Mistrzostwa Świata 2014: Bez niespodzianki w spotkaniu Brazylia-Kanada

Brazylia wciąz niepokonana na siatkarskich MŚ. Podopieczni Bernardo Rezende, mimo sporych problemów pokonali Kanadę 3:0. Zwycięstwo to umocniło ich na prowadzeniu w Grupie F.

Premierowa odsłona pierwszego seta przebiegała pod dyktando Kanadyjczyków. Po świetnych atakach Hoag'a i Schmitta zawodnicy z kraju klonowego liścia wyszli na prowadzenie czterema oczkami (5:1). Choć Brazylijczycy po zagraniach Wallace i Lucarelliego wrócili do gry, to na pierwszą przerwę techniczną z prowadzeniem 8:6 schodzili podopieczni Glenna Hoag'a. Obraz zmagań, po chwili na wytchnienie, nie uległ gwałtownej zmianie. Obie drużyny celnie wymieniały ciosy, jednak po serwisie w aut Gavina Schmitta udało się "Kanarkom" odskoczyć na dwa oczka. Mimo efektywniejszej gry graczy Bernardo Rezende, to ich przeciwnicy ponownie zeszli na przerwę techniczną z dwupunktowym prowadzeniem (16:14). Końcówka spotkania przebiegała już jednak pod dyktando faworytów meczu. Brazylijczycy odskoczyli Kanadyjczykom na pięć punktów (22:17) i do końca utrzymali znaczną przewagę nad rywalem, wygrywając pierwsze rozdanie 25:19.

Początek drugiego seta to zacięta walka punkt za punkt. Kanadyjczycy podbudowani swoją dobrą postawą w pierwszym secie nie zamierzali łatwo oddać zwycięstwa Brazylijczykom. W tej partii spotkania z dobrej strony pokazał się szczególnie Gavin Schmitt. Błędy popełniane przez "Kanarków" w polu zagrywki sprawiły, że to przeciwnicy zeszli na prowadzenie na pierwszej przerwie technicznej (8:7). Po przerwie oba zespoły kontynuowały wymianę ciosów. Mimo upomnień trenera Rezende, Brazylijczycy wciąż popełniali proste błędy. Jednak to oni zeszli na drugą przerwę techniczną z prowadzeniem. Druga odsłona spotkania skończyła się wygraną "Kanarków". Drugą piłkę setową wykorzystał Vissotto ustalając wynik meczu na 25:23.

Trzecią partię meczu od prowadzenia rozpoczęli Brazylijczycy. Po ataku Lucasa Saatkampa mieli już dwa oczka przewagi. Kanadyjczycy szybko doprowadzili do remisu i zgodnie z tradycją zeszli na pierwszą przerwę techniczną z prowadzeniem (8:6). Po chwili wytchnienie pierwsze skrzypce zaczęli grać podopieczni Bruno Rezende, jednak ataki zawodników z kraju klonowego liścia oraz błędy w zagrywce, które prześladowały Lucasa Saatkampa w całym spotkaniu sprawiły, że Kanada odskoczyła Brazylii na dwa punkty (13:11). Kolejne oczka dla podopiecznych Hoag'a zdobył między innymi Gavin Schmitt popisując się asem serwisowym. Dzięki wsparciu kibiców z trybun, Kanadyjczycy zeszli również na drugą przerwę techniczną z prowadzeniem (16:12). Ostatnia część spotkania ponownie polegała na wzajemnej wymianie ciosów. Po szeregu błędów w zagrywce ze strony obu zespołów, kibice w katowickim Spodku mogli obejrzeć najdłuższą akcję w całym spotkaniu. Ostatecznie szala zwycięstwa przechliła się na stronę Brazylijczyków, którzy wygrali seta 29:27 oraz całe spotkanie 3:0. 

Brazylijczycy po zwycięstwie z Kanadą umocnili się na prowadzeniu w Grupie F z 18 punktami na koncie. Kanada zajmuje obecnie 4. miejsce w grupie z dobytkiem 10 oczek. Wyprzedają ją Niemcy (12 punktów) oraz Rosjanie (14 punktów). Oba zespoły rozegrają jeszcze po jednym spotkaniu na tym etapie rozgrywek. Brazylijczycy zmierzą się z Rosjanami o godzinie 16:30, zaś Kanadyjczycy podejmą Niemców o 20:15.

Brazylia 3:0 Kanada (25:19, 25:23, 29:27).

Skład Brazylii: Bruno Rezende, Wallace de Souza, Sidnei dos Santos Jr., Ricardo Lucarelli, Lucas Saatkamp, Felipe Lourenço (libero) oraz Marioa da Silva (libero), Luiz Felipe Fonteles, Leandro Vissotto oraz Raphael Vieira.

Skład Kanady: Tyler Sanders, John Gordon Perrin, Justin Duff, Adam Simac, Gavin Schmitt, Nicholas Hoag, Daniel Lewis (libero) oraz Dallas Soonias, Dustin Schneider, Toontje van Lankvelt, Frederic Winters oraz Graham Vigraas.


pubsport.pl
Karolina Wicińska
Oficjalnie studentka dziennikarstwa, a z zamiłowania poliglotka i psycholog sportowy. Wolne chwile spędza wędrując warszawskimi ulicami, a także śledząc na bieżąco wydarzenia związane z piłką nożną, siatkówką, skokami narciarskimi i F1.