Medal zespołowy na IO – marzenie ściętej głowy

Na Igrzyskach Olimpijskich w grach zespołowych zdobyliśmy 7 medali. Dość skromnie, jak na prawie 4o milionowy kraj.  Ostatni krążek zgarnęliśmy równo 20 lat temu. W Londynie dorobek możemy powiększyć o maksymalnie jeden krążek, oby był to ten z najcenniejszego kruszcu.

Zespołowe medale Polaków na IO prezentują się następująco:

Złote: Piłkarze nożni (1972, Monachium), Siatkarze (1976, Montreal)

Srebrne: Piłkarze nożni (1976,Montreal, 1992, Barcelona)

Brązowe: Siatkarki (1964, Tokio, 1968, Meksyk) Piłkarze ręczni (1972, Montreal)

Ogółem w grach zespołowych zdobyliśmy 7 medali: 2 złote, 2 srebrne i 3 brązowe, więcej wywalczyliśmy, np. w judo czy w strzelectwie. Coś mało tych medali przywieźliśmy ze wszystkich imprez. Postanowiłem dogłębnie przeanalizować, dlaczego mamy ich w naszym olimpijskim dorobku niewiele.

Jeśli chodzi o siatkówkę. Dwa brązowe krążki siatkarek, to i tak dużo, bo wystąpiliśmy na IO tylko trzy razy (oprócz 1964 i 68 jeszcze w 2008 w Pekinie) Było to w odległych nieco czasach, więc nie mogę się do tego profesjonalnie ustosunkować, ale przeglądając tabele dobrze szło naszym paniom w tych czasach.  Panowie w piłce siatkowej zdobyli jeden medal, ale ten najważniejszy, najcenniejszy – złoty. Patrząc na tabele – byliśmy w tych czasach potęgą. Pięciokrotnie byliśmy wicemistrzami Europy (1975-1983) i to pięciokrotnie przegrywając w finale z Rosją (ZSRR) ! Na Mundialu w 1974 w Meksyku zdobyliśmy złoto. Po wielu sukcesach w latach 70 i 80  za kadencji legendy polskiej siatkówki, znakomitego trenera Huberta Wagnera, nadeszły lata posuchy. Na światowych i europejskich czempionatach nie graliśmy albo dostawaliśmy lanie. Dopiero w 2006 r. zostaliśmy wicemistrzami globu i od tej chwili idzie nam w siatkówce jak po maśle ( prawie, nie licząc rzadkich wpadek) i miejmy nadzieje, że w stolicy Wielkiej Brytanii będzie pięknie, bo polscy siatkarze są w życiowej formie.

Piłkarze nożni zdobyli dla nas jeden złoty i dwa srebrne medale. Złoty krążek wyszarpały „Orły Górskiego” na Igrzyskach w Monachium w 1972, gdzie królem strzelców został Kazimierz Deyna. Cztery lata później przegraliśmy w finale z NRD, za to w półfinale pokonaliśmy wielką Brazylię. Srebro w 1992 to w sumie „wypadek przy pracy”, ale ten pozytywny, jeśli można by tak rzec. Nie szło nam po brązowym Mundialu w 1982 roku. W Barcelonie natomiast podopieczni Janusz Wójcika prezentowali się znakomicie, wygrywali mecz za meczem, Juskowiak (został królem strzelców) z Kowalczykiem strzelali jak natchnieni i udało się nam wywalczyć srebro, w  emocjonującym finale lepsi okazali się gospodarze, Hiszpanie wygrali 3:2. Później to już większość z nas pamięta, jak wyglądał nasz polski futbol. A na Igrzyskach więcej w piłkę nie pokopaliśmy.

W 1976 nasi szczypiorniści zdobyli brązowy medal na IO w Montrealu. Ale na Igrzyskach startowaliśmy tylko 4 razy, ostatnio w Pekinie nam nie poszło, bo 5 miejsce odebraliśmy jako porażkę. Do Londynu nasi piłkarze ręczni się nie załapali, bo przegraliśmy kwalifikacje.

Reasumując, w sportach zespołowych jesteśmy nawet „dobrym” narodem, do statusu potęgi w grach drużynowych nam jeszcze bardzo daleko. Wielka szkoda, że najwyższe laury zdobywaliśmy dawno, dawno temu, a przez dwadzieścia lat sukcesem był awans na Igrzyska . Najwyższy czas te mentalność zmienić i podkręcić nieco klasyfikacje – trzeci złoty medal, bardzo mile widziany.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.