Manchesteru specyfika

Dziś postanowiłem bliżej przyjrzeć się Manchesterowi United – drużynie ze stosunkowo małą ilością gwiazd światowego formatu, kroczącej mimo to po kolejny (już 19-sty) tytuł Mistrza Anglii.

Gdy latem 2009 roku, po zdobyciu trzeciego z rzędu Mistrzostwa Anglii, z Old Trafford za bajeczną sumę odchodził Cristiano Ronaldo – piłkarz który z Manchesterem zdobył wszystko i w ogromnej mierze przyczynił się do znacznego powiększenia zawartości klubowej gabloty Czerwonych Diabłów, wydawało się, że ekipę sędziwego Sir Alexa Fergusona czeka zmierzch. No bo wprost nie do pomyślenia było, aby ktokolwiek był w stanie dać MU tyle i ile dawał Portugalczyk, który potrafił strzelić jednego sezonu aż czterdzieści bramek. Gdybyśmy zapytali wtedy któregoś z kibiców na Old Trafford, aby wskazał mecz w którym CR7  nie wpisał się na listę strzelców lub co więcej zagrał słabo, pewnie miałby on poważny problem z odpowiedzią na nasze pytanie. Każdy kto śledził i analizował grę Manchesteru w latach 2007-2009 wiedział  jak ważnym ogniwem diabelskiego łańcucha był Ronaldo i mało kto był w stanie wyobrazić sobie zespół Fergusona bez szybkiego jak błyskawica skrzydłowego.

A co zrobił sam sir Alex? To samo co wtedy, gdy opuszczali go poprzedni wielcy: David Beckham, Roy Keane czy Ruud van Nistelrooy, mianowicie nic. Wszyscy wiedzieli, że Luis Antonio Valencia przychodzi na Old Trafford aby skład po Portugalczyku uzupełnić, a nie Portugalczyka zastąpić.  To wprost niesamowite jak funkcjonuje twór wielkiego Szkota, w którym wszystkie zmiany idą drogą naturalną. Być może sprowadzony 15 miesięcy temu Ekwadorczyk jeszcze stanie się gwiazdą światowego formatu, ale nie w tym rzecz.

W kolejnym sezonie, kiedy miał nastąpić oczekiwany koniec panowania Czerwonych Diabłów, ci znów walczyli do ostatniej kolejki o zwycięstwo w Premier League, które tym razem w pełni zasłużenie trafiło do Chelsea. Jednakże United i tak zasługują na wielkie pochwały, choć sezon o którym mowa uznano w Manchesterze za nieudany, bo drużyna, której tym razem największą gwiazdą był Wayne Rooney przegrała z Bayernem w Lidze Mistrzów choć przez 90% tamtego dwumeczu kontrolowała przebieg gry. Sam Rooney zdobywał bramki z nie mniejszą częstotliwością co Ronaldo, którego odejściem nikt się już nie przejmował. Tytułu Czerwone Diabły nie zdobyły, raz, że nic nie może trwać wiecznie, a Chelsea (wreszcie ze stabilizacją na ławce trenerskiej) w końcu grała jak na pretendenta do Mistrzowskiej korony przystało, a dwa, że Wayne Rooney w decydującej fazie sezonu łapał kontuzję jedna za drugą.

W obecnej kampanii urazy znów angielskiego gwiazdora nie omijają, a w dodatku stał się on bohaterem kilku mniejszych i większych skandali. W październiku chciał opuścić United i przenieść się do lokalnego rywala, gdyż jak twierdził, jego partnerzy nie pozwalali mu walczyć o najwyższe cele. Jak wiemy Rooney został na Old Trafford i szuka zgubionej w lecie formy, a w swych żądaniach nie zauważył tego o czym mowa w tej notce, mianowicie, że w Manchesterze gwiazd nie ma, grają tam piłkarze których w większości próżno szukać na listach nominowanych do światowych nagród, generalnie jest to bardzo przeciętna drużyna i nie ma prawa konkurować z lokalnymi i zagranicznymi gwiazdozbiorami lecz chyba ani Ferguson, ani piłkarze MU o tym nie wiedzą, a jeżeli wiedzą to w ogóle nie zaprzątają sobie tym prawem głowy. Teraz liderem drużyny jest Nani, który jeszcze może nie prezentuje klasy swojego wielkiego rodaka, któremu już sporo miejsca w tej notce poświęciłem, ale jest z roku na rok coraz lepszy, a to co obecnie prezentuje wystarcza by z powodzeniem bić się o panowanie na Wyspach. Przykład Ronaldo, który przychodzi w 2003 roku do MU jako niegrzeczny chłopak, cztery lata później jest najlepszy na świecie i Naniego, który przyszedł pod opiekę SAF bez większego rozgłosu, a teraz przejął pałeczkę od Ronaldo, dobitnie pokazuje jaką politykę prowadzi doświadczony entuzjasta gum do żucia.  Organizm jego drużyny na bieżąco uzupełnia ubytki tak, że odbywa się to niemal bezboleśnie, nawet gdy wyrwany zostaje ząb trzonowy  w czasie kiedy największych ligowych rywali ze stolicy  czeka przeszczep wszystkich najważniejszych narządów. Nikt nie potrafi tak poprowadzić piłkarza jak Sir Alex Ferguson. Nani – dziś gwiazda Premier League, jeszcze wczoraj był w cieniu takiego Ricardo Quaresmy, który zwiedził pół Europy i osiadł w Turcji czy Simao Sabrosy, który poszedł tą samą drogą. Dymitara Berbatova, który sprawia na boisku wrażenie jakby przede wszystkim nie chciał się spocić okrzyknięto niewypałem na miarę Verona, tymczasem jest on teraz najlepszym strzelcem w drużynie.

Nie bez znaczenia jest także przygotowanie mentalne. Trzy lata temu Man U wygrali Ligę Mistrzów nie dlatego, że byli lepsi od Chelsea, tylko dlatego, że oni po prostu wiedzieli, że wygrają, bo tak im powiedział ich wódz. Osobiście jestem zapalonym kibicem The Blues, Manchesteru nigdy nie lekceważyłem, ale kiedy zobaczyłem w Moskiewskim finale obie jedenastki nie wierzyłem w to co się potem stało. Druga linia Chelsea składała się z takich nazwisk jak Makelele, Lampard i Ballack, a druga linia MU: Hargreaves, Carrick i Scholes. Mimo to Manchester zwyciężył. Chelsea czy Liverpool nie mają obecnie kim zastąpić swoich gwiazd. W United wchodzą Gibson, Hernandez czy Macheda i strzelają bramki. Drużyny Sir Alexa nie imają się żadne kryzysy, bo każdy przyszły, niebezpieczny dla klubu krok, jest znany i likwidowany w zarodku już lata wcześniej, a ten kto próbuje zagrozić klubowemu ładowi jest z zespołu wypraszany (patrz: Beckham, Keane).

Dziś Manchester podejmuje Tottenham, którego przypadek jest zupełnie odmienny, a przy tym równie ciekawy co przypadek MU i pewnie o nim kiedyś napisze. Jeżeli jednak maszyna Fergusona pokona wesołą armię Harry’ego Redknappa, prawdopodobnie  zapewni sobie Mistrzostwo.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html