Mamy brązowych chłopaków!

Wracamy z Wiednia z brązowymi medalami Mistrzostw Europy. Ten krążek ma dodatkową wartość – został wywalczony w meczu z Rosją. Należy to uznać za duże osiągnięcie naszej kadry, zwłaszcza, że wielu wieszało na nich psy nawet przed turniejem.

Jak zwykle, w I secie Rosjanie nie zdążyli wejść w mecz. Po wygranej premierowej odsłonie mówiłem sobie: „Nie podniecajmy się, oni tak ciągle. Dopiero od II seta zaczyna się gra”. I zaczęła się, ale podopieczni Vladimira Alekhno nie prezentowali się wcale lepiej. Rosja nie wyglądała jak Rosja! Widocznie siatkarze byli zmęczeni i przybici wczorajszą porażką w półfinale.

Obie drużyny popełniały dużo błędów własnych. Z tym, że my mieliśmy znakomicie dysponowanych blokujących. Może w samym elemencie nie zdobyliśmy jakiejś wybitnej ilości punktów, ale był też pasywny blok, który pomagał bronić ataki Rosjan. Najczęściej próbował Maxim Mikhailov, ale i jego też czasem zatrzymywaliśmy. To podbudowywało nasz zespół, a deprymowało Sborną.

Co prawda wygraliśmy to spotkanie i jesteśmy z tego dumni, ale samego stylu gry naszych siatkarzy nie można pozostawić bez komentarza. Chwilami mieliśmy problemy ze skończeniem ataków. Zamiast mocno zbić, bawiliśmy się w kiwki. Rzadko znajduje to zastosowanie na taką drużynę, jak Rosja. Miewaliśmy ich na widelcu i nie potrafiliśmy dobić. Kto wie, być może gdyby nie to, to uporalibyśmy się z nimi w krótszym czasie. Całe szczęście, że w dzisiejszym meczu byli do ogrania.

„Powrócił” Bartek Kurek. Znów od razu wspiął się na czoło klasyfikacji punktujących. Szkoda, że nie zrobił tego wczoraj. A dziś naszym liderem był chyba jednak Kuba Jarosz. Podobnie, jak Michał Kubiak w czwartek rozpoczął mecz nienajlepiej, więc został zmieniony. Ławka rezerwowych (albo kwadrat na rozgrzewkę) podziałał na niego motywująco i gdy znów pojawił się na palcu gry, dostał jakby drugie życie. Wspomniany Michał także zaprezentował się kapitalnie, pomimo małego kryzysu w środkowym fragmencie rywalizacji.

Potwierdziło się, że Rosja ma kłopoty z koncentracją, gdy nie liczą się w walce o główną wygraną. W ten sposób zawiedli wielu kibiców (w tym mnie), którzy uważali, że rozniosą konkurencję i wygrają tegoroczny Eurovolley. Tak się jednak (tradycyjnie) nie stało. Czyżby ciążyła na nich jakaś klątwa?

W takich sytuacjach mówi się: „To nie nasz problem”. My osiągnęliśmy sukces i cieszmy się z niego. Już niektórzy przesadzają, mówiąc o jakimś odrodzeniu polskiej siatkówki, nowej epoce… O tym będziemy mogli mówić, kiedy do (jeszcze lepszych) wyników dojdzie piękno gry. Z tym u nas bywa różnie.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl