Lucyna Wilamowska: Jest lekki niedosyt

Polki nie są faworytkami w meczu z Rumunkami, ale jest wiele podstaw ku temu, że to będzie zwycięskie dla naszych dziewczyn pożegnanie z mistrzostwami Europy – mówi Lucyna Wilamowska, była rozgrywająca reprezentacji Polski w piłce ręcznej, a obecnie zawodniczka Pogoni Baltica Szczecin.

Jak podsumuje mecz z Norweżkami?

Po pierwszej połowie dziewczyny narobiły nam wszystkim smaku na dobry wynik. W przerwie mogliśmy liczyć, że pokuszą się o zwycięstwo i dlatego końcowy rezultat na pewno wiązał się z pewnym niedosytem. Wydaje mi się, że Norweżki były w poniedziałek w zasięgu naszej drużyny.

Szkoda chyba tym większa, że już drugi raz z rzędu biało-czerwone rozbudzają do przerwy nadzieje kibiców na sukces, a później kończą mecz bez punktów…

Coś w tym jest. Ale pamiętajmy, że na mistrzostwach Europy w tej fazie nie ma już słabych zespołów i jeżeli chcemy wygrywać, to trzeba grać na najwyższych obrotach od pierwszej do ostatniej minuty. Takie dwuminutowe czy trzyminutowe przestoje są bardzo niebezpieczne, bo wysokiej klasy przeciwnik w tym czasie potrafi odskoczyć i ciężko później jest już go dogonić. Nawet krótkie okresy słabszej gry są po prostu bezlitośnie karane.

Te przestoje w drugich połowach mają związek z kwestiami mentalnymi i brakami w koncentracji? Czy może to skutek jakichś błędów w przygotowaniu kondycyjnym?

Nie sądzę, aby miały miejsce jakieś braki w koncentracji. Dziewczyny doskonale zdawały sobie przecież sprawę o co grają. Jestem przekonana, że były skoncentrowane na sto procent. Myślę, że taktycznie również Kim Rasmussen przygotował je optymalnie. Po prostu, jeśli gra się z takim zespołem jak Norweżki, najmniejszy błąd jest srogo karcony i kilka niedokładnych podań czy nieprzygotowanych rzutów mści się kontrami.

Na koniec przygody z tegorocznymi mistrzostwami Europy Polki zagrają w środę z Rumunkami. Jak wynika z notowań firmy bukmacherskiej Fortuna, to rywalki są wyraźnymi faworytkami. Słusznie?

Muszę przyznać, że bardzo przeżywam ten turniej i do samego końca jestem optymistką. Trzymam mocno kciuki za dziewczyny i wierzę, że zakończą te mistrzostwa zwycięstwem. Za rywalkami przemawiają ostatnie osiągnięcia. Znam jednak nasze reprezentantki, wiem jak się angażują, znam też profesjonalizm trenera Rasmussena i jestem spokojna, że będą należycie przygotowane do meczu z Rumunkami. Stawiam na wygraną Polek 25:23.

Czego możemy się spodziewać po grze Rumunek?

Z pewnością bardzo mocnej gry w obronie. Mam też wrażenie, że Rumunki bardzo mało piłek tracą po własnych, prostych błędach. Rzadko zdarzają im się niecelne podania czy nieudane chwyty. Wydaje mi się, że jest to taki zespół, który małymi kroczkami buduje pozytywny wynik. Dlatego i w naszym przypadku kluczem do sukcesu będzie konsekwencja w grze i popełnienie jak najmniejszej ilości niewymuszonych błędów. Jeśli dziewczyny dołożą do tego odpowiednią skuteczność rzutową, będzie dobrze.

Stawka meczu – wbrew pozorom – jest bardzo wysoka. W przypadku wygranej z Rumunkami biało-czerwone prawdopodobnie zapewnią sobie rozstawienie w parach eliminacyjnych mistrzostw świata.

Dziewczyny wiedzą, o co toczy się gra. Nie mam wątpliwości, że i bez tego wyszłyby na boisko maksymalnie skupione i zmotywowane. Oczywiście dla dobra kobiecej piłki ręcznej w Polsce fajnie byłoby zapewnić sobie to rozstawienie i ułatwić drogę na turniej finałowy mistrzostw świata. Dla dalszego rozwoju naszej dyscypliny to bardzo ważna sprawa.

Swoją drogą, to chyba trochę niepoważne, że federacja zmienia zasady już w trakcie trwania turnieju? Pierwotnie już wszyscy uczestnicy rundy głównej mistrzostw Europy mieli być pewni przywileju rozstawienia w losowaniu…

Takie kontrowersyjne sytuacje zdarzały się już wielokrotnie. No cóż, federacja ma prawo do podejmowania określonych decyzji i z tego korzysta. W tej chwili nie ma sensu już o tym dyskutować, trzeba się z tym pogodzić i robić swoje.

Indywidualnie, kto jest na razie największym wygranym w naszym zespole?

Bez wątpienia w meczu z Norweżkami z bardzo fajnej strony pokazała się Asia Drabik. Mocną zmianę dała też Aleksandra Zych. O grze takich zawodniczek jak Karolina Kudłacz czy Alina Wojtas nie ma co nawet opowiadać, bo wszyscy wiedzą, że bez nich nasza drużyna funkcjonuje zupełnie inaczej.

Na razie bilans Polek na Węgrzech to jedna wygrana i cztery porażki. Patrząc tak na chłodno, można było ugrać coś więcej?

Pewnie tak. Jest pewien niedosyt, bo przy stuprocentowej dyspozycji Kingi Byzdry niektóre mecze mogły potoczyć się nieco inaczej. Wiadomo, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale Kinga w naszej reprezentacji robi tzw. różnicę. Inna sprawa, że łatwo się ocenia pewne rzeczy z perspektywy telewizora i ciepłej herbaty w fotelu. Trzeba być tam w środku i czuć emocje towarzyszące kolejnym meczom, aby móc wyciągać jakiekolwiek wnioski.

Kim Rasmussen może być spokojny o posadę po tym turnieju? Znając polską mentalność, pewnie pojawiają się głosy przekonujące o konieczności zmiany selekcjonera…

Nie ma pojęcia. Ciężko mi powiedzieć, jaką dalszą wizję reprezentacji ma zarząd ZPRP. Jestem daleka od tego, aby w jakikolwiek sposób osądzać duńskiego trenera i prorokować jego zawodową przyszłość. Faktem jest, że pod jego wodzą nasza drużyna narodowa zrobiła ogromny postęp i nauczyła się wygrywać.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/