Mogło i powinno być lepiej, ale nie jest źle

Pucharowy czwartek Legia i Wisła zakończyły z bramkowymi remisami. Wojskowych ten wynik może nie zadawalać, Białą Gwiazdę zaś na pewno, biorąc pod uwagę okoliczności.

Nie powiem, że warszawianie zagrali świetny mecz, bo gdyby tak było, to cieszylibyśmy się z wygranej. Pierwsza połowa raczej dla gospodarzy. Po niemrawym początku, udawało się coraz częściej stwarzać zagrożenie pod bramką Rui Patricio. W pierwszych 45 minutach dobrze funkcjonował środek pola w drużynie Macieja Skorży, gdyż ekipa ze stolicy Portugalii miała spore problemy z przedostaniem się bliżej pola karnego rywali.

W drugą połowę lepiej wszedł Sporting, co odbiło się nie tylko na wyniku i strzelonych bramkach, ale i na ogólnej postawie Legionistów. Po golu na 1:1 ze zdobywcy Pucharu Polski uszło powietrze. Zabrakło siły/chęci/motywacji do ataku i pojawił się problem, bo przeciwnicy poczęli się rozkręcać. Bramka na 2:1 znów przyrwóciła wiarę w dobry rezultat, ale piękny strzał Andre Santosa z dystansu ponownie ją zabrał.

Bardzo szkoda, że tak to się wszystko skończyło, bo polski zespół powinien ten mecz wygrać. Skuteczności zabrakło Michałowi Żyro podczas sytuacji sam na sam w pierwszej połowie, a także w podwójnie stuprocentowej sytuacji Ljuboji. Wiem, że to tylko pojedyncze przykłady, ale trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż z mocniejszymi przeciwnikami trzeba wykorzystywać to, co się ma, ponieważ może się nie trafić więcej tak dobrych okazji. Zdecydowanie wygodniej jechałoby się do Lizbony z wynikiem 3:2 albo 4:2, prawda?

Przed warszawską Legią trudne zadanie – trzeba wygrać rewanż na Estadio Jose Alvalade. Ewentualnie można zremisować, ale 3:3 i wyżej. Patrząc na wyczyny naszej drużyny w tym sezonie europejskich pucharów, nie tracę nadziei. Oby Sporting okazał się taki „straszny”, jak Spartak.

Pozytywne wrażenie (przynajmniej od pewnego momentu) zostawiła Wisła Kraków, która u siebie podejmowała Standard Liege. Skończyło się remisem 1:1, ale w kontekście grania ponad godziny w osłabieniu, to niezły wynik.

Pewnie gdyby nie ta czerwona kartka dla Michała Czekaja, Biała Gwiazda dominowałaby na boisku. Tak wnioskuję, po tym, co widziałem do 27. minuty. Później zaczęły się schody – pod górę, ale także i w dół. Gospodarze jakoś dotrwali do przerwy, a po niej… było lepiej.

Nie wiedzieć czemu piłkarze Standardu uznali, że to wystarczy, że ekipa Kazimierza Moskala i tak będzie się męczyć, zatem czekali na jedną, może dwie okazje. Okazało się jednak, że to właśnie Mistrzowie Polski przeważali na placu gry w drugiej połowie. Powinni nie tylko zremisować, ale może nawet wygrać ten mecz. Tylko niestety mieli rozregulowane celowniki. 2 z 9 strzałów poleciało w światło bramki. Tu wypada napisać to, co przy Legii – trzeba korzystać z okazji, póki jest. Wyłącznie przez takie działanie można zajść gdzieś dalej w pucharach.

Michał Trela uważa, że od początku powinien zagrać Dudu Biton, a nie Tsvetan Genkov. Moim zdaniem, jeśli już Bułgar rozpoczął spotkanie i nic specjalnego nie pokazał, to dlaczego trener Moskal nie dokonał zmiany w 45., czy 60. minucie?  Powiedzmy, że miał nosa i przewidział, że on jednak coś strzeli…

Ta druga połowa w wykonaniu Wisły pozwala po cichu stawiać oczekiwania. Trzeba być jednak ostrożnym w prognozach, ponieważ Biała Gwiazda poza swoim stadionem nie błyszczy tak bardzo, o czym przekonaliśmy się już w fazie grupowej LE, ale nie tylko tam. Z pewnością ciężki mecz przed drugim naszym zespołem w Europa League.

Reasumując, wyniki Wisły i Legii z czwartku zadowalają nas tylko częściowo. Przed oboma naszymi klubami trudne boje na wyjazdach, ale promyczek nadziei zawsze gdzieś tam jest. Oby zaświecił jasno w kolejny czwartkowy wieczór.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl