Miłościwie panujące Włoszki

Włoskie tenisistki po raz drugi z rzędu i po raz trzeci od 2006 roku zdobyły Puchar Federacji. Schiavone, Pennetta i spółka jak wino: im starsze tym lepsze, ciągle panują!

W czerwcu Francesca Schiavone wygrała Roland Garros zostając pierwszą kobietą z Włoch, która zdobyła wielkoszlemowy tytuł. Zdobyła ona dla kraju z Półwyspu Apenińskiego czwarty wielkoszlemowy tytuł (Nicola Pietrangeli – 1959, 1960, Adrian Panatta – 1976, obaj także Roland Garros).

Na zakończenie sezonu Włoszki ponownie triumfują w Pucharze Federacji. Był to ich czwarty finał na przestrzeni pięciu lat i zdobyły trzeci tytuł. Są one zdecydowanymi dominatorkami tych rozgrywek w ostatnich latach. W czym tkwi ich siła? Niebagatelny wpływ na nastawienie mentalne ma tutaj kapitan Corrado Barazzutti, który zbudował niesamowitą atmosferę we włoskiej ekipie. Bo siła czysto tenisowa to jedna sprawa, a dobry klimat i wzajemne mobilizowanie się to drugi istotny element. To są rozgrywki drużynowe, w których najlepiej widać, jak ważnym czynnikiem jest energia przekazywana od zawodniczki do zawodniczki. Mogą być wielkie indywidualności, ale jeżeli nic poza tym nie ma to z tego zlepku osobowości nic się nie wykluje.

Po raz drugi w XXI wieku mieliśmy powtórkę finału. W latach 2004-2005 Rosjanki pokonywały Francuzki, a teraz Włoszki dwukrotnie zwyciężyły Amerykanki. Reprezentantki Stanów Zjednoczonych zanim doznały tych dwóch porażek dziewięć razy były górą w starciach z Włoszkami. Nie można pominąć faktu, że tak jak przed rokiem, tak i teraz zabrakło u nich sióstr Williams. Jaki byłby wynik tych konfrontacji, gdyby Serena i Venus mogły wystąpić? Nie warto tego roztrząsać. Faktem niezaprzeczalnym jest, że Włoszki zbudowały wielką drużynę, złożoną z tenisistek walczących z wielką pasją i pokazujące lwi pazur, gdy walczą dla dobra wspólnego. Bo przecież Schiavone i Pennetta w Fed Cupie raczej nie zawodzą. Schiavone w 2006 roku pokonała Amelie Mauresmo, ówczesną liderkę rankingu WTA, Francuzkę pokonała także rok później. Przed rokiem z kolei zwyciężyła Swietłanę Kuzniecową, która wówczas była notowana na dziewiątym miejscu (Francesca była na 44. pozycji). W zakończonym w niedzielę finale dała małą plamę gładko przegrywając z Melanie Oudin, ale wiedziała, że jak jej przytrafi się słabszy występ to może liczyć na koleżanki. I tak to jest w tym włoskim dream teamie, jedna może mieć słabszy dzień, ale to jest tylko maleńka rysa, bo wtedy koleżanki biorą ciężar na swoje barki. Pennetta od momentu debiutu w 2003 roku w Pucharze Federacji przegrała tylko cztery gry (bilans 19-4).

„W Belgii to była niespodzianka, w Reggio Calabria potwierdzenie, w USA puchar dojrzałości”
– napisano w „Corriere della Sera”. Przed czterema laty Włoszki sprawiły ogromną sensację pokonując Belgijki z Justine Henin. Przed rokiem potwierdziły swoją aktualną pozycję w drużynowych rozgrywkach, a w San Diego zaimponowały dojrzałością i konsekwencją nie zważając na niespodzianki, jakie im zaserwowała Mary Joe Fernandez, kapitan drużyny amerykańskiej (zaszokowała wystawiając w meczu otwarcia CoCo Vandeweghe, która stała się pierwszą debiutantką w finale rozgrywek od czasu Chandy Rubin w 1995 roku, a w niedzielę zamiast Mattek-Sands wystawiła Melanie Oudin). To są właśnie włoskie dziewczyny ze stali, jak je określił Corrado Barazzutti.

Marzy mi się, by w niedalekiej przyszłości to Polki stworzyły taki dream team. Siostry Agnieszka i Urszula Radwańskie, do tego solidne deblistki Klaudia Jans i Alicja Rosolska. Włoszki to już tenisistki wiekowe, a następczyń jakoś nie widać. Jakże bym chciał, by Polki przejęły pałeczkę pierwszeństwa i wtedy dzięki nim Pucharem Federacji pasjonowali by się wszyscy fani tenisa w Polsce i była by to wspaniała promocja białej dyscypliny w naszym kraju. Corrado Barazzutti czy wcześniej Szamil Tarpiszczew (Rosja) to dwaj kapitanowie, którzy potrafili poskładać klocki w jedną całość, dwie charyzmatyczne postaci, motywatorzy, którzy zebrali grupę dziewczyn gotowych na wszelkie poświęcenia. Czy Tomasz Wiktorowski zdoła zbudować polską drużynę marzeń, w której każda za każdą będzie gotowa wskoczyć w ogień?


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl