LM: Historyczny wyczyn Tottenhamu

Środowe spotkanie w północnym Londynie nie przyniosło wiele emocji, jeśli nie kibicowało się jednej, bądź drugiej drużynie. Według mnie, Milan nie zasłużył na awans. Wprawdzie miał wiele okazji do zdobycia bramki w rewanżu, ale ciągle pozostał mi niesmak po niesportowej grze mediolańczyków trzy tygodnie temu.

O przebiegu meczu nie będę pisał, bo chyba wszyscy go nie widzieliśmy (a jeśli nie, to tutaj jest zapis relacji na żywo). Po starciu nasuwa mi się wniosek, że Tottenham to drużyna, która zdecydowanie lepiej atakuje, niż się broni. Mało efektownie wyglądało, zostają na własnej połówce i nie ruszają pod bramkę rywali tak często, jak nas do tego przyzwyczaili. Milan zdominował przeciwnika, ale nie potrafił zadać mu ciosu. Obie ekipy dobrze się rozpracowały, bo mają podobne atuty. Mam tu oczywiście na myśli wysokich piłkarzy – Croucha u Kogutów i Ibrahimovicia wśród Rossonerich.

Tym razem żaden z nich nie zabłysnął. Ibra często nie uderzał na bramkę, lepiej mu było podać do Pato, Robinho, Seedorfa… ale ci też nie byli w stanie pokonać Heurelho Gomesa. Gdy gospodarzom udało się wyjść z połowy, najczęściej grali w pięciu, sześciu. Chcieli jak najszybciej oddać (celny) strzał na bramkę rywala i powrócić do obrony. Próbowali ze stałych fragmentów (chodziło oczywiście o szukanie Croucha w szesnastce, rzadziej o bezpośredni strzał na bramkę Abiattiego). Często piłka grana była na skrzydła, w pierwszej połowie na prawe, bo przedrzeć próbował się Aaron Lennon, później, w drugich 45 minutach zagrywano do lewoskrzydłowego Bale’a. Jak zwykle wyglądało to bardzo efektownie, ale nie przyniosło efektu w postaci zdobytego gola.

Ponieważ bardzo lubię Tottenham, bardzo chciałem, by przeszli dalej. Ostatnie minuty były dla mnie ekscytujące, bo jeden gol mógł załatwić całą sprawę lub przedłużyć ją o pół godziny plus ewentualne rzuty karne. W napięciu oczekiwałem na ostatni gwizdek sędziego, a po nim czułem umiarkowaną radość z końcowego rezultatu. Jednak tym razem Milanu mi nie szkoda, bo ten pierwszy mecz mnie jakoś do nich zniechęcił. Z drugiej strony, jeszcze nie widzieliśmy jeszcze w tym roku w LM, jak podopieczni Harrego Redknappa ciągle szturmują na bramkę przeciwnika. Szkoda, bo trochę za tym tęsknię.

Trzeba przyznać, że rozczarował ten dwumecz. Nastawiałem się na pokaz ofensywnej piłki, dużo goli, emocji i zwrotów akcji. Szkoda, że nie wyszło, bo to jedna z pięciu par, którą udało mi się poprawnie wytypować w grudniu… Jeszcze większym ciosem dla mnie będzie, gdy Koguty w 1/4 będą musiały zmierzyć się z Barceloną. Oby panowie Gianni Infantino i Gary Lineker, którzy wylosują pary w najbliższy piątek, nie skojarzyli tych drużyn razem…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl