Majstersztyk Alekhny

Reprezentanci Rosji zdobyli Mistrzostwo Olimpijskie w siatkówce. Po długim pięciosetowym boku pokonali Brazylijczyków 3:2, choć ich rywale mieli już piłki meczowe w trzecim secie. Brązowe medale wywalczyli Włosi po pokonaniu Bułgarów.

Podobnie jak przy podsumowaniu meczów pań, zacznę od spotkania o 3. miejsce. Nie zabrakło w nim walki, efektownych ataków i bloków, ale niestety również błędów. Widowisko mogło przyprawić o emocje ale bardziej za sprawą sporej ilości punktów oddawanych sobie wzajemnie, a nie dobrej gry obu zespołów. Zwycięsko wyszli z tej batalii podopieczni Mauro Berrutto, ale głównie dzięki jednemu siatkarzowi – Cristianowi Savaniemu. W ataku zdobył 12 punktów, a prawie drugie tyle dołożył po zagrywce lub bloku.

Przez pierwszą godzinę gry problem był drugim przyjmującym, Michałem Łasko. Już sądziłem, że zapisze kolejne średnie zawody na swoim koncie, ale przegrany drugi set podziałał na niego motywująco i pomógł Savaniemu poprowadzić drużynę do brązu. Swoje dorzucił również Simone Parodi, który musiał wejść na plac gry i ratować pozycję atakującego, bo Ivan Zaytsev wyglądał na niewyspanego w niedzielny poranek.

Wprawdzie Bułgarzy lepiej od rywali wypadali pod siatką, szczególnie jeśli chodzi o środek, to nienajlepiej pracowały skrzydła. Tsvetan Sokolov – główna armata w armii Naydena Naydenova na Igrzyska – spisał się poniżej oczekiwań i musiał część meczu przesiedzieć na ławce. Ustąpił miejsca doświadczonemu Vladimirowi Nikolovowi, który potrafił poderwać swój zespół do boju kilkoma dobrymi akcjami. Oprócz tego trudno im się przyjmowało bomby przeciwnikow, szczególnie wymienianego dwa akapity wyżej Savaniego.

Przyczyny porażki reprezentacji Bułgarii doszukiwałbym się w trzecim secie, w którym dwa razy szybko tracili kilkupunktowe przewagi. W pewnej chwili następował przestój i fragment przegrany 1:5. To samo stało się w końcówce czwartej i, jak się okazało, ostatniej partii meczu. Brak odpowiednio dysponowanego Sokolova, albo – idąc dalej – utęsknionego Mateya Kaziyskiego dał o sobie znać. Niemniej jednak podkreślam raz jeszcze, że to dobry występ tej reprezentacji jak na jej możliwości. Poza tym, przecież sami byśmy chcieli pokonać Niemców w 1/4 i bić się o medale…

Prawdziwy dreszczowiec miał miejsce w finale. Kiedy na tablicy wyników widniał wynik 2:0 w setach dla Brazylijczyków, przestraszyłem się, że moja zapowiedź o niemożności powtórki wyniku z grupy okaże się kompletną bzdurą. „To niesamowite!” – myślałem – „Oni są w ogóle nieosiągalni dla tych Rusków!„.

W pierwszym i drugim secie Brazylijczykom wychodziło wszystko, a Rosjanom nic. Szaleli Wallace, Murilo, Sidao, a walkę nawiązywał tylko Sergei Tetyukhin. Mikhailov był bezbarwny, Volkov nie mógł się przebić, Muserskiemu niby się udawało, ale tylko trochę. Wszystko zmierzało do szczęśliwego dla Canarinhos końca, już miałem żałować, że finał pozbawiony emocji, aż nagle nadszedł trzeci set.

Nareszcie doczekaliśmy się partii godnej meczu finałowego. Trener Vladimir Alekhno postawił wszystko na jedną kartę wychodząc na boisko z trzema nominalnymi środkowymi, przy czym Dimiriy Muserskiy pełnił rolę… atakującego. Rosyjski wielkolud poczuł się świetnie na nowej pozycji i zaczął punktować. Był bardzo trudny do zatrzymania blokiem. Brazylijczycy nie uciekli na więcej niż 3 punkty, ale za to mieli już złoto na wyciągnięcie ręki. Prowadzili 22:19. Wtedy o sobie dała znać dwójka Tetyukhin – Muserskiy doprowadzając do remisu. Wytrzymali ciśnienie do końca, nie wstrzymywali ręki nawet pomimo dwóch piłek meczowych dla przeciwników. To była fantastyczna, a jednocześnie dramatyczna końcówka.

Po niej Rosjanie uwierzyli, że mogą coś jeszcze ugrać. Przebudzili się Mikhailov i Apalikov, a Tetyukhin i Muserskiy kontynuowali to, co szło im świetnie. Już w połowie seta wszystko zmierzało do tie-breaka. Trener Rezende zaczął się naprawdę denerwować, bo wprowadził na boisko wielkiego Gibę. Ale legenda brazylijskiej i światowej siatkówki została wręcz zmieciona z parkietu przez rozpędzoną ekipę Sbornej. Według mnie ten manewr był bez sensu. Gilberto Godoy to człowiek, który do Londynu pojecha bardziej jako ojciec, przyjaciel zespołu, a nie jako zawodnik. Przedłużył swoją karierę tylko po to, ażeby z Igrzysk przywieźć jeszcze jedno złoto. Nie udało się…

A to dlatego, że Canarinhos w piątym secie wyglądali na podłamanych. Zostali zdemolowani w sposób wybitnie bolesny. Lecz winić mogą tylko i wyłącznie siebie, za ten trzeci set. Znów sprawdziło się słynne siatkarskie porzekadło. Można jednak też dopowiedzieć do tego inne, takie bardziej życiowe – o sprawiedliwości, której staje się zadość. Pamiętacie ćwierćfinał turnieju siatkarek? Tak, Rosja – Brazylia. Sborna nie wykorzystała sześciu z rzędu piłek meczowych w piątym secie i, w związku z tym, przegrała całe spotkanie.

Jeśli w turnieju olimpijskim nie mieli triumfować Polacy, to słusznie, że zrobili to Rosjanie. Od początku do końca wysoka forma z jednym wypadkiem przy pracy. Bohaterem finału oczywiście Dimitry Muserskiy, ale bohaterem całych Igrzysk jest Vladimir Alekhno. Po raz kolejny potwierdził swój trenerski geniusz, nie bał się zaryzykować. Bardzo umiejętnie wykorzystał dwunastkę, którą zabrał do Londynu. Jestem naprawdę pełen podziwu dla niego.

Brazylijczycy zaś pozostają niespełnieni. Mieli się odkuć za pekińskie srebro. Bardzo niewiele wskazywało na to, że zdobędą jakikolwiek medal. Kończy się tam pewna era, ale myślę, że o tym jeszcze będzie szansa napisać.

To był jeden z najpiękniejszych finałów olimpijskich. Z pewnością zapamiętam go na długo. Jako fan siatkówki przeżyłem wspaniałe emocje nawet pomimo braku Biało-Czerwonych w półfinale. Dla mnie te Igrzyska trwały dalej i dalej… i aż szkoda mi było się z nimi żegnać. Być może pokuszę się jeszcze o siatkarskie podsumowanie londyńskich zmagań, ale to zależy od tego, czy się zbiorę.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl