Maszynista Ojrzyński

Zwlekałem z tym tekstem jak długo mogłem, ale wiedziałem, że muszę go napisać. Czekałem tylko na dobry moment. Teraz chyba właśnie nadszedł ten czas, dobry czas by pochwalić, a zarazem przeprosić Leszka Ojrzyńskiego.

Pochwalić, za zrobienie z Korony Kielce drużyny walczącej, która nie pęka przed żadnym przeciwnikiem. W sześciu meczach zdążyła już zagrać z mistrzem, wicemistrzem i czwartą drużyną poprzednich rozgrywek. Zdobyła z nimi 5 punktów, nie przegrała meczu. Udowodniła, że dając z siebie 100 procent możliwości w każdym meczu, można nadrobić braki w doświadczeniu i technice. To ważniejsze niż liderowanie lidze i start lepszy niż w zeszłym roku pod wodzą Marcina Sasala, który uważano za wyśmienity.

Porównanie obecnej Korony z zeszłoroczną ( po sześciu kolejkach) to trochę jak konfrontacja Przewozów Regionalnych z pociągami TLK. Pierwsi – lokalni, niezbyt szanowani, biedni i uważani za powolnych i kiepskich, drudzy rozpędzeni, szybcy, rozwijający się. Na pierwszy rzut oka PR są bez szans, ale kto od czasu do czasu ma „przyjemność” podróżowania pociągiem po Polsce ten wie… Wracając jednak do piłki – w piątej kolejce sezonu 2010/11 Korona Kielce ograła na wyjeździe niepokonaną Polonię Warszawa 3:1, tydzień potem zepsuła Wiśle Kraków otwarcie nowego stadionu (2:2) i zajmowała miejsce w czołówce, choć za Jagiellonią, którą mogła pochwalić się piorunującym startem. Na ustach całej Polski byli młody, błyskotliwy trener – Maciej Sasal i „nieśmiertelny” napastnik Andrzej Niedzielan. Dziś tego duetu w Koronie już nie ma, o klubie mówi się mało, albo wcale, nawet pomimo tego, że wygrana ze Śląskiem Wrocław dała kieleckiej drużynie fotel samodzielnego lidera ligi. Jeżeli już ktoś o Koronie się wypowiada to raczej lekceważąco, jej świetny start przypisując fartowi i ogromnej motywacji. Motywacja zaś, mówią dalej, nie wystarczy na wygranie ligi, a tak poza tym to dziś Lech gra z Jagiellonią, jutro derby stolicy… Tak mniej więcej wygląda w mediach aktualny lider T-Mobile Ekstraklasy.

Dziennikarze z ogólnopolskich gazet i portali mają ważniejsze sprawy niż chwilowe przewodnictwo w lidze kopciuszka z Kielc, pewnie mają trochę racji. Nie łudźmy się – Korona nie będzie mistrzem Polski. Leszek Ojrzyński prędzej czy później przegra swój pierwszy mecz w najwyższej lidze. Pomimo tego chwalić drużynę i trenera trzeba. Po raz pierwszy od dawna widać w tym zespole maksymalne zaangażowanie, można zaryzykować stwierdzenie, że tak jak Złocisto-Krwiści, w lidze nie walczy nikt. Oglądanie tego zespołu z trybun to czysta przyjemność – wiesz że wydałeś pieniądze na dobry cel. Niedawno portal Weszło proponował polskim piłkarzom obejrzenie finału tenisowego turnieju US Open, pomiędzy Nadalem, a Djokovicem, jako pokazu woli walki z przeciwnikiem i słabościami własnego organizmu. Jeżeli taka terapia naprawdę jest skuteczna wobec rodzimych piłkarzy to, znaczy, że Ojrzyński taśmę ze wspomnianym pojedynkiem musiał mieć już przed sezonem. Nie podejrzewajmy jednak Ojrzyńskiego o podróże w czasie, sposób na motywację musi być inny. Najważniejsze, że jest skuteczny, a gra jego podopiecznych wygląda z meczu na mecz przyjaźniej dla oka. Trener podszedł do sprawy pragmatycznie – wiedział, że nie może grać ofensywnej piłki z każdym rywalem, tak na dobrą sprawę nie ma nawet w kadrze klasycznego napastnika. Zaszczepił więc piłkarzom hasło, które dla kibiców Żółto-Czerwonych, było zazwyczaj tylko pobożnym życzeniem, a nie rzeczywistością – „Waleczne Serce – Korona Kielce”.

W tym miejscu chciałem przeprosić Leszka Ojrzyńskiego za tekst, który napisałem w dniu jego nominacji. Oceniłem trenera zbyt pochopnie, niezależnie od tego, czy MKS skończy sezon na podium czy w dolnej części tabeli wiem, że byłem w błędzie, z góry zakładając słabą grę i trudności z utrzymaniem w lidze. Popełniłem dwie pomyłki – z góry uznałem, że Ojrzyński to kiepski trener oraz miałem za małą wyobraźnię. Nie byłem w sobie wyobrazić, że można tchnąć w Koronę takiego ducha. Nie wierzyłem w zapowiedzi walecznej postawy, myślałem, że to tylko czcze gadanie, za którym pójdzie marna kopanina, jak w większości takich przypadków.

Dziś obsługa w Żółto-Czerwonej lokomotywie pracuje na najwyższych obrotach, a pociąg mknie i ma swoje pięć minut. Inne pociągi są o 5 minut opóźnione, niewiele, choć czasem od takiego opóźnienia zależy bardzo dużo.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/