Małe hale wielkich zespołów

Na mecze siatkarskiej reprezentacji Polski przychodzi minimum 8 tysięcy widzów, zależy, jak bardzo pojemna jest hala. Wówczas wszyscy zjednoczeni w dopingowaniu swoich ukochanych siatkarzy czy siatkarek stwarzają wspaniałą, niepowtarzalną atmosferę. Pojawia się więc tutaj pewien paradoks. Mecze ligowe na trybunach ogląda średnio… ze 3 tysiące ludzi. Wszystko przez to, że obiekty, nawet tych najbardziej utytułowanych klubów, na więcej nie pozwalają!

Sprawa dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Wydaje mi się, że zmagania polskich klubów (nawet przed telewizorami) śledzi mniej niż połowa fanów drużyny narodowej. Niech żałują, bo polska liga, zarówno męska, jak i kobieca, należą do najsilniejszych na świecie! Ściągani są najlepsi gracze, mecze stoją na naprawdę wysokim poziomie. To na pewno jest naszą znakomitą wizytówką! Wszystko pięknie promowane przez Polsat, która zarezerwowała stałą godzinę w weekend – 14:45, by pokazać w otwartej TV4 mecz ligowy. Brawo!

Zajmijmy się jednak wywołanym tematem. Zacznę od siatkówki panów. Otóż, najbardziej pojemna jest hala Łuczniczka, w której swoje mecze rozgrywa Delecta – ponad 5000 miejsc. Drugie miejsce zajmują razem hala Podpromie w Rzeszowie i warszawski Torwar. Tam wejdzie mniej więcej pięć tysięcy. Jednakże, siatkarze Politechniki grają tam tylko mecze z trudniejszymi rywalami.

Na starcia Mistrza Polski, Skry Bełchatów może przyjść do hali  Energia zaledwie 2,7 tys. ludzi. A fanów mają znacznie, znacznie więcej, co widać, gdy przyjeżdżają do Łodzi na Ligę Mistrzów. Tam, nawet na przeciętnego rywala przyjdzie z 9-10 tysięcy.

Od kilku lat na dnie tej klasyfikacji jest Jastrzębski Węgiel. W hali Boryna na jednej, jedynej trybunie może zasiąść tylko 1000 widzów. Na szczęście, prawdopodobnie niedługo przeniosą się do już prawie wybudowanej, nowoczesnej trzytysięcznej hali. Oni, podobnie jak Skra, przenoszą się na mecze Champions League do większego obiektu. Grają na lodowisku drużyny hokejowej z tego samego miasta.

Wśród pań, sytuacja wygląda bardzo podobnie, oprócz Atomu Trefla Sopot (pojemność to 11, a nawet 15 tysięcy miejsc) i od niedawna Organiki Budowlanych Łódź (niby 4000, ale w razie czego udostępni się drugie tyle na górnych sektorach). Co do łodzianek, to świetnie, że korzystają z obiektu MOSiR, bo odkąd w moim mieście pojawiła się Atlas Arena, hala przy ul. Skorupki odeszła w jej cień. Teraz już z niego wychodzi, gdyż to domowa hala Organiki, a jeszcze powróci do niej drużyna Skry Bełchatów na LM. Podobno stwierdzili, że tu, w przeciwieństwie do drugiej największej hali w Polsce, znacznie bardziej czuć atmosferę. Być może to efekt tego, że trybuny są znacznie bliżej placu gry? Cóż… teraz będę miał 15 minut nie piechotą, a samochodem do areny zmagań bełchatowian.

Lecz wróćmy do PlusLigi Kobiet. Otóż dwa najlepsze polskie kluby, Muszynianka i Aluprof pojemnościami hali nie powalają… Do muszyńskiej hali wejdzie 1000 osób, do bielskiej – o dwa tysiące więcej.  Mecze grane są też w słynnych Orbicie i Łuczniczce, ale to największe spośród tych małych.

Dlaczego tak jest? Prawdopodobnie dlatego, że od dłuższego czasu, wielkie drużyny powstają w niewielkich miejscowościach. Podejście jest takie, że skoro małe miasto, to mało mieszkańców, a co za tym idzie, niewielka hala. Bo po co budować obiekt na kilkanaście tysięcy widzów, jeśli nawet tyle tam nie mieszka? Oczywiście trzeba się liczyć z tym, że przyjadą fani klubu spoza miasta, ale tylko ci najwierniejsi będą co tydzień-dwa przejeżdżać kilometry, aby dopingować swoją drużynę z trybun. Takim należy się szacun!

Podobno robi się w ten sposób, bo w mniejszej miejscowości, jej władze wspierają jeden klub, bo jeden mają, na przykład dbając o halę. Gdy pojawi się jakiś potężny sponsor, może się skupić na ściąganiu zawodników i promocji zespołu. W większym mieście jest więcej niż jeden klub i często pojawia się problem, który wspierać ma miasto. Najczęściej ?dba? słabo o wszystkie albo w żaden nie inwestuje. Dlatego wygląda to tak, a nie inaczej.

Lubię czasem popatrzeć na sport z logistycznego punktu widzenia. Dlatego właśnie zająłem się tym tematem.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl