Młodość górą

Zapowiadało się na to już od jesieni. Wiosną było jeszcze lepiej . Ostatnie tygodnie przyniosły jednak obawy, że nasz ulubiony koń wyścigowy może się potknąć przed samą metą. A jednak! Po tygodniach kalkulowania, oczekiwania, liczenia możemy już z całą pewnością powiedzieć, że Borussia Dortmund została  Mistrzem Niemiec.

Wczorajszego popołudnia gracze z Dortmundu postawili kropkę nad „i” wygrywając na Signal Iduna Park z Norymbergą. Nam Polakom jest z tego powodu potrójnie miło, bo zyskaliśmy wczoraj trzech mistrzów jednej z najlepszych lig na świecie, w osobach Łukasza Piszczka, Roberta Lewandowskiego i Kuby Błaszczykowskiego. Ten drugi przypieczętował zdobycie mistrzowskiej patery strzelając drugą bramkę dla BVB, co odebrało rywalom radość z życia i chęć nawiązania jakiejkolwiek walki z ekipą żółto-czarnych.

Doglądając od paru lat wydarzeń z Bundesligi zawsze kibicowałem ekipie z Dortmundu. Może nie aż tak bardzo jak pewnemu klubowi z Londynu, ale oglądając mecze w Niemczech, zawsze podświadomie darzyłem sympatią drużynę BVB. Pewnie działo się tak dlatego, że zawsze mieliśmy w Zagłębiu Ruhry jakieś polskie akcenty, co trzeba cenić w naszych trudnych czasach. Borussia przez lata borykała się z problemami finansowymi. Czkawką odbijało się jej rozrzutne życie z przełomu XX i XXI wieku. Doszło w końcu do tego, że trzeba było sprzedać stadion. Stąd też nie było mowy o budowaniu drużyny za wielkie pieniądze. Będąc złośliwym można powiedzieć, że tylko dlatego do Dortmundu trafiło aż tylu Polaków i jest w tym swoją drogą sporo racji. Szukano kogoś kto mógłby zrobić coś przez duże „C” bez wielkich nakładów. Tym kimś nie był ani trener wicemistrzów świata Bert van Maarwijk, ani Thomas Doll, który wprowadził przeciętny Hamburg do Ligi Mistrzów. Wszystko się odmieniło, kiedy do klubu trafił Juergenn Klopp. Młody człowiek, który swego czasu z malutkim Mainz awansował do europejskich pucharów. Jego pierwszy sezon był sezonem przejściowym, ale Klopp cieszył się poparciem Michaela Zorca więc mógł spokojnie pracować. We wspomnianym pierwszym roku pracy Kloppa w Dortmundzie wielkich zmian na plus, jeśli chodzi o wyniki nie było widać, ale zespół awansował do europejskich pucharów co wcześniej normą nie było. Ten debiutancki rok młodego niemieckiego szkoleniowca był przede wszystkim rokiem wielkiego sprzątania. Klopp pozbył się paru kosztownych, jak na sytuacje finansową klubu wynalazków poprzednich  trenerów. Pozyskał paru zawodników z którymi wcześniej pracował, jak Mohammed Zidan czy Antonio Da Silva. Dokonał też trafnych transferów Lucasa Barriosa – dziś gwiazdy Bundesligi i  naszego Roberta Lewandowskiego. To wszystko dało mu w tym sezonie ponad 20 bramek,  a obaj napastnicy kosztowali 7 milionów euro. Za ponad dwadzieścia bramek Mario Gomeza, Bayern musiał zapłacić ponad cztery razy tyle. Jednak tym co leżało u podstaw sukcesu Kloppa i jego drużyny była młodość reprezentowana tak przez swojego trenera jak i przez jego zawodników.  Klopp oparł drużynę na 23-letnim Sahinie, rok młodszym wszędobylskim Benderze i jego rówieśniku Hummelsie, w którym gwiazdora ligi nie dostrzegł swego czasu Bayern. Niespodziewanie gwiazdą stał się także Japończyk Shinji Kagawa, jednak ciężka kontuzja wykluczyła go z gry w połowie sezonu. Klopp dał także szansę 18-letniemu Mario Goetze, a ten odpłacił się mu w najlepszy z możliwych sposobów. Innym odkryciem bez wątpienia jest Marcel Schmelzer, który chyba zakończy problemy Niemców na lewej stronie obrony ich reprezentacji. Z naszego, polskiego punktu widzenia, nie wolno zapominać o Łukaszu Piszczku, który z dnia na dzień wskoczył na wyższy poziom kariery,  a przychodził do klubu jako wolny zawodnik i zmiennik Patricka Owomoyeli. W obliczu nagłego zatrzęsienia talentów w Dortmundzie nieco zmalała pozycja w zespole Kuby Błaszczykowskiego. Były gracz Wisły z pewniaka stał się pierwszym rezerwowym. Wszystko przez to, że Dortmundzkie standardy bardzo się podniosły, bo klub nie walczy dziś o środek tabeli tylko zdobywa mistrzostwo. Dlatego też przychylniej należy patrzeć na Roberta Lewandowskiego. Jego debiut w świecie prawdziwego futbolu i tak możemy uznać jako bardzo udany, ale niektórzy na naszego reprezentacyjnego napastnika narzekają. Zapominają jednak, że Robert przychodził do niemieckiego średniaka, a okazało się że trzeba walczyć o mistrzostwo. Rywalizację z Lucasem Barriosem Polak przegrał, ale biorąc pod uwagę, że przez pierwszą część sezonu wchodził na 10 czy 15 minut, jego 8 bramek w tej kończącej się powoli kampanii należy uznać za sukces.

Jest jeszcze jeden powód za który polubiłem Borussię, mianowicie styl jej gry. Zespół Kloppa gra piłkę barcelońską, ale z użyciem młodzianów, bez irytującego symulowania i wymieniania miliona nic nie wnoszących podań na środku boiska. Coś co od lat próbuje zrobić Arsene Wenger, ale mu nie wychodzi. Ci dwudziestolatkowie jakich w Dortmundzie jest przytłaczająca większość mają dziś w okolicach stu spotkań w Bundeslidze. To najlepszy przykład na to, że młody wiek nie przeczy doświadczeniu. Takie połączenie pozwala grać piłkę efektowną i efektywną. Bardziej efektowną od Barcelony i bardziej efektywną od Arsenalu.

Na koniec chciałbym podziękować graczom Borussii za wspaniały sezon. Weekendowe spotkania BVB z Polakami w składzie przynosiły mi tyle radości i dumy co skoki Małysza i wyścigi Kubicy. Teraz przed Borussią kolejne wyzwania. Po pierwsze nie zepsuć tego co już jest i nie dać sobie rozebrać składu, po drugie zaś, przenieść dotychczasowe sukcesy na arenę międzynarodową i zachować ciągłość pozwalającą na regularne dostarczanie nam niesamowitych emocji. Trzeba ustrzec się błędów Stuttgartu i Wolfsburga, które też na fali pięknej gry zdobywały mistrzostwo, by potem z trwogą patrzeć w dół jak nie dużo brakuje do tego by zaryć o dno. Jeżeli wszystko w Dortmundzie będzie przebiegało dalej na tak profesjonalnym poziomie organizacyjnym i sportowym to może Niemcy wreszcie doczekają się równorzędnego i długofalowego rywala dla Bayernu, zdolnego przerwać bawarski monopol.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html