LM: Arsenal na wyjeździe… („a nie mówiłem?!”)

We wtorek nastąpiła druga część dwumeczu, który boleśnie rozerwał mi serce. Mimo wszystko muszę przyznać, że Arsenal był zdecydowanie gorszy i nie zasłużył na awans do 1/4 finału. Teraz powinienem to jakoś uzasadnić…

Powodów jest wiele. Przepraszam, że ciągle to powtarzam, ale to jest za bardzo widoczne (moim) gołym okiem, że postawa Kanonierów poza Emirates pozostawia wiele do rzeczenia. Nie wierzę, żeby trener Arsene Wenger kazał swoim piłkarzom zabarykadować bramkę i szukać kontr. Przecież wszyscy chcieli zobaczyć podobne widowisko, jak przed trzema tygodniami. Nic z tego, Barca zdominowała mecz, Arsenal nie istniał. Nawet gospodarze strzelili samobója, by działo się więcej i żeby zachęcić Kanonierów do gry… (to już akurat żart 😉 )

Szkoda tylko, że skuteczność piłkarzy Pepa Guardioli była na nienajwyższym poziomie. Przyczynił się wprawdzie do tego Manuel Almunia kilkoma znakomitymi interwencjami, ale często też nie musiał interweniować, bo piłka nie leciała w światło bramki. Najwyraźniej było to widać w drugich kwadransach obu połów. Oczywiście, w II odsłonie strzelili dwa gole, lecz powinni dołożyć jeszcze ze dwa.

Zanim do dwóch najważniejszych wydarzeń tego meczu (kartka dla van Persiego i kontuzja Wojtka Szczęsnego), to słówko o atakach Arsenalu. Jedyny moment, w którym mogło dojść do uderzenia na bramkę (a jednak nie doszło), to pierwsze 10 minut po przerwie. Wydawało się, że Blaugrana została w szatni, więc goście próbowali dostać się pod bramkę Valdesa. Dostali się, mieli jeden rzut rożny i szczęście, że Busquets niefortunnie interweniował. Poza tym fragmentem, podopieczni Arsene’a Wengera nic nie pokazali! Spośród jego piłkarzy, pochwalić można Laurenta Koscielnego, który, podobnie jak w pierwszym meczu, nie bał się ostro przerywać ataków rywali. Co prawda mało brakowało, a sam też wyleciałby z boiska za dwie żółte kartki (ew. druga za faul na Pedro w polu karnym), ale spójrzmy, ileż on zatrzymał ataków Messiego, Xaviego, Iniesty i innych. Przydałby nam się w kadrze…

My, Polacy, szykowaliśmy się, że jedną z kluczowych ról odegra w tym meczu Wojciech Szczęsny. Niestety, tak niefortunnie złapał piłkę (być może źle mu się odgiął palec, nie wiem!), że nie mógł dalej grać i musiał zostać zmieniony przez Almunię. Sergiusz Ryczel powiedział: „przed meczem intensywnie rozgrzewał się Hiszpan, a Polak bronić strzały zaczął później. (…) Almunia przyznawał w wywiadach, że jest głodny gry.” No to się doczekał. Prawdę mówiąc, to zaliczył bardzo dobry występ między słupkami.

Z kolei czerwona kartka dla Robina Van Persiego to przesada. Sędzia Massimo Busacca, który sędziował wiele bardzo ważnych meczów, np. Finał LM 2009, Mundial w Niemczech, czy RPA, Superpuchar Europy 2010, popełnił kilka widocznych błędów. Dołożył do tego usunięcie z boiska napastnika Arsenalu w tak ważnym momencie… dziwne zachowanie szwajcarskiego arbitra. Fakt faktem, że miał do tego pełne prawo, to jednak powinien dać Holendrowi ostatnie ostrzeżenie, zgodnie z duchem gry. Przynajmniej ja bym tak postąpił. Nie wiem jak to jest, ale chyba trudno jest usłyszeć gwizdek, gdy na trybunach zasiada prawie sto tysięcy widzów. Być może wypaczyło to wynik spotkania, choć i tak goście nic nie prezentowali. Znalazłem w innym blogu ciekawy tekst, z którego wynika, że to Barcelona została pokrzywdzona w tym całym dwumeczu. Jego treść tutaj. Mnie trochę przekonuje, ale jednocześnie smuci, że takie wydarzenia mają miejsce w bezpośrednim starciu moich ulubionych klubów…

Pomimo wygranej w pierwszym meczu, Arsenalowi nie udało się utrzymać zaliczki i to FCB zagra w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Mam nadzieję, że w w przyszłym sezonie los nie skojarzy razem tych drużyn, a jeśli już to w półfinale bądź w finale. Póki co, Barca jest znów bardzo mocna i chętna do wygranej w Lidze Mistrzów, ale nie pokuszę się o stwierdzenie, że jest kosmiczna i galaktyczna, bo wkradła się nutka nieskuteczności. Liczę, iż zostanie ona zredukowana do minimum, bo graczy z Camp Nou stać na Puchar Europy. Oby tylko teraz nie trafili na Tottenham, bo serce zaboli jeszcze bardziej…

 


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl