Maciej Jankowski ciągle na TOP-ie w „PN”.

Sezon 2010/2011 polskiej ekstraklasy piłkarskiej rozstrzygnięty. Co to oznacza dla wydawcy najpopularniejszego tygodnika o futbolu? Przed jakim zadaniem w tej sytuacji został postawiony redaktor „Piłki Nożnej” Adam Godlewski oraz jego zespół, przez swojego szefa i chlebodawcę Marka Profusa?

Otóż wymienieni panowie mają ostatnią szansę, na to by zręcznie wykorzystać 8. bramek strzelonych przez Macieja Jankowskiego w zakończonych właśnie rozgrywkach, w prowadzonej na bezczelnego kampanii reklamowej.

W ostatnim numerze tygodnika można znaleźć m.in. „Ranking Ligowców w sezonie 2010/2011” sporządzony przez „Zespół PN”, a w nim ciekawą klasyfikację, dziesięciu najlepszych napastników Ekstraklasy.
To, że na liście figuruje Jankowski nie jest żadną rewelacją, bo chłopak na miejsce wśród dziesięciu najlepszych atakujących faktycznie zasługuje. Obiektywni dziennikarze „Piłki Nożnej” uznali jednak, że na dzisiaj w polskiej Ekstraklasie jest tylko trzech napastników lepszych od zawodnika Ruchu.
Jankowskiego wyprzedzają jedynie: Tomasz Frankowski, Abdou Razack Traore i Artjoms Rudnevs. Czwarty napastnik sezonu, to autor (bagatela) ośmiu (!) goli – Maciej Jankowski. Nie tam, jakieś Niedzielnay i Sobiechy z Genkovami (wszyscy skuteczniejsi) czy Grzelczaki i Sernasy (skuteczność porównywalna). Żaden z wymienionych nie prezentował poziomu Jankowskiego. Żaden nie był lepszy od snajpera Ruchu. Zresztą, taki Robert Maaskant albo Jacek Zieliński marzą przecież o tym, żeby w Ruchu się zgodzili na wymianę za Genkova albo za Sobiecha właśnie. Czesław Michniewicz nawet by się nie zastanawiał, gdyby miał za jednego Jankowskiego oddać Grzelczaka i Sernasa w pakiecie.

A tak już na poważnie.
Znowu „Piłka Nożna” robi Jankowskiemu krzywdę. Jeżeli już się muszą szmacić, to mogliby chociaż chłopaka, który ma spory talent, promować zgodnie z resztkami chociaż rozsądku, już nie wspominając nawet o czymś takim jak rzetelność dziennikarska. Takimi publikacjami zrażają większość czytelników do niego. Przez te wszystkie zabiegi chłopak stał się w pewnym momencie pośmiewiskiem, chociaż na boisku na takie podejście nie zasłużył.

„Piłka Nożna” stacza się do poziomu bełkotu i chyba nic nie jest w stanie tego procesu odmienić. Innym rażącym coraz mocniej zjawiskiem, zwłaszcza w tekstach Godlewskiego jest coś w rodzaju niepisanej umowy ze Smudą. Dziennikarz głaszcze selekcjonera, a ten w zamian niby nieoficjalnie, niby pociągnięty za język przez redaktora sprzedaje mu swoje ciekawostki, albo tak jak podczas któregoś z wywiadów, kiedy to obaj panowie ostro poszli po bandzie w głaskaniu się na wzajem i padły z ust Smudy magiczne słowa o tym, że widzi w ataku na Euro … tak, tak … Macieja Jankowskiego we własnej osobie!!

 


pubsport.pl