Moje pierwsze spotkanie z niższymi ligami angielskimi

Trzeba być pierdolniętym, by pisać te teksty, skoro nie dają pieniędzy…

Ten wers leciwy wers z kieleckiego podziemia hiphopowego zaatakował moją głowę znienacka, gdy kroczyłem w kierunku Brookburn Road.

Celem mojej wędrówki był stadionik zespołu West Didsurby&Chorlton AFC, gdzie w sobotnie popołudnie wciśnięte między huragan Ophelia, a sztorm Brian, miałem podziwiać najgorszy piłkarski mecz w moim życiu.

Trzeba być pierdolniętym, żeby tutaj stać w takich warunkach – pomyślałem jakąś godzinę później, gdy Brian nadciągnął nad południowy Manchster. Była mniej więcej trzydziesta minuta meczu popularnych The West z West Auckland Town w pierwszej rundzie FA Vase. Trybuny zgromadziły tego dnia pewnie ze 300 osób. Prawdziwych fanatyków, bo kto inny ogląda trzydziestą ósmą ligę angielską w taką pogodę?

Już parę minut przed kick-offem doszedłem do wniosku, że głównym aktorem tego widowiska będzie wiatr. Nos mnie nie zawiód. Piłka latała wszędzie, tylko nie tam gdzie chcieli tego zawodnicy.

Przez całe spotkanie czekałem, aż ta chorągiewka wreszcie dotknie murawy… nie dotknęła, ale i tak było na co popatrzeć.

Korner dla gości w drugiej części meczu – wiatr tak manewruje chorągiewką, że ta uniemożliwia wykonanie stałego fragmentu gry. Zaradni przyjezdni ratują się własną modyfikacją rozwiązań znanych z futbolu amerykańskiego. Kopacz korzysta z pomocy asystenta, tyle że ten nie przytrzymuje piłki a złośliwą chorągiewkę. Reakcja trybun – jak to zwykle w takich przypadkach, bezcenna – piłkarze West Auckland zostali nagrodzeni gremialnym wybuchem śmiechu i serią epitetów z „fucking cheater” na czele. Całe szczęście, że z tego rogu nie padł gol, bo kontrowersje omawiane byłyby pewnie w klubowym barku do późnych godzin wieczornych.

Skoro już przy barku jesteśmy – w budynku obok głównej trybuny zorganizowano dobrze zaopatrzony bufet – proste dania gorące, piwo, a nawet inne alkohole. To wszystko w towarzystwie wystawy o historii klubu (to już ponad 100 lat) i dużego telewizora. Co prawda wyświetla powtórki z Premier League, nie FA Vase, ale zawsze to coś.

Jak się zapewne domyślacie, sam mecz wielkim widowiskiem nie był – w pierwszej połowie (bezbramkowej) na uwagę zasłużył jeden fajny strzał z wolnego, dobrze sparowany przez bramkarza West. Po zmianie stron (goście zaczęli grać z wiatrem), stało się to, czego się obawiałem – wyżej notowana i bardziej doświadczona ekipa Auckland wbiła trzy gole. Ale i West mieli ze dwie przyzwoite okazje. Tego dnia jednak nie było im dane uradować swoich fanów.

CI zasługują za to na największe uznanie – nikt nie zbierał się do wyjścia przed końcowym gwizdkiem, a przecież okoliczności futbolowo-meteorologiczne były ku temu bardzo sprzyjające. Tłum do bram wyjściowych ktoś jednak musiał poprowadzić – nie chwaląc się zrobiłem to ja, w 89. minucie, po części z powodu zziębnięcia i przemoczenia, po części, by uniknąć korków tłoku na tej pięknej ścieżce prowadzącej na stadionik.

Pisząc całkiem powżnie – byłem w niemałym szoku w tamtą październikową sobotę. Zobaczyłem (na trybunach i boisku) ludzi z czystą pasją do futbolu. Wyobrażam sobie taki mecz w Polsce – prawdopodobnie zostałby odwołany, jako nikomu do szczęścia nie potrzebny. Zespoły z niższych lig angielskich, takie spotkania rozgrywają jednak regularnie. Ich terminarz niewiele różni się, od tego przygotowanego dla Premier League. Od 5 sierpnia The West rozegrali ponad trzydzieści gier na sześciu(!!!) frontach.  Grali w boxing day, mieli zagrać dzień przed sylwestrem (mecz odwołano z powodu zalania boiska), zagrają 6. stycznia,  a ja jeszcze pewnie wpadnę na Brookburn Road, podziwiać ten futbol, który raczej niewiele zmienił się tutaj od 1908 roku, czyli powstania klubu.


 MUNDIAL ROSJA 2018 >>

TERMINARZ | DRABINKA | SKŁADY | GRUPY I WYNIKI

Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/