Mistrz słaby jak nigdy

 W ostatnią niedzielę poznaliśmy nowego mistrza Polski. Został nim, jak wiemy, Śląsk Wrocław. Mistrzostwo zdobył zasłużenie, chociaż wielkiego futbolu nie pokazywał, grał i punktował przeciętnie. Spokojnie można rzec, że jest to mistrz najsłabszy od lat, a będąc w słowach i tezach odważniejszy, można powiedzieć: słaby jak nigdy.

Gdy Śląsk Wrocław zdobywał rok temu wicemistrzostwo Polski, raczej niewielu sądziło, że zdoła ten sukces w najbliższej przyszłości ta ekipa powtórzyć. Ja sam myślałem, że to raczej jednorazowy wybryk, wierzyłem, że liga pójdzie do przodu, a gdyby tak się stało, to wrocławianie raczej swojego zeszłorocznego sukcesu by nie powtórzyli, w każdym razie – nie z takim składem. Bo ekipa Lenczyka przecież wtedy nic wielkiego nie pokazywała: defensywka, często bardzo głęboka; kontry, dyscyplina. Po prostu była to solidna drużyna. Jednak, jak widać, Śląsk nie tyle swój sukces w zakończonym właśnie sezonie powtórzył, co jego skalę znacznie powiększył, zdobywając tytuł najlepszych w kraju.

W tym sezonie podopieczni Lenczyka przestali ograniczać się do defensywy, kontr, często dyktując tempo gry, dominując. Przynajmniej tak było jesienią.  Pierwszą rundę wrocławianie mieli bardzo udaną. Równą. Tracili punkty, przynajmniej w porównaniu do wiosny, bardzo rzadko. Imponowali solidnością. Słabszych pokonywali regularnie, z ekipami teoretycznie lepszymi kadrowo też często punktowali. Jednak wiosna była zgoła odmienna. Wrocławianie częściej punkty tracili niż je zdobywali, pełną pulę zbierali rzadko. Od święta. Legia miała mnóstwo okazji by rywalom z zachodu Polski uciec już bardzo daleko. Tak daleko, że ci nie mieliby już praktycznie żadnych szans na dogonienie lidera. Ale Legia też punktowała bardzo przeciętnie, trzy punkty też zbierała raczej wyjątkowo, zwłaszcza w drugiej części rundy wiosennej. Nikomu do tego tytułu się nie spieszyło, pretendenci do niego tracili punkty praktycznie co kolejkę, nałogowo. Jednak w tym najważniejszym momencie, na trzy kolejki przed końcem, wrocławianie jednak zaczęli zwyciężać. Nie grali efektownie. Rywali nie potrafili za bardzo zdominować. Ich gra była raczej wyważona, dość ostrożna, ale przy tym potrafili być skuteczni pod bramką rywali. Potknięcie stołecznej ekipy wykorzystali, na mistrza zasłużyli. Choć nowy mistrz z Wrocławia nie jest silny, jest solidny. To tyle.

Wielkich indywidualności we wrocławskiej ekipie nie ma. Jest Mila, który, owszem, imponuje dokładnością zagrywanych piłek, stałe fragmenty bije kapitalnie, zaliczył aż czternaście asyst. Wielu ma pretensje do naszego selekcjonera, że zawodnika Śląska do kadry nie wziął. Ja się jednak z tym nie zgadzam w żadnym stopniu, bo Sebastian nie jest piłkarzem, który potrafi wygrać pojedynek jeden na jeden, ma bardzo słabą dynamikę, po boisku często porusza się mozolnie, powoli. Szczerze mówiąc, piłkarsko mi nie imponuje. Jest to niezły piłkarz, ok, powiem: indywidualność w zespole Śląska, dobry gracz, ale „international level” to nie jest.

Jest w ofensywie jeszcze Sobota, który jest bardzo szybki, posiada niezły drybling, kontrolę nad piłką, potrafi zrobić akcję, która przesądzi losy danego spotkania. Jego minusem jest jednak niestabilność formy, częste jej wahania. Zdarza mu się naprawdę świetny mecz, w którym drybluje, strzela,  jest aktywny, a zdarzają mu się mecze, kiedy jest letargiczny, mało mu wychodzi, piłkę ma rzadko.

Reszta to piłkarze przyzwoici, solidni, na polską ekstraklasę po prostu dobrzy. Ale niczym szczególnym się nie wyróżniający. Brakuje mi właśnie w tej ekipie kogoś, kto potrafi jedną akcją przesądzić losy meczu, mówiłem o Sobocie, ale to też nie jest jeszcze to. Brakuje tutaj kogoś takiego jak Melikson w Wiśle, osoby, jaką jeszcze niedawno był w Lechu Semir Stilić czy też takiego Radovica. Piłkarza, który będzie zespół za sobą ciągnął. Który będzie brał ciężar gry na siebie.

Mistrzostwo – to fajnie brzmi, o tak. Tylko za tym muszą pójść kolejne, dalsze inwestycje. Na pewno z zespołu odejdzie Jarosław Fojut. Kontrakty kończą się Piotrowi Celebanowi (odejście wydaje się niemal pewne), Kelemenowi (bardzo istotny punkt) i jeszcze kilku, już mniej istotnym zawodnikom. Po odejściu Fojuta i ewentualnym odejściu Celebana, konieczny jest co najmniej jeden środkowy obrońca, może dwóch. Do środka pola także ktoś obowiązkowo. Napastnik również jest potrzebny. Nawet bardzo.  W tym sezonie brakowało właśnie Śląskowi takiego skutecznego snajpera, będącego gwarantem 10 – 15 bramek w sezonie. Jest Diaz, Gikiewicz, ale oboje to nie są tacy typowi strzelcy, oboje nie potrafią sytuacji wykorzystywać jak boiskowi terminatorzy. Niby takim zawodnikiem był Voskamp, ale chyba jednak widać, że to nie jest ten poziom. Ten z kolei, bardzo długimi momentami nie bierze udziału w grze. Rzadko podchodzi pod grę, ani myśli brać udział w rozgrywaniu piłki. Właściwie to Śląskowi jest potrzebne wzmocnienie praktycznie na każdą pozycję, do każdej formacji.

Niestety, fajnie to się to tylko mówi, a rzeczywistość może okazać się zgoła odmienna. Bowiem Śląsk to jest w tym momencie masa niewiadomych. Mówi się coś tam o odejściu Oresta Lenczyka, który w trakcie sezonu był przecież w małym konflikcie z niektórymi piłkarzami, albo inaczej: stosunki na linii Lenczyk – piłkarze, były napięte. Nie wiadomo czy właściciel, Zygmunt Solorz, będzie chciał latem szastać kasą.

Szczerze mówiąc, nie za bardzo widzę szansę dla Śląska w walce o Ligę Mistrzów. Myślę, że ciężko im będzie nawet powtórzyć wyczyn Wisły z tego sezonu, która swoją przygodę zakończyła na ostatniej rundzie eliminacji. W każdym razie: bez wzmocnień ani rusz!


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl