Moje prognozy na Euro 2012

Dość długo zajmowałem się sprawami średnio związanymi stricte z Mistrzostwami Europy w piłce nożnej. Nie można przecież zapomnieć, iż najważniejsi będą w nich zawodnicy i ich reprezentacje. Dlatego teraz przedstawię swój punkt widzenia, co do faworytów, przebiegu turnieju i szans reprezentacji Polski.

Wprawdzie coś podobnego zrobiłem tuż po losowaniu, ale to było 7 miesięcy temu, a od tego czasu wiemy zdecydowanie więcej. Przede wszystkim znamy 23-osobowe kadry, które przybyły na polską i ukraińską ziemię. Jest to na pewno jakaś baza do wyciągania nieśmiałych wniosków, lecz tu znów należy nadmienić, że piłka nozna to sport piękny, a jednocześnie nieprzewidywalny. Wystarczy przywołać historię z lat 2004 (Grecja) czy 1992 (Dania).

Za głównych pretendentów do wygranej uważam Hiszpanię i Niemców, ale ciężko jest mi zdecydować się, kto spośród tej dwójki. Obrońcy trofeum nadal są bardzo silni, ale nie mają do dyspozycji najsilniejszej kadry. Piję tu, rzecz jasna, do Carlesa Puyola, numeru 1 na liście nieobecnych w La Furia Roja. Drugie miejsce przypada Davidovi Villi. Rozumiem, że ostatnio i tak nie widywaliśmy go na boisku, ale mimo wszystko znaczy dość wiele dla swojego kraju – wystarczy przypomnieć sobie Mistrzostwa Świata w RPA sprzed dwóch lat.

Na podopiecznych Vicente del Bosque może (ale nie musi) także wpłynąć duża ilość El Clasico granych w ciągu ostatanich kilkunastu miesięcy. Mówiło się o tym, że pomiędzy piłkarzami Realu i Barcelony stosunki się tak pogorszyły, że niechętnie będą oni współpracowali w drużynie narodowej. Prawdopodobnie duża część wyjściowego składu będzie składać się z zawodników reprezentujących właśnie oba te wielkie kluby – w szerokiej kadrze jest ich 12. Jak to mówią: wszystko wyjdzie w praniu.

Powinienem jednak też podać kontrargumenty, bo przeciez uważam ich za kandydatów do Mistrzostwa Europy. Otóż Hiszpanie mają długą ławkę rezerwowych. Pozwala to na spokojne rotowanie piłkarzami bez utraty jakości gry. Poza tym, znaczną część składu stanowią Mistrzowie Świata, mogą zatem wykorzystać to przeciwko przeciwnikom. A jeśli dodatkowo nie pojawią się problemy związane z konfliktami klubowymi, to bardzo ciężko będzie złamać tę ekipę.

Znakomicie zapowiadają się także Niemcy. Drużyna Joachima Loewa wielokrotnie w ostatnich kilku latach pokazywała, że aspiruje po najwyższe cele. Jednak im bliżej Euro, tym bardziej rosła ich forma. Podobnie jak wśród Hiszpanów, mamy w 23-osobowej kadrze dwunastkę z dwóch najlepszych klubów Bundesligi. Patrząc na ich występy w minionym sezonie, podnosi to rangę tej reprezentacji.

Dlaczego coś mogłoby się nie udać? Popatrzmy na skład grupy. Aktualni Wicemistrzowie Europy znaleźli się w grupie śmierci – z Portugalią, Holandią i Danią. Ponieważ jest to drużyna turniejowa, może jej się noga powinąć. Z takimi rywalami każdy zdobyty punkt będzie niezmiernie radować, zaś stracony – piekielnie martwić. Swoją drogą, to kibice, którzy będą oglądać starcia w Charkowie i Lwowie mają sporo szczęścia – to najmniejsze stadiony na ME, a goszczą najsilniejszą grupę turnieju.

Gwoli przypomnienia: do powtórki finału z poprzedniego Euro może dojść tylko wtedy, kiedy Hiszpania i Niemcy wygrają swoje grupy, bądź zajmą w nich drugie miejsca. Jeśli jedna z tych ekip będzie pierwsza, a druga okaże się od kogoś słabsza, to dojdzie do półfinału z udziałem tych drużyn. Oczywiście trzeba założyć, że musiałyby one wyeliminować inne reprezentacje na drodze do danej fazy, ale tego chyba nie trzeba zaznaczać.

Wielu ekspertów jako pretendenta do zdobycia pucharu Henri’ego Delaunay’a podaje też Holendrów. Na pewno mają oni mnóstwo atutów w ataku, ale różnie bywa z ich defensywą. Wiem, że Heitinga, Mathijsen, czy van der Wiel to nie byle jakie nazwiska, lecz jak dla mnie mało przekonujące. Mogą zadecydować indywidualności – Robben, Sneijder, czy van Persie.

Tego ostatniego wymienia się w gronie tych, którzy mają największe szanse na tytuł króla strzelców. Ponieważ w historii ME tylko raz trzeba było strzelić więcej niż 5 bramek, by dostać tę koronę, nie trzeba stawiać napastnika Arsenalu jako pewniaka. Dość często mówi się też o Robercie Lewandowskim. Mało która reprezentacja jest tak uzależniona od jednego piłkarza, jak my. Kto jak nie on miałby zdobywać dla nas najważniejsze bramki? Życzę mu tytułu najlepszego strzelca z całego serca (i wcale nie czuję, że przypadkowo rymuję).

No właśnie, wszedłem do polskiej drużyny. Nie ukrywam i mówię otwarcie, że wyjść z grupy powinniśmy, bo lepszej okazji w tym wieku nie było i długo nie będzie. Najwyższy czas rozegrać więcej niż 3 mecze na dużej imprezie. Mało podoba mi się stosunkowo defensywny styl gry naszego zespołu, ale takie niestety mamy możliwości. Wygranie jakiegokolwiek meczu różnicą dwóch bramek będzie dla mnie miłą niespodzianką.

Słyszałem wiele głosów, że ten zespół ma duże szanse na osiągnięcie „zadowalającego wyniku”, bo dawno nie grało w nim tylu zawodników z silnych europejskich klubów. A pamiętacie MŚ 2002? Jerzy Dudek, Jacek Bąk, Tomasz Wałdoch, Tomasz Hajto, bracia Żewłakow, Piotr Świerczewski, Jacek Krzynówek, Radosław Kałużny… jednym tchem wymieniłem z pamięci tych, który reprezentowali dobre zagraniczne zespoły 10 lat temu i pojechali na Mundial do Korei i Japonii. Jak się skończyło – pamiętamy. Nie wolno dopuścić do powtórki.

Daje się zaobserwować pewną nerwowość w szeregach Biało-Czerwonych, szczególnie u trenera Franciszka Smudy. Mówi, że chce mieć spokój, nie śpi po nocach, denerwuje się. Nie przypominam sobie takiej jego postawy odkąd interesuję się futbolem… Lecz z drugiej strony robi wiele rzeczy odwrotnie jego poprzednicy i mam tu na myśli chociażby program przygotowawczy do imprezy, czy dobór sparingpartnerów. W związku z ogólnonarodowym pobudzeniem, „ślepym” wspieraniem Polaków (przed którym nieco przestrzega Miłosz) jestem nastawiony tak samo, jak Rafał Stec: „W reprezentację wierzę, a zarazem ani tyci-tyci jej nie ufam”.

Zostają jeszcze czarne konie do wytypowania. Sądzę, że mógłby być to ktoś z grupy D – Francuzi lub Anglicy. Widziałem wiele typów, które stawiają Trójkolorowych już w półfinale, czy nawet finale w Kijowie. Nie wiem, czy odbudowali się po katastrofie, jaka nastąpiła w Południowiej Afryce, ale jeśli tak, to będą trudni do przejścia nawet dla tych najsilniejszych drużyn.

Tradycyjnie spodziewamy się również dobrego występu reprezentacji Anglii, lecz znów może tradycyjnie im nie pójść. Wyczynów z poprzednich lat nie trzeba przypominać – wystarczy fakt, że Wyspiarze ledwie dwa razy w swojej historii zaznali smaku półfinału… Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Bo doświadczeni reprezentanci (Cole, Terry, Gerrard, Rooney) zostali przemieszani z młodymi talentami (Carroll, Walcott, Chamberlain, Jones). Jak zwykle wszystko zweryfikuje boisko.

W kontekście samej imprezy martwi mnie to, że może się ona okazać bardzo defensywna. Dużo drużyn ma w szerokich składach tylko czterech lub mniej (!) nominalnych napastników! Czyżby w futbolu nastała moda na bronienie się? Mam nadzieję, że nie, że to tylko tak wygląda, a mecze będą nas ekscytować tak, że nie będziemy w stanie się oderwać od ich oglądania. Gotowi? Odliczamy już pojedyncze godziny do startu!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl