Medal Impossible?

Między 21 stycznia, a 2 lutego polscy skoczkowie narciarscy wygrali 3 z 5 indywidualnych konkursów i zajęli trzecie miejsce w jedynych w tym czasie zawodach drużynowych. Wyniki pokazują jasno – jesteśmy potęgą w skokach.

Musiałbym nie być sobą, gdybym w tym momencie, kikadziesiąt minut po wspaniałym sukcesie Kamila Stocha w Klingenthal, nie zrobił dwóch rzeczy. Po pierwsze, ogromnie ucieszył się z tego rezultatu pogratulował Kamilowi i życzył mu kolejnych sukcesów. Drugą rzeczą którą muszę teraz zrobić jest… rozejrzenie się dokoła sprawdzenie czy w tym naszym pięknym, przysłowiowym ,,całym” nie ma jeszcze bardziej przysłowiowej ,,dziury”. W euforii co raz częściej pojawiają się stwierdzenia, że mamy drużynę, że walczymy o medal w konkursie drużynowym itd. Niestety mamy pół, co najwyżej – posługując się terminologią dobrze w Polsce znaną, 0,7 drużyny. Świetne skoki Stocha i Małysza dają nam ogromne powody do radości oraz drugie miejsce w klasyfikacji Team Tour. Pomimo tego uważam, że o medal w drużynówce w Oslo będzie cholernie ciężko.

Spójrzmy na aktualny układ sił. Austria – poza zasięgiem, co dalej? Teoretycznie my, lecz to przekonanie o sile kadry Kruczka może być złudne. O dwa pozostałe medale powalczy kilka ekip o zbliżonym poziomie. Polska, Niemcy, Norwegia, może Japonia i tu niektórych zaskoczę… Finlandia. Wszystkie z wymienionych mają swoje mocne i słabe strony. Najmniej niewiadomych jest chyba u nas. Małysz, Stoch, Hula plus ktoś. Niemcy mogą mówić o kłopocie bogactwa. Freund, Freitag, Neumayer, Uhrmann, Bodmer to teoretycznie zawodnicy z szerokiej światowej czołówki, jeżeli czwórka wybranych skoczy na swoim poziomie, niestety nie damy im rady. Dzisiejszy konkurs, jak i kilka poprzednich pokazały jednak, że nasi sąsiedzi z zachodu mają poważny problem – są szalenie nierówni, wystarczy spojrzeć na show Urhmana w Klingenthal czy przypomnieć lokaty Niemców z Willingen.(1,20,27,29, 32, 33) Jeżeli mielibyśmy oceniać realnie siłę Niemców to trzeba przyznać, że to oni są faworytami do srebra, choć łatwo im nie będzie. Dlaczego? Już śpieszę z wyjaśnieniami.

Gdyby mistrzostwa odbywały się gdzie indziej pewnie Norwegom w tym tekście poświęciłbym tyle miejsca co Japończykom, czyli dwie, trzy linijki. Holmenkollen to jednak skocznia niemal święta, dlatego w obecności trzydziestu tysięcy widzów, w tym pewnie samego monarchy, podopieczni Kojonkowskiego będą szalenie groźni. W tej chwili tego może nic tego nie zapowiada, wszak jedynym Norwegiem potrafiącym regularnie nawiązać walkę z najlepszymi jest Tom Hilde, pozostali są tłem, choć solidnym. Biorąc pod uwagę, że ściany pomagają gospodarzom i uwzględniając jakiej jakości to będą ściany, z Norwegią trzeba się liczyć. W sobotę przegrali z nami o 5 punktów, myślę, że sama lokacja konkursu jest w stanie zniwelować tę różnicę.

Wspomniałem o Japonii, choć bardziej z grzeczności i uznania niż za sprawą realnych szans. Pamiętajmy, że samuraje jak mało która nacja potrafią zaskoczyć właśnie na mistrzostwach świata. W ostatnich 5 latach ciężko wskazać Japończyka, który regularnie zagraża czołówce. Mimo tego i w Sapporo i Libercu zdobywali drużynowy brąz. Odkładam ich na półkę z napisem ,,nie skreślać za wcześnie”.

Na tej samej półce umieszczę też Finlandię, która moim zdaniem nie jest, aż tak słaba jak wszyscy myślimy. Wrócił Happonen i prawie na pewno to będzie motor napędowy Suomi, zawodnik ten wniesie notę nie odbiegającą wiele od noty Małysza, Freunda czy Hildego. Jeżeli chimeryczny i potwornie rozchwiany Hautamaeki wytrzyma presję to Finlandia ma już tyle co Polska czyli 0,5, no może to nasze jest trochę mocniejsze (bez skojarzeń proszę). W tej sytuacji o tym kto okaże się silniejszy my, czy oni zdecyduje pojedynek Ahonen – Hula, a może nawet Koivuranta/Muotka/Keituri vs. Śliż/Żyła/Byrt.

Tak drodzy państwo, sądzę, że o medalu w zawodach zespołowych nie zdecydują skoki liderów poszczególnych ekip. Różnice między nimi mogą być minimalne, o wszystkim mogą rozstrzygnąć zawodnicy numer 3 i 4 w hierarchii skoków polskich, niemieckich, norweskich i fińskich. W praktyce sprowadzi się to do tego, że bardziej decyzyjne będą serie pierwsza i druga.

Na dzień dzisiejszy pewne są ogromne emocje podczas mistrzostw oraz to, że zawody zespołowe na tej imprezie odbędą się po raz pierwszy od dziesięciu lat dwa razy – na małej i dużej skoczni. Czy medal dla Polski jest niemożliwy? Na szczęście w słowniku skoków narciarskich nie ma słowa ,,niemożliwe”.

Tekst napisany dla potrzeb serwisu o MŚ w narciarstwie klasycznym Oslo 2011. Zachęcamy od odwiedzin.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/