Meczu Polski i Mołdawii aspekt poniekąd poboczny

Mecz Polski z Mołdawią nie mógł być bardzo interesującym widowiskiem piłkarskim. Polski zespół skleciony z ligowców nie mógł w ciągu kilku dni zgrać się i zagrać dobry mecz jako ekipa. Ten mecz i poprzedzające go zgrupowanie służyło bowiem obserwacji indywidualności które będą mogły już niedługo dostać się do pierwszego składu.

Więc nie chcę negować sensowności tego spotkania. Ono się odbyło, jakieś wnioski może z gry niektórych zawodników Franz Smuda wyciągać. Mnie bardziej zainteresowali kibice. Na licznych białoczerwonych flagach można było wyczytać że są fani z Pabianic, Łomży, Przemyśla, czy też Olsztyna. I ci fani, którzy przebyli grube setki kilometrów aby tam dotrzeć, po odśpiewaniu hymnu, nim ucichł ostatni akord, zaczęli śpiewać przyśpiewkę, która jednoczy całą kibicowską (piłkarską nożną) Polskę – Pezetpeen! Pezetpeen! J… i tak dalej. Jeszcze prześpiewali tak pierwsze dźwięki hymnu Mołdawian, gdyż musieli dokończyć wers tej zacnej pieśni. Cieszę się gdy widzę że są ludzie którzy jeżdżą przez pół Europy na sparing z Mołdawią, gdy śpiewają oni „Polska, biełoczerwoni!”, gdy po zdobytej bramce mobilizują zawodników krzycząc „Jeszcze jeden! Jeszcze jeden!”. Ale czy na prawdę trzeba choć raz na kwadrans ogłosić całemu światu co sądzimy o rodzimej piłkarskiej federacji? A niech nawet sobie śpiewają gdzieś na ligowym podwórku, podczas gdy ich ulubieńcy przegrywają kolejny mecz z innym ligowym przeciętniakiem. Ale czy naprawdę najdonioślejszym i najgłośniejszym okrzykiem na meczu reprezentacji ma być ten o pezetpeenie? Nie napiszę że ufam bardzo tej organizacji, bo byłoby to kłamstwo. Ale to już chyba jakaś bezsilność. Kibice nie wiedzą co zrobić to sobie rzucą bluzgiem na znienawidzonych działaczy. Niech przyjdą na Miodową, zrobią pikietę pod oknami budynku związku, nie wiem, niech się organizują, cokolwiek. Bo dziś wygląda na to że jedynym objawem sprzeciwu jest krzyk podczas meczów. Tez uważam, że coś nie gra. Niestety nie pamiętam kto, ale ktoś zauważył istotną rzecz. Słowa tej osoby brzmiały mniej więcej „przeciętny kibic w Anglii nie wie jak nazywa się prezes związku i widzi jego twarz tylko, gdy ten wręcza puchary zwycięzcom rozgrywek.” A u nas? Polsat Sport organizował debatę wyborczą przed ostatnią elekcją. Chyba nie o to chodzi. Ale te okrzyki na stadionach ani nic nie zmienią, ani niczemu nie służą. No może oprócz wyładowania się złości kibicowskiej gawiedzi. Gdyby zapał włożony w przyśpiewkę na pezetpeenie przenieść na kibicowanie swojemu zespołowi, to zawodnicy latali by jak na skrzydłach. A gdyby można było ją przekabacić na energię, to uniezależnilibyśmy się od rosyjskiej ropy i gazu.

Aż trudno mi nie wspomnieć o bezbłędnym jak zwykle skeczu Tomasza Jachimka i pewnym rozwiązaniu w jakichś sposób łagodzącym sytuację. Jesli ktoś nie wie o co chodzi, to przypomnę propozycję jaką daje nam nasz kabareciarz: „Pezetpeen! Peztpeen! Uprawiać miłość fizyczną z pezetpeen!”


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl