Mamy już federację. To może by tak niepodległość?

Wyobraźcie sobie nowe państwo. Uzyskuje niepodległość, ludzie się cieszą, marzenia się spełniają. Trzeba się jednak zabrać do roboty. Od czego byście zaczęli? Jakiś rząd? Próby stworzenia ustawy zasadniczej? A wcześniej trzeba by jakieś wybory? Jak to, a kto się będzie uczył, leczył, ratował życie, pilnował porządku? A więc edukacja, służba zdrowia, policja. Jakoś się trzeba jednak identyfikować, żeby państwo szybko się nie rozleciało. Siadamy więc i w pierwszy dzień wymyślamy flagę, hymn, dewizę i godło.

No, najgorzej jest zacząć. Zrobiliśmy pierwszy krok, idziemy spać i budzimy się już w naszym nowym państwie. Zabieramy się do roboty? Nie, organizujemy mecz piłkarski. Najważniejsze jest przecież spoiwo.

Przykład Sudanu Południowego, najmłodszego i najbiedniejszego państwa świata, pokazuje, że lud nie chce chleba i igrzysk. Lud chce igrzysk, a jak będą dobre, to o chlebie – na krótką metę – zapomni. Ten afrykański kraj powstał 9 lipca 2011, a pierwszy  mecz rozegrał… 10 lipca 2011, a więc ledwie dzień później. Co bardziej szokujące, jego piłkarska federacja istniała już wtedy od trzech miesięcy!

Od razu była więc okazja, by 15 tysięcy ludzi zebrało się na świeżo odremontowanym Juba Stadium. Wcześniej trudno go było nawet nazwać pastwiskiem, bo… zwierzęta nie pasą się ziemią, tylko trawą, a tej też brakowało. Położono jednak nową murawę, dołożono oświetlenie i można było grać. Fakt, że tylko nieoficjalne mecze, bo Sudańczycy z południa dopiero pracują nad przyjęciem do afrykańskiej i światowej federacji, ale zawsze coś. Zaproszono kenijską ekstraklasową drużynę Tusker Nairobi. Na początek trzeba było oczywiście posłuchać nowiutkiego hymnu państwowego, więc lud już się nam wzruszył, a gdy w 10. minucie gospodarze objęli prowadzenie, to już głód, pragnienie i choroby na chwilę minęły. Skończyło się 1-3, ale rozpaczać nie było potrzeby.

Chcąc, nie chcąc, później trzeba się było zabrać do niezbędnych dla państwa prac niezwiązanych z piłką. Ale już po miesiącu zagrano z ugandyjską drużyną SC Villa, a wynik 1-1 tylko umocnił dobre nastroje społeczne. Niestety, można się spodziewać, że czar nowości szybko minie i – patrząc na piłkarską sytuację Sudanu Południowego – ja na miejscu władz raczej nie pokładałbym wielkich nadziei w piłce, jako odwracaczu uwagi od codziennych problemów.

Otóż przed powstaniem państwa, żaden klub z południa nie występował nawet w sudańskiej ekstraklasie. Federacja już jest, ale teraz trzeba budować kluby, ligę, stadiony, szkolić sędziów. Trzeba wszystkiego i niestety można to powiedzieć o każdej dziedzinie w kraju. Jeśli szukać przyszłego promyczka słońca (a raczej, w przypadku tamtych terernów, raczej kropelki deszczu), to raczej w bogatych złożach ropy naftowej, niż w Jamesie Josephie, 28-letnim napastniku Sporting Clube de Goa, grającym w beniaminku ligi Wybrzeża Kości Słoniowej, który jest najlepszym zawodnikiem młodego kraju.

Czy wielki futbol zagląda tylko w zakątki, gdzie mamy do czynienia ze stabilną walutą, zagwarantowaniem praw mniejszości etnicznych, inflacją nieprzekraczającą 2,5% i trójpodziałem władzy? No właśnie… Chyba tylko to może budzić jakąś nadzieję, na względnie rychły wyjazd Sudanu Południowego na Puchar Narodów Afryki.

PS Bez Artura Klińskiego ten tekst by nie powstał.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl