Mój wielki powrót: Losowanie 1/8 finału LM

Nareszcie powracam do pisania. Zanim będę zadrabiał zaległości w minicyklu „lepiej późno niż wcale”, zajmę się wydarzeniem dość świeżym – wynikami losowania 1/8 finału Ligi Mistrzów UEFA. 

Na pierwszy rzut oka pary wyglądają mało ciekawie. Na pewno w porównaniu do sytuacji sprzed roku, układ 1/8 jest znacznie mniej ekscytujący. Niemniej jednak, zawsze w takich momentach powtarzam sobie następujące zdanie: „To jest Liga Mistrzów, na którą tak czekasz i którą tak kochasz, więc delektuj się nią i wyciągnij, ile się da!”. Mam nadzieję, że wypowiadając je w myślach w lutym, nie będę używał pustych słów i jednak doznamy wielu emocji.

Jak to już napisał Tomek Mądry, wielkich hitów nie ma. Najciekawiej oczywiście zapowiada się dwumecz Milanu z Arsenalem, ale gdy spojrzymy na dyspozycję obu drużyn tej jesieni, to można śmiało powiedzieć, że nie ma szału. Nie jest też co prawda tragicznie, choć wyniki z fazy grupowej pokazują, iż zdarzają się im lepsze i gorsze występy niezależnie od klasy przeciwnika. Za faworytów uważam Rossonerich. Uważam, że sprawdzi się moja teoria o Londyńczykach poza Emirates i nie odrobią strat u siebie, choć rewanż może być widowiskowy. Z drugiej strony, to chyba jedyna para z ośmiu, która od razu przykuwa uwagę przeciętnego kibica i jest najciekawsza ze wszystkich. Oby się działo!

Według mnie jest jeszcze jedna dwójka, która może nam dostarczyć wielu emocji. To Napoli i Chelsea. Co prawda obejrzałem zaledwie dwa mecze włoskiej drużyny w tym sezonie, ale po meczu 5. kolejki (z Man City, wygrany 2:1) zakochałem się w niej, bo gra to, co lubię najbardziej. U trenera Waltera Mazzariego  obowiązujezasada „ofensywa przede wszystkim” i przynosi znakomite efekty. Pamiętam, jak skazywałem piłkarzy z Neapolu na niepowodzenie w grupie. Oczywiście muszę to teraz cofnąć. Mało tego, życzę im, by zaszli jak najdalej. Są jak Tottenham rok temu. Wdarli się przebojem i zachwycają. Mają ponadto ciekawych piłkarzy, którycha nazwiska co najmniej obiły się o uszy zwykłym fanom piłki. Neapolitańczycy zagrali jak równy z równym z Bayernem i Manchesterem City, więc należy ich szanować. Nie muszę wspominać, komu będę kibicować. Jeśli śledzisz moje wpisy, to wiesz, że nie lubię Chelsea, choć minimalnym faworytem jest ekipa The Blues.

Lyon – APOEL. Dobrze się złożyło, że te kluby trafiły na siebie. Zypryjska rewelacja rozgrywek (i pomyśleć, że Wisła była o krok od wyeliminowania ich z LM…) trafiła na trzecią siłę Ligue 1 poprzedniego sezonu, która nic specjalnego nie pokazała w tej edycji Champions League. Powiedzmy, że z Dynamem Zagrzeb i tak powinni wysoko wygrać. A tak? Lanie od Realu i dwa bezbramkowe remisy z Ajaxem. Nawet ciężko wyciąga się wnioski z takich rezultatów. Oczywiście przez dwa miesiące wiele się może zmienić. Mistrz Cypru z wprawy chyba nie wypadnie, bo tamtejsza liga nie ma przerwy zimowej. Cóż, pożyjemy, zobaczymy. Wydaje mi się, iż warto będzie popatrzeć na tę potyczkę. Zwłaszcza, że w tym samym czasie rozgrywany będzie dwumecz…

Bayeru Leverkusen z Barceloną. Wiadomo, że Wicemistrz Niemiec to nie byle kto – wystarczy spojrzeć na historię europejskiej piłki. Jednakże w miom odczuciu z Blaugraną wielkich szans nie mają. Zapowiadają, że nie chcą się poddawać i że dadzą z siebie wszystko. Bardzo dobrze. Nie wykluczam, że obrońca trofeum będzie musiał się mocno napracować. Wstyd mi się przyznać, ale podopiecznych Robina Dutta w akcji widziałem zaledwie raz od września i nie mogę wiele o nich powiedzieć. Pewnie będzie okazja do nadrobienia zaległości.

„FCB kontra FCB”, czyli Basel zagra przeciwko Bayernowi. Pomimo tego, że Bawarczycy wygrali grupę A, to mają prawo się bać Mistrza Szwajcarii. Nie jakoś szczególnie, ale duży respekt im się należy, choć ich obecność w fazie pucharowej to niespodzianka. To fajna drużyna z ciekawymi piłkarzami, która od długiego czasu regularnie gości w europejskich pucharach. Być może pokuszą się o niespodziankę. Będzie jednak trudno, bo monachijczycy przyznają otwarcie, że celują w finał na Allianz Arenie. W marcu tego roku byli bardzo blisko wejścia do ćwierćfinału, lecz pechowo odpadli z Interem. Teraz wydaje się, iż wyciągnęli wnioski i biorą się do walki na poważnie.

Rosyjskie kluby pojadą na Półwysep Iberyjski. CSKA zmierzy się z Realem Madryt. Nie ma za dużo pisania. Królewscy są w wybornej formie, wygrali wszystkie mecze grupowe i są faworytamie nie tylko tego dwumeczu, ale i całych rozgrywek. To zespół mocniejszy i bardziej zgrany niż rok temu. Klątwa tego szczebla rozgrywek została już przełamana przez Jose Mourinho w poprzednim sezonie. Wiadomo, że piłkarze ze stolicy Rosji nie położą się na murawie, lecz mają zadanie z kategorii cudów do wykonania.

Zenit St. Petersburg trafił na Benficę Lizbona. Serce wręcz krzyczy, że zespół z Portugalii okaże się lepszy, rozum już nie do końca. Argumentację zaczynam od tego, że grupa z której wyszedł Mistrz Rosji była dziwna. Przecież oni wygrali z drużynami, które sezon temu zaszły naprawdę daleko w rozgrywkach UEFA. Wicemistrz Portugalii to kolejny przeciwnik z tej kategorii! Ćwierćfinał jest na wyciągnięcie ręki obu drużyn. Będzie się działo.

Olympique Marsylia, która awansowała rzutem na taśmę walczyć będzie z Interem Mediolan. Okazuje się więc, że kluby, którym się niespecjalnie układa, wyszły ze swoich grup. Ponadto, któryś z nich zagra w najlepszej ósemce. Któż to będzie? Rozkładam bezradnie ręce, gdyż nie wiem, czego mam się spodziewać. Być może ligowe rezultaty ze stycznia i lutego pomogą nam w prognozach. Na dzień dzisiejszy, gdybym miał postawić rezultat, jaki padnie, to wybrałbym dogrywkę i karne. A swoją drogą, to nie mieliśmy ani razu 120-minutowego rewanżu w poprzednim sezonie w LM, więc najwyższy czas…

Tak oto widzę pary 1/8 finału Champions League. Wbrew pozorom, jak się tak głębiej na nie spojrzy, to nie jest aż tak źle. Już tęsknię za tymi rozgrywkami, choć dopiero co się skończyły i nie mogę się doczekać lutego. Najbliższe dwa miesiące będą dobrym czasem na nadrobienie niektórych meczowych zaległości, aby jak najwięcej cieszyć się z meczów, jakie nas czekają.

Niektóre pary 1/16 finału Ligi Europy zostaną przeanalizowane jutro (czyli jakby nie było… dzisiaj 🙂 )


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl