Miało być pięknie, a jest jak zawsze…

 „Wstydu nie przynieśli, gra nie była zła, a tak w ogóle to tylko totalny optymista mógł liczyć na wywiezienie punktów z Rzymu” – takie głosy dominowały w polskiej prasie po meczu Legii Warszawa z Lazio. Zupełnie się z nimi nie zgadzam. Zespół z Półwyspu Apenińskiego był tego dnia słabiutki, co najwyżej przeciętny i każda drużyna, która  marzy o wyjściu z grupy LE powinna takie spotkania wygrywać. A z ruchów trenera Urbana wynika, że nie tylko nie oczekujemy wyjścia z grupy, ale nawet nawet nie próbujemy tego osiągnąć.

Lazio kompletnie oddało pole warszawskiej drużynie.  Tak naprawdę grało w piłkę tylko kilka minut po przerwie, do momentu zdobycia bramki przez Hernanesa. Wyszło rezerwowym składem, bez Klosego i innych gwiazd. Ponadto Włosi ewidentnie pragnęli wygrać to spotkanie minimalnym nakładem sił, niemal bez zaangażowania. Udało im się, mimo iż rywalom zostawili mnóstwo miejsca. A piłkarze Urbana nie zrobili nic, by tę szansę wykorzystać.

Niektórzy rzekli, że jest postęp w porównaniu do meczu ze Steauą. Nie ma żadnego. W lepszej formie jest Radović, który stworzył Legii jedyną dobrą okazję w tym meczu, dorzucając idealną piłkę do Koseckiego. Warszawiacy grają statycznie, z przodu wciąż brakuje ruchu, prostopadłych podań ze środka.

Ale co tam, trener Urban to  przedstawiciel polskiej myśli szkoleniowej, a więc gdy przegrywamy, a do końca meczu coraz bliżej, to za kontuzjowanego defensywnego pomocnika wprowadzimy… nominalnego środkowego obrońcę, przekwalifikowanego niedawno na DP, w grze do przodu jeszcze słabszego niż Vrdoljak. Po co ryzykować? Po co narazić się na stratę kolejnych goli? A nuż coś wpadnie, może jakiś rzut rożny czy strzał z dystansu. Kto wie, może Furman pierwszy raz od czasów niepamiętnych dośrodkuje piłkę na głowę legionisty? A przecież na ławce był Pinto, który co prawda częściej zawodzi niż daje pozytywnego kopa drużynie, ale kilka razy pokazał, że posiada coś, czego nie mają w Legii inni. Tak się złożyło, że było to w owym momencie drużynie Urbana potrzebne. Podanie w uliczkę, kreatywność, technika. Tyle. Może w tym meczu Portugalczyk wreszcie zagrałby na miarę swoich możliwości?

Ale to wszystko sprowadza się do jednego. Braku odpowiednich wzmocnień. Wielu mówiło, że Legia teraz wszystkim w Polsce odjedzie. Jest super organizacyjnie, finansowo, było mistrzostwo, będą transfery, a tu co? Rzeczywistość. To, co wystarczy na ekstraklasę nie ma nic wspólnego z grą w europejskich pucharach.  A nowi piłkarze rozczarowują.

Słabiutki w ostatnich meczach jest Vrdoljak, który o rozegraniu piłki do przodu nie ma pojęcia, a i jego  przecięć i przechwytów wyraźnie brakuje. Furman stara się, to widać, czasami ładnie klepnie, spróbuje zagrać prostopadle, ale to nie jest gość, który zagra nieszablonowo, a środek pola trzymać będzie w swoich rękach. Ewidentnie brak też jednego skrzydłowego, bo o ile Jakub „jeździec bez głowy” Kosecki swoją zadziornością, szybkością i jako takim prowadzeniem futbolówki coś zyskuje, o tyle Kucharczyk, Żyro i Ojaama kompletnie się nie sprawdzają. W przypadku pierwszych dwóch nie jestem zdziwiony, od dawna na skrzydło wydawali mi się zdecydowanie zbyt nieporadni, surowi technicznie (z Żyrą pod tym względem jest trochę lepiej, ale kuleje u niego umiejętność szybkiego, krótkiego prowadzenia piłki). Po Ojaamie spodziewałem się zdecydowanie więcej. Gościa, który zalicza szesnaście ostatnich podań w sezonie (nawet w Scottish Premier League), wyobrażałem sobie jako dobrego technika, z precyzyjnym dograniem, błyskotliwością. Tymczasem on błyszczy głównie warunkami fizycznymi. Jest silny, potrafi się przepchnąć, bardzo dobrze uderzyć, ale z przyspieszeniem już u niego nie najlepiej. O napastniku nie będę się wypowiadał. Saganowski w europejskich pucharach to kpina z kibiców.

Czyli brakuje….. – połowy składu?  Tak, w tym momencie w ten sposób to się prezentuje, gdy zestawimy Legię z innym europejskim średniakiem. Hmm? z taką Steauą chociażby.

A teraz pytanie, które pewnie na ten moment pozostanie bez odpowiedzi: czy słaba dyspozycja nowych, potencjalnie niezłych graczy, nie wynika z błędów Jana Urbana? Czy odpowiedzialności za brak pomysłu na grę swojej ekipy nie ponosi – przynajmniej w połowie – szkoleniowiec?


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl