Moje nieuzasadnione obawy o spokój na Hockenheim

W nocy z soboty na niedzielę, po niesamowitych deszczowych kwalifikacjach pokusiłem się o taką małą refleksję – jak potoczy się rywalizacja w GP Niemiec. Co będzie, jeśli będzie mokro, a co, jeśli nie spadnie ani jedna kropla wody. Wyszło mi, że przy suchej nawierzchni zabraknie emocji. Na szczęście się myliłem.

Kiedy mój dobry kolega i czytelnik moich wypocin (za co szczególnie mu dziękuję), poprosił mnie o wytypowanie pierwszej trójki, odpowiedziałem mu: „zależy od pogody”. Przycisnął mnie więc jeszcze bardziej i poprosił o propozycje na suche oraz na mokre podium. Bez zastanowienia wpisałem Alonso i Vettela, choć miałem wrażenie, że to zbyt błahy wybór. Do tego dopisałem Schumachera w razie deszczu i bodajże Webbera gdyby deszcz nie spadł. Oczywiście przy tym drugim wyborze kierowałem się sercem. Odrzucałem warianty, że 15 punktów lub więcej zgarną Button, Hamilton, czy Raikkonen, bo zwyczajnie byli dla mnie na zbyt dalekich polach startowych, a ci dwaj pierwsi w zbyt słabej formie. Zagadką zaś pozostawały występy kierowców Force India, a także Pastora Maldonado. Podejrzewałem ich o ustawienia na mokrą nawierzchnię, podobnie jak Schumiego (po tym, co pokazał w Q1). Na tym rozmyślania zakończyłem i nie mogłem doczekać się wyścigu.

Przy starcie spoglądałem na… Marka Webbera, który, mam nadzieję, pozbył się na dobre metki fatalnie startującego zawodnika. Ogólnie nie był to jego rewelacyjny występ – jechał sobie w drugiej piątce, ale najważniejsze, że nie pogorszył się. Rozpoczął ściganie na miękkich oponach, ale po kilku okrążeniach zmienił na średnie. Liczyłem, że znów na twardszej mieszance zacznie przebijać się w górę stawki. Jednak tym razem miał dość spore problemy z samym utrzymaniem auta na torze, więc stało się jasne, że niczego wielkiego nie zrobi.

Początkowo wyłoniła nam się dwójka, która uciekała od reszty stawki. To rzecz jasna Alonso i Vettel. Zaś kilka lokat za nimi problem przebitej opony zgłosił swojemu inżynierowi wyścigowemu Lewis Hamilton. Nie chciał dalej się ścigać, bo nie walczył już o te pozycje, które go interesowały. Jednak powrócił do rywalizacji, choć już była to dla niego lekka zabawa. Chyba już nikt się nie spodziewał, że jeszcze namiesza w czołówce…

Jego kolega z zespołu, Jenson Button, pozytywnie nas zaskoczył. Dość szybko dogonił Maldonado, Hulkenberga oraz Schumachera i w związku z tym przedarł się na trzecie miejsce. Patrząc na jego ostatnie występy taka lokata wydawała się mało prawodpodobna. Tymczasem on zaczął ścigać Sebastiana Vettela, któremu uciekać zaczął Fernando Alonso. Zadanie utrudniał… Lewis Hamilton, który miał już okrążenie straty, ale poprzeszkadzał trochę zawodnikowi Red Bulla. Tym samym potwierdził (nie tylko moje) wątpliwości co do możności użycia systemu DRS. Można korzystać z niego wówczas, gdy strata do bolidu fizycznie jadącego przed twoim jest mniejsza niż sekunda – niezależnie, czy jest on zdublowany, czy nie – ważne, aby był przed i koniec. Nie wydaje mi się to sensowne, ale jednak… Przynajmniej trochę satysfakcji miał Lewis, który przez chwilę poczuł, jakby był na czele wyścigu. Faktycznie bez niego byłoby nudno w F1…

Wracając do Buttona – na pozycję wicelidera przedostał się dzięki dobrej taktyce na postój. Po pierwsze – zjechał na drugi pit stop kółko wcześniej od Niemca. Po drugie zaś, mechanicy McLarena spisali się po prostu kapitalnie. Zmienili Jensonowi cztery opony w 2,31 sekundy. A pamiętam, jak jeszcze przed kilkunastoma miesiącami w Mercedesie pit stop trwał jakieś 3,5 sekundy i uważaliśmy to za kosmiczny czas…

Na ostatnich 15 kółkach zaczęła się tworzyć bardzo ciekawa sytuacja. Różnice pomiędzy czołową trójką zaczęły maleć. Miało dojść do niesamowitego pojedynku, gdyż F2012 prowadzony przez Fernando Alonso od początku sezonu jest dość oponożerny, zaś Buttona znamy z tego, że potrafi niezwykle zabdać o ogumienie. Jednak prędzej Brytyjczyka dogonił Vettel, który najwyraźniej oszczędzał gumy jeszcze lepiej. Lecz manewr wyprzedzania, jaki wykonał był niezgodny z przepisami, bowiem miejscem przeznaczonym do takich operacji jest tor, a nie jego pobocze. A tak na chłopski rozum: w Monaco by się nie zmieścił…

Zgadzam się z tym, że Seb powinien dostać karę, ale nie aż tak wysoką. Wystarczyłoby doliczyć mu 10 sekund i jakby „anulować mu” to wyprzedzanie. Jednakże FIA zdecydowała dołożyć do czasu Niemca dwa razy więcej czasu, przez co spadł na piątą pozycję. Dzięki temu na podium znalazł się Raikkonen, a na drugi jego stopień awansował Button. Są to zawodnicy którym przecież nie dawałem szans na początku… Z drugiej jednak strony cieszę się z takiego roztrzygnięcia. Byłoby za prosto, gdyby w pierwszej trójce znaleźli się ci sami zawodnicy.

W Lotusie mogą więc być chociaż po części zadowoleni. Jednak drugi ich kierowca, Romain Grosjean spisał się fatalnie. Gdybym miał opisać występ Francuza na Hockenheim w trzech słowach, musiałbym je ocenzurować, więc zapiszę tylko ich inicjały: WTF?!

Satysfakcję z występu w Niemczech mogą mieć w Sauberze. Realizator transmisji nie zwacał szczególnej uwagi ani na Pereza ani na Kobayashiego, a oni krok po kroku przebijali się kolejno z 17 na 6 i z 12 na 4 miejsce. Dzięki temu awansowali na 6. pozycję w klasyfikacji konstruktorów, w której także zrobiło się bardzo interesująco. Co prawda prowadzący Red Bull uciekł dość daleko, ale na lokatach 2-4 różnica punktów dzielących teamy wynosi ledwie 18 punktów.

Indywidualna klasyfikacja wygląda bardzo podobnie, z tym, że odizolowanym liderem od reszty jest Fernando Alonso, a za nim Webber, Vettel, Raikkonen i Hamilton. Właściwie to szkoda, że Lewis nie zapunktował w Niemczech, bo byłby jeszcze większy ścisk w generalce. Ma jednak na to szansę już w następną niedzielę na GP Węgier. I w tym momencie, jak co roku, czuję się trochę nerwowo, a jednocześnie smutno, bo cała stawka Formuły 1 leci pewnie samolotami z Niemiec na Węgry tuż nad… naszymi głowami…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl