Liquigas show

Takiej końcówki etapu na wyścigu tej klasy nie widziałem dosłownie nigdy. Stwierdzenie „atak drużyny” nabrał dzisiaj wyjątkowego znaczenia.

Może czasem w relacjach z polskich wyścigów kolarskich można było przeczytać, że do mety dojechała 6-osobowa grupa, w której było czterech zawodników CCC Polsat. Ale na Vuelta a Espana? Może czwórka Liquigasu sama była trochę zdziwiona ujrzawszy, że w wyniku nadawania przezeń mocnego tempa na zjazdach na ich kole uchował się tylko Pablo Lastras. Ale chwała im za to jaką pracę wykonali na ostatnich kilometrach, jaki popis jazdy drużynowej nam zafundowali. Peter Sagan, Vincenzo Nibali, Eros Capecchi i Valerio Agnoli – te nazwiska będą w jutrzejszej prasie wspomniane niezliczoną ilość razy. Ten wspaniały obraz zepsuła tylko niezwykle konsternująca chyba kibiców sytuacja na finiszu. No bo to jest rzecz na całkiem niezłą rozprawę taktyczną, a przecież cała akcja trwała około dziesięciu minut i nie było czasu na gadanie, bo trzeba było ciągle trzymać niesamowite tempo. No ale przecież po coś mają te słuchawki w uszach. Może faktycznie tylko do słuchania komunikatów o potencjalnych niebezpieczeństwach, bo mimo, wydawałoby się, planu wyszedł jakiś potworek w wyniku którego Nibali nie zebrał ni sekundy bonifikaty. Wiadomo było że Sagan jest z całego towarzystwa najszybszy (w Polsce coś o jego umiejętnościach sprinterskich wiemy). Wiadomo też było, że ten Lastras który się pałętał między Liquigasowcami potrafi być szybki na kresce. Kolejność Sagan-Lastras-Nibali nasuwała się sama. Spróbowali wyprowadzić na pierwsze miejsce Nibalego – w sumie słusznie, bo a nuż się uda, a jak nie to wrócimy do planu podstawowego, no bo etapu Lastrasowi po takiej akcji oddać nie wypadało. A co się stało? To się stało. Wbrew temu co mówią komentatorzy – Nibali jest dopiero czwarty, bo Agnoli też chciał nie dać się wyprzedzić Hiszpanowi. Żeby to mu się chociaż udało…

Jakkolwiek kuriozalny nie był to finisz – oddaję dzisiaj trzykrotny pokłon Liquigasowi. Jak to mówił sam Nibali: sekunda po sekundzie, etap po etapie i może coś się urodzić. Na przykład zwycięstwo w Vuelcie. Jeśli jego koledzy jeszcze parę razy odstawią taką akcję to w Madrycie już będą mogli szyć czerwoną koszulkę pod miarę Włocha.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl