Łódź przywitała Tauron Basket Ligę. I to jak!

Dziś miałem napisać techniczne podsumowanie Mistrzostw Europy siatkarzy i siatkarek, ale odłożyłem to na później. Dzisiaj bowiem miało miejsce historyczne wydarzenie w łódzkiej Atlas Arenie. Po 30 latach oczekiwań, koszykarze ŁKSu ponownie zagrali w najwyższej klasie rozgrywkowej w naszym kraju. I na dodatek wygrali po znakomitej grze, przy fantastycznym dopingu kibiców!

Najpierw kilka słów o samym spotkaniu, choć nie to ma być główną myślą tego wpisu. Drużyna gospodarzy zagrała bez kompleksów przeciwko pretendentowi do podium tych rozgrywek. Zdecydowanie nie było widać, kto na boisku jest beniaminkiem ekstraklasy, a kto gra w niej już prawie 20 lat. Łodzian nie trzeba było motywować do tego meczu. Zrobiła to cała otoczka wokół spotkania.

Na MVP meczu zasłużył Jermaine Mallet. Nowy nabytek klubu z al. Unii chyba już zaczyna się spłacać. Trafiał z każdej pozycji – od rzutów wolnych, po próby za 3. I wszystko to na wysokim procencie skuteczności. Poza nim, łodzian do wygranej powiedli Bartek Szczepaniak (kilka popisowych trójek) oraz dwójka centrów: Kuba Dłuski i Kirk Archibeque. O indywidualnościach po stronie podopiecznych Emira Mutapcicia już się tak nie mówi, bo zespół zawiódł na całej linii. Można nawet rzec, że zlekceważyli gospodarzy. Zostali za to mocno skarceni.

Momentami goście próbowali zmniejszyć stratę do rywali i udawało im się to, lecz na prowadzenie już nie wyszli. Koszykarze ŁKSu jakby chcieli powiedzieć: „OK, dogonić nas możecie, ale na więcej wam nie pozwolimy”. I słowa dotrzymali. Można powiedzieć, że kontrolowali to starcie przez znaczny czas jego trwania.

To chyba tyle o samym przebiegu gry. Wiele nie widziałem, bo ciężko było mi się skupić na wydarzeniach boiskowych, gdy na trybunach panowała fantastyczna atmosfera. Padł 2. w historii najlepszy wynik frekwencji na meczu Tauron Basket Ligi. Na moje oko, do Atlas Areny zawitało około 7 tysięcy widzów. Warto dodać, że na tej hali 17 miesięcy temu padł rekord frekwencji na meczu koszykarzy ŁKSu. Wyniósł on zaledwie… 2 000 osób. „Użyto” wówczas tylko trzech sektorów i dwóch płyt. Wszystko po to, by zredukować koszty i tak drogiego wynajmu hali. Łodzianie walczyli wtedy o 3. miejsce w I lidze z MKSem Dąbrową Górniczą.

Nie boję się przyznać, że ten jeden mecz był lepiej promowany niż cały finał Eurobasketu kobiet, który był rozgrywany w tym samym miejscu. Od kilkunastu dni słychać było w mediach o wielkim powrocie Ełkaesiaków do ekstraklasy. Efekt mogliśmy dziś zaobserwować.  Sam spotkałem naprawdę mnóstwo, mnóstwo znajomych twarzy!

Początkowo do dyspozycji kibiców miała być ćwiartka obiektu. Jednak na niespełna pół godziny przed rozpoczęciem meczu okazało się to za mało. Zabrano więc taśmy ograniczające z kilku sektorów i dla fanów było dostępne już pół hali. Później okazało się, iż to wciąż za mało i znów powiększono ilość miejsc. W efekcie, publiczność siedziała na sektorach od A do E i od M do W. Ile to jest? Zobacz! Organizatorzy chyba nie byli na to do końca gotowi (nagłośnienie było troszkę za ciche i zbyt niewyraźne), ale to odchodzi na drugi plan. Na pierwszym mamy wspaniałą zabawę i przede wszystkim wygraną.

Zapewne większość z tych, którzy oglądali to spotkanie, spodziewała się po prostu dobrego meczu w wykonaniu… Anwilu. Ja też należałem do tej grupy. Dzięki koszykarzom z Łodzi, powrót do TBL był głośny, huczny i radosny. Jest za wcześnie, aby wyciągać daleko idące wnioski, ale warto postawić pytanie: „jak to pociągną władze ŁKSu”? Czy budżet klubu wystarczy na to, by więcej takich spotkań organizować w największej hali sportowo-widowiskowej w Polsce? W grę wchodzi jeszcze Hala Sportowa (MOSiR), gdzie występują siatkarki Organiki Budowlanych. To chyba najlepsze rozwiązanie, choć zależeć to będzie także od postawy drużyny prowadzonej przez Piotra Zycha.

Na drugim biegunie mamy problem pod tytułem „lokalizacja”. Atlas Arena znajduje się w sąsiedztwie z halą ŁKSu (formalnie już MOSiRu przy al. Unii), więc kibice mogą się czuć prawie jak u siebie, zaś obiekt przy ul. Skorupki już tak bliski Ełkaesiakom nie jest. Lecz tu znów mamy plusy i minusy takiego obrotu sprawy. Trybuny obiektu, gdzie dziś zainaugurowano rozgrywki są daleko od placu gry. Ciężko się wszystkim przestawić z malutkiej hali ŁKSu, gdzie na boisku czuło się oddech śpiewających fanów, którzy zasiadali dwa metry za liniami, a zawodnicy byli tacy duzi, że trzeba było podnieść głowę, by zobaczyć ich twarze. Tutaj, wszyscy gracze byli strasznie mali. Podobnie stwierdzili w Skrze Bełchatów i dlatego na Ligę Mistrzów przeprowadzili się właśnie do Hali Sportowej. I tak chyba byłoby lepiej i dla koszykarzy z Łodzi.

To są dywagacje na nieco późniejszy termin, gdyż nie wiemy, jak potoczy się dalej sytuacja łódzkiego beniaminka w Tauron Basket Lidze. Dobrym testem organizacyjnym będzie wtorkowy mecz z Treflem Sopot. Spodziewam się niestety o połowę mniejszej widowni, a to za sprawą złej pory i gorszej promocji tego spotkania. Ciągle tylko mówi(ło) się o tym Anwilu!

Niemniej jednak wszystko wyglądało dziś pięknie w Łodzi. Zarówno gra koszykarzy ŁKSu, jak i postawa ich kibiców (których przyszło 2 razy więcej niż na mecz piłkarzy z Podbeskidziem 8 dni temu). To może nastrajać pozytywnie na przyszłość, lecz, jak napisałem, musimy trochę poczekać. Może się zdarzyć, iż to był tylko taki jednorazowy wyskok. Bardzo bym chciał, by za jakiś czas włodarze klubu z al. Unii mogli powiedzieć „warto było!” i podejmą kolejne decyzje, które pomogą zespołowi w odniesieniu sukcesu nie tylko sportowego, ale i marketingowego. Choć lepiej, by oba szły w parze – tak, jak dziś!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl