LM: Rozdarte serce…

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jaki mam zapłon. Mimo wszystko, chcę się podzielić opinią na temat spotkania, bo Arsenal i Barcelonę bardzo, BARDZO lubię.

Na początek wytłumaczę, o co chodziło w temacie. Otóż FC Barcelona to mój ulubiony klub piłkarski. Już o tym wielokrotnie wspominałem. Świadczy o tym chociażby to. Jednakże w tej „klasyfikacji”, nieco niżej, znajduje się Arsenal Londyn. Za to, jak widowiskowe są ich mecze. Niestety, większość z nich ma miejsce na ich własnym stadionie – Emirates Stadium, a poza nim Kanonierzy prezentują się zdecydowanie słabiej…

Dlatego środowe starcie było dla mnie zarówno pełnią szczęścia, jak i powodem do smutku, bowiem jedna z drużyn odpadnie i to już w 1/8 finału. Mecz miał inny przebieg niż rok temu w ćwierćfinale. Widocznie Arsene Wenger wyciągnął wnioski z tamtego spotkania i to Kanonierzy przeważali w pierwszym kwadransie. Nie dało się do końca poskromić Blaugrany, bo jedną groźną akcję w tym czasie przeprowadzili, ale nie „rzucili” się na rywala, jak przed rokiem. Gol Davida Villi jest kolejnym dowodem na to, że rozumie się z Leo Messim doskonale. Później goście poszli za ciosem, ale nieskutecznie próbował Messi, a Wojciech Szczęsny bronił, co mógł. Mamy prawo wraz z ojcem Maciejem być z niego dumni!

Drugą połowę Duma Katalonii zagrała jak nie ona i to mnie zaniepokoiło. Atakowali bramkę Kanonierów coraz rzadziej i zaczynało to wyglądać jak mecz u siebie z Rubinem – myśleli, że jakoś dotrwają do końca i mecz będzie wygrany. Widocznie zapomnieli o „mojej” teorii, że Arsenal na własnym obiekcie gra pięknie, zupełnie podobnie jak oni. Coraz częściej robiło się gorąco pod bramką Valdesa, aż w końcu Robin van Persie trafił do jego bramki z dość ostrego kąta. Uderzenie znakomite, ale 5 minut później akcja była jeszcze piękniejsza. Nasri biegł tak szybko, że obrona Barcy się pogubiła, świetnie pokazał sie Arshavin. Rosjanin strzelił bardzo mocno i zdobył drugiego gola dla Londyńczyków. Żaden bramkarz by tego nie wyjął. Miejsce, z którego uderzał, to jedno z najłatwiejszych na boisku (dla prawonożnych oczywiście). Gdyby nie trafił, to zepsułoby to dobrą opinię o nim. Resztę spotkania śledziłem na stojąco, tak przeżywałem te końcowe ataki Barcy. Szkoda, że nic z tego nie wyszło, bo chciałbym, by padł remis. Trzeba jednak przyznać, że wygrana gospodarzy była zasłużona.

Według mnie, winę za porażkę swojego zespołu ponosi trener Pep Guardiola. Nie rozumiem, dlaczego zdjął w 68. minucie Davida Villę i wprowadził za niego Seidou Keitę. Przecież to nie w stylu Barcy! Kto będzie tam bronił 1:0?! Co z założeniem ofensywnej gry? Jeśli chciał ściągać Hiszpana, to trudno. Na ławce był Bojan. Był też w razie czego Adriano (potem wszedł, ale było już za późno). Mam nadzieję, że więcej się to nie powtórzy. Bo Barcelona nieofensywna, to już zupełnie nie to, o co nam chodzi…

Innym powodem jest to, że Barca nie wykorzystywała wspaniałych okazji (np Messiego, Alvesa). Obrona nie funkcjonowała dobrze bez Carlesa Puyola. Mam nadzieję, że sie wykuruje na rewanż, bo szanse Dumy Katalonii znacznie spadną, gdy nie będzie ani Pique ani Puyola. Choć obecność Gerarda Pique może też mieć zły skutek. Odkąd zadaje się z Shakirą, chyba bardziej skupił się na niej niż na grze w piłkę…

Obok Szczęsnego, wśród Kanonierów na pochwały zasługuje Laurent Koscielny. Bez skrupułów walczył o piłkę z Barcelończykami, a gdy miał piłkę, zdarzało się, że ich ogrywał. W ogóle wszyscy gracze Arsena Wengera zagrali bardzo dobry mecz, ale tych wspomniana dwójka wyjątkowo dobrze.

Po meczu cieszyłem się razem z Arsenalem i płakałem razem z Barceloną. Płakałem nie za porażkę, a jej okoliczności. Pociesza mnie fakt, że to jeszcze nie koniec walki. Przed nami rewanż (na dzień kobiet). Większe szanse na ćwierćfinał daję Barcelonie ze względu na dyspozycję Arsenalu na wyjazdach. Mimo wszystko będę płakał za gorszym z tego dwumeczu i świętował awans zwycięzców. Niestety, takie jest życie…

PS. Co się stało z Romą? Przebłysk Szachtara? Ktoś oglądał i wie? Niech napisze!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl