskiego Radia znajdował się utwór „On Silent Wings” Tiny Turner i Stinga, a Internet nie był jeszcze czymś, bez czego trudno wyobrazić sobie codzienne życie. Od tego czasu bezskutecznie próbujemy sforsować bramy Champions League. Były próby wstydliwe, jak odpadnięcie Wisły z Levadią Tallin. Były też próby, po których czuliśmy małą dumę, jak po bramce Clebera i zwycięstwie krakowian nad Barceloną. Jednak od kilku lat obowiązuje reforma ułatwiająca awans klubom ze słabszych piłkarsko krajów. Mistrz Polski nie może już trafić na rywala z Hiszpanii, Anglii, czy Niemiec. Mimo to nie potrafimy wywalczyć przepustki do piłkarskiego raju.

Kiedyś pewnie się uda, bo musi się udać. To jedno z moich sportowych marzeń, bo polskiego klubu w Lidze Mistrzów nie miałem okazji oglądać. W tym sezonie pozostaje trzymanie kciuków za Legię i Lecha w Lidze Europy.


pubsport.pl