Monstrum

W pierwszym roku rządów Pepa Guardioli na Alianz Arena wydawało się, że jego obsesja na punkcie ustawicznego posiadania piłki nie przyniesie szkód Bayernowi Monachium. Bawarczycy przechodzili taktyczną ewolucję bezboleśnie, ale ponieważ Niemcy to nacja z natury pragmatyczna, w kulminacji sezonu 2013/14, na którą przypadł półfinał LM, Real Madryt obnażył ich ograniczenia i obił na kwaśne jabłko. Dzieła zniszczenia dopełnił pogrom na Alianz Arena, 0:5 w dwumeczu było katastrofą. Guardiola jednak nie uczy się na błędach, chociaż niemiecka wersja tiki-taki to projekt ze sfery marzeń, on stale brnie w tę krainę ułudy. Wczoraj katem Bayernu była Barcelona, jak z nut grał Leo Messi. To on pogrążył Niemców. Barca wzięła rewanż na Bayernie za pamiętną klęskę 0:7. W perspektywie rewanżu wynik 3:0 jest rewelacyjny z punktu widzenia Katalończyków, natomiast skala klęski Bawarczyków musiała być ogromna, Guardiola bowiem przedłożył swoim piłkarzom założenia taktyczne, który skazywały ich na porażkę. Odnowiona Barcelona Luisa Enrique nie zawsze gra z polotem i fantazją, ale ponieważ zyskała typowe wartości niemieckie: wyrachowanie i przebiegłość, dziś każdy w Europie musi uznać jej wyższość. ”Przeszczep” hiszpańskich ideałów w Bayernie dał skutki uboczne.

”Guardiola stworzyłeś potwora” takim głośnym tytułem grzmiał dziennik ”Marca” przed hitem sezonu na Camp Nou. Przypominano, że to trener z Santpedor oszlifował talent Leo Messiego, uwolnił najgłębsze pokłady geniuszu, jakie już przed laty drzemały w nogach argentyńskiego fenomena. Prasa hiszpańska sięgnęła pamięcią do dnia, w którym Real Madryt przeżył być może największy koszmar w swojej historii. 2:6 z Barceloną na Santiago Bernabeu dowiodło bezsprzecznie, że Barca Guardioli odskoczyła nawet największym potentatom europejskiej piłki na lata świetlne, jednak nie o różnicę klas hiszpańskim dziennikarzom chodziło, gdy wspominali ten spektakularny, śmiało można powiedzieć- historyczny triumf Katalończyków nad odwiecznym rywalem. Podkreślano natomiast, że Leo Messi został wówczas przesunięty bliżej bramki przeciwnika, obsadzał pozycję cofniętego napastnika. Kiedyś to w tamtych rejonach czarodziej Messi brylował, dziś ma u Luisa Enrique pełną swobodę, podobnie jak Neymar i Luis Suarez, trener pozwolił swoim trzem największym gwiazdom, wybierać gdzie mają ochotę grać.

Tak więc Leo Messi dziś jest takim wolnym elektronem, najczęściej operuje z piłką w środku pola, jednak wyostrzony apetyt na gole sprawia, że nieraz mimowolnie prze na bramkę rywali. W gąszczu nóg jest niezrównany, czasami mimo iż ma wolną przestrzeń, wybiera rozwiązania nieszablonowe. Wczoraj mieliśmy symptomatyczny obrazek, mianowicie Neymar poszedł na przebój, miał wokół siebie trzech rywali, ale mimo to ruszył na nich bez kompleksów, ci wytrącili go z równowagi. Na takie coś może porwać się tylko Leo Messi-albo inaczej- tylko on w takich sytuacjach ma spore szanse powodzenia. Pierwszy gol w starciu na Camp Nou również był przejawem geniuszu, ale też zuchwałości, o jaką uroczego Leo Messiego trudno posądzić. On trwa w tym swoim zapamiętaniu, że wszystko co robi, jest banalnie proste. Kiedyś z przesadną skromnością stwierdził, iż on na boisku robi rzeczy łatwe, te trudne zostawia Xaviemu i Inieście. Zmierzch tej dwójki królów środka pola sprawia, że Messi coraz częściej rad nierad musi brać sprawy w swoje ręce. Tercet MSN to być może najznakomitszy arsenał ofensywny w historii futbolu. Współpraca Neymara i Leo Messiego właściwie zazębiła się już zupełnie, jednak czasami Brazylijczyk jest na boisku zdekoncentrowany i odcina się od gry lub koszmarnie pudłuje pod bramką rywala. Wczoraj długimi minutami także srodze zawodził, ale w pewnym momencie niezawodny Messi dodał mu sił. Posłał do Brazylijczyka kapitalną piłkę, takiej okazji Ney zaprzepaścić już nie mógł.

Luis Suarez zawsze walczy zaciekle o każdą piłkę, ta determinacja i poświęcenie mogą imponować. Urugwajczyk cechami wolicjonalnymi stara się maskować mankamenty czysto piłkarskie. W grze kombinacyjnej wciąż nie do końca może się odnaleźć, ale ponieważ Barcelona gra aktualnie często bardziej bezpośrednio, także Suarez błyszczy. Jego głównym atutem na przestrzeni ostatnich tygodni była fantastyczna skuteczność, wczoraj jednak nie potrafił zachować zimnej krwi pod bramką i nie tylko on mógł się frustrować, także kibice przeżywali stan nielichej konsternacji.

Serce Jorge Valdano może być rozdarte, to człowiek silnymi więzami związany z Realem Madryt. W klubie z Estadio Santiago Bernabeu pełnił wiele ważnych funkcji, jednak mimo uwielbienia dla Królewskich, jest w stanie darzyć admiracją również Leo Messiego. W końcu to Argentyńczyk, kiedyś nazwał swojego rodaka monstrum, myślę że to świetne określenie, Pep Guardiola owego monstrum nie zdołał ujarzmić.

Każdy trzeźwo myślący opiniodawca futbolowy stwierdzi dziś, że Leo Messi to najwspanialszy wirtuoz na świecie. Natura obdarzyła go najhojniej piłkarskim geniuszem, wobec głównego kontrkandydata w batalii o wyróżnienia indywidualne- Cristiano Ronaldo była zimna i obojętna. Portugalczyk wypracował swoje przymioty dzięki niebywale ciężkiej pracy, ale dziś ze wszystkich umiejętności pozostało mu tylko to, że jest świetnym egzekutorem, jednak nic poza tym.

Niedawno zmarły Eduardo Galeano, urugwajski pisarz, niezwykle ceniony autor książek także piłkarskich, tuż przed swoją nagłą i niespodziewaną śmiercią, około miesiąc temu, powiedział:”Ja lubię Messiego, ponieważ on nie wie, że jest Messim”. W tym zapewne tkwi jego siła, aż żal się człowiekowi robi, kiedy sobie pomyśli, że już nie będzie mu dane przeczytać kolejnych pełnych patosu, czyli nieodłącznej części futbolu w Ameryce Płd, przemyśleń tego znamienitego autora. Galeano wymyślił kiedyś legendę wedle której ”bogini wiatru całuje umęczoną i poniżoną stopę dziecka, a z tego rodzi się piłkarski idol”. Cristiano Ronaldo najwyraźniej owa bogini nie pocałowała, bo nieodżałowany Galeano wychwalał tylko Leo Messiego, to jego mógł wynosić pod niebiosa, gdyż Portugalczyk zawsze będzie tkwił na ziemi, obaj przed kilkoma laty zdominowali i teraz polaryzują świat piłki swoją osobistą rywalizacją, ale w jakiś kosmiczny wymiar przenosi nas tylko jeden, geniusz z Rosario.

Niepozorny chłopak, ale potrafi wstąpić w niego diabeł. Diabłem właśnie nazywał go Fabio Capello. Swego czasu żartował sobie z Frankiem Rijkaardem, pytał, czy mu nie da w prezencie tego mikrusa, ale Holender widział skalę talentu, jaki ma przed sobą. A pomyśleć, że Messiego dziś w Barcelonie mogłoby nie być. Odkrył go ponoć Carles Rexach, który został wysłany na jeden z treningów Juvenil i mimo iż się spóźnił, po chwili wiedział już, że przyszłość tego chłopaka jest w Barcelonie. Ojciec Leo Messiego- Jorge jest wytrawnym graczem jeśli chodzi o negocjacje, z szefami Barcelony długo się droczył, niektórzy z nich omal nie machnęli ręką na Argentyńczyka, ale Rexach nalegał, po długich targach umówił spotkanie z Jorge Messim, który był wyraźnie poirytowany tym, że klub nie podjął jeszcze żadnej wiążącej decyzji w sprawie jego syna. Rexach więc wziął serwetkę i napisał na niej:”Ja Carles Rexach, w obecności Horacio Gaggioli (przedstawiciel rodziny Messich) i Josepa Marii Minguella (menedżer związany z Barcą), zobowiązuje się zatrudnić Lionela Messiego na uzgodnionych warunkach pomimo wewnętrznych sprzeciwów istniejących w klubie”. Tak osobliwie zaczęła się przygoda trwająca do dziś, na początku stycznia media hiszpańskie rozsiały plotki, według których Leo Messi miałby szykować się do zasilenia szeregów Chelsea. Argentyńczyk szybko uciął dyskusję, zdementował te spekulacje w Barca TV, natomiast jego domniemany konflikt z Luisem Enrique, który wybuchł po blamażu w Sociedad, gdzie Barcelona na ziemi dla siebie przeklętej przegrała 0:1, stracił rację bytu.

Tak czy inaczej do dziś relacje między Messim a Enrique są dość chłodne. Swego czasu prasa katalońska informowała, że Leo Messi kontaktuje się z trenerem przez trójkę pośredników – Xaviego, Iniestę i Javiera Mascherano. Nie jest to zdrowy układ, ale Luis Enrique doskonale wie, że jego przyszłość spoczywa w nogach Leo Messiego, musi więc znosić humory swego gwiazdora. I tak może się cieszyć, że nie ma pod swoją kuratelą Cristiano Ronaldo, ten to dopiero jest kapryśny i niesforny.

Trzy lata dekadencji Barcelony i dwa głębokiego kryzysu Leo Messiego wzbudziły trwogę w Katalonii. Pep Guardiola porzucił drużynę w fazie schyłkowej, ale nie zostawił za sobą spalonej ziemi, tej grupie nasyconych sukcesami ludzi potrzebne było natchnienie i lekki powiew świeżości. Nieżyjący już Tito Vilanova kontynuował misję Pepa Guardioli, jednak pewna formuła się wyczerpała, coraz częstsze ”zakleszczenie” pod bramką rywali sprawiło, że nieuchronne stało się poszukiwanie nowych wariantów w ofensywie. Gerardo Martino się nie udało, Luis Enrique jest bliski doskonałości. We wczorajszym meczu z Bayernem Barca stworzyła wiele sytuacji, w pierwszej połowie Manuel Neuer wyrastał na bohatera wieczoru, jednak w końcówce rywalizacji na Camp Nou Leo Messi włączył swoje turbo i przejawił sporo sprytu, więc bramkarski heros z Bayernu w końcu trafił na listę jego ofiar. Pep Guardiola nakazał swojej drużynie bronić się wysoko, Bayern nie wykreował dogodnych sytuacji, nie licząc świetnej szansy Roberta Lewandowskiego, ale w pewnym momencie miał ten mecz pod kontrolą. Początek drugiej części gry należał do Bawarczyków, zamknęli oni Barcę wręcz na własnej połowie i spokojnie czekali na dalszy rozwój wypadków, jednak jeden zryw autentycznego geniusza strącił ich do piłkarskiego piekła, później byliśmy świadkami egzekucji. Wysoki pressing obrócił się przeciwko Bayernowi, wszystkie trzy gole Barcelona strzeliła po brawurowych przechwytach w newralgicznej strefie boiska. Guardiola poległ także taktycznie, czyli wielogodzinne dyskusje i polemiki z mistrzem w szachach Kasparowem nie udoskonaliły całkowicie jego myśli trenerskiej.

Barcelona w meczu z Bayernem miała słabsze momenty, w drugiej połowie tej konfrontacji wagi superciężkiej do chwili, w której strzeliła gola, nie stworzyła ani jednej klarownej sytuacji bramkowej. Tak czy inaczej warto podkreślić niezłą grę Iniesty i Rakitica, to oni nadawali ton niektórym akcjom Barcy, co może cieszyć kibiców, bo wcześniej mogli liczyć tylko na to zabójcze tridente.

Alex Ferguson stwierdził kilka dni temu, że Cristiano Ronaldo jest lepszy od Leo Messiego, że jest bardziej kompletny. ”On grał w Hull City i by strzelał gole, natomiast Leo Messi nadaje się tylko do Barcy” Czyżby, może legendarny trener nosi jeszcze w sercu zadrę za mecz z Barceloną w finale Champions League 2011, wtedy Ferguson poszedł z Katalończykami na wymianę ciosów i zapłacił za to wysoką cenę. Przegrał 1:3. A prawda jest taka, że dziś Ronaldo jest skuteczniejszy od Messiego z rzutów karnych i kapitalnie gra głową, wszystko inne przemawia na korzyść Leo. Zdecydowanie bardziej rozsądnie wypowiedział się Arsene Wenger:”Messi to piłkarz z play station”. Krótko i na temat.

Leo Messi w spotkaniu z Bayernem wdawał się w dryblingi, grał błyskotliwie, w końcu jest najbardziej kreatywnym piłkarzem na świecie. Pep Guardiola przed wczorajszym starciem gigantów powiedział. ”Jeśli Messi będzie w gazie, my go nie zatrzymamy”. Stwierdzenie upstrzone masochizmem? Nie, to raczej sposób racjonalnego myślenia. Messi faktycznie nie został zneutralizowany. Jose Mourinho stworzył plan anty-barceloński, Guardiola miał wymyślić koncepcję anty-Messi. Skończyło się na pobożnych życzeniach.

Leo Messi nie spaceruje już po boisku, teraz walczy z zacięciem i pasją, odzyskał swój wigor i idzie jak burza na rywali. Dlaczego w ubiegłym sezonie był więc tak ospały i zniechęcony? Pytanie ciekawe, ale dziś już mało kto sobie je zadaje.

Bayern wypowiedział Barcelonie wojnę o piłkę, wygrał ją, ale w ostatecznym rozrachunku liczą się gole. Barcelona strzeliła aż trzy, Bayern ani jednego. Tak więc sprawa awansu jest już chyba zamknięta.

Leo Messi nie jest człowiekiem bez wad, piłkarskich przywar ma niewiele, ale moralne wpłynęły istotnie na społeczny oddźwięk w stosunku do niego. Nad serią meczów ”Messi i przyjaciele” unosił się swąd prawnych nieczystości. Piłkarz został uwikłany w sprawę malwersacji finansowych, jakie przy okazji organizowania tych spotkań ujrzały światło dzienne. W sprawie zeznawał były bramkarz Barcelony-Jose Pinto, wobec Leo postawiono też zarzut oszukiwania urzędu skarbowego, piłkarz jakiś czas temu miał na pieńku z fiskusem. Na jego wyidealizowanym wizerunku pojawiły się głębokie rysy, Messi jednak załatwił te sprawy, a dziś znowu jawi się jako bóg futbolu, któremu świat legł u stóp. Cristiano Ronaldo pewnie teraz rozpacza, arogancki narcyz z Portugalii ma pecha, bo żyje w erze Leo Messiego. Sportowy magnetyzm Argentyńczyka polega być może na jego naturalności, zwykłym ludziom znacznie bliżej do niego niż pyszałka Cristiano, dla którego osobiste dokonania są absolutnym priorytetem, wobec nich sukcesy drużyny spadają na plan dalszy. Leo Messi ma zupełnie inną hierarchię wartości.

Dekadencja Barcelony zostawiła ślad także na Leo Messim. Niektórzy zastanawiają się, czy to właśnie on, najbardziej nie obniżył lotów u schyłku złotego okresu katalońskiego kolosa. Obawiano się, że powtórzy się casus Ronaldinho, jego sportowy upadek był jednym z najtragiczniejszych momentów we współczesnej piłce. Brazylijczyk z piłką u nogi czynił cuda, był jeszcze większym artystą futbolu niż Messi, nie potrafił się jednak oprzeć rozmaitym pokusom życia, Leo to nie grozi. Co innego Cristiano Ronaldo, on lubi organizować bale na Titanicu, impreza po horrendalnej klęsce w derbach Madrytu wzburzyła kibiców Realu Madryt, którzy zrobili nawet specjalny transparent o treści:”Wasz śmiech, nasz wstyd”, przyszli z nim pod ośrodek treningowy w Valdebebas  Fani Barcy natomiast martwili się na zapas, Argentyńczyk z numerem dziesięć na bordowo-granatowej koszulce znowu zadziwia cały piłkarski świat.

Dla Pepa Guardioli wyprawa na Camp Nou była podróżą sentymentalną. Sam szkoleniowiec co prawda zarzekał się, że żadnych sentymentów nie ma, ale takie słowa można włożyć między bajki. Bayern miał grać z otwartą przyłbicą, rzeczywiście Bawarczycy doskakiwali do graczy Barcy agresywnie, jednak ta taktyka polegała głównie na odpieraniu ataków rywali. Tak czy inaczej po raz kolejny było widać, że Barca ma małe problemy z drużynami nie kalkującymi na boisku. Niedawno Katalończykom mocno we znaki dała się Valencia Nuno, dziś tylko Rayo Vallecano, spośród takich bezkompromisowych drużyn, nie jest dla Barcy żadnym wyzwaniem, ponieważ ekscentryczny Paco Jemez, kiedyś obrońca, a dzisiaj skrajnie ofensywny trener czerpie masochistyczną radość z seryjnie traconych goli, ale to tak nawiasem mówiąc. Nie warto teraz pisać o trenerze z marginesu, dziś liczy się tylko absolutnie genialny Leo Messi.

Warto też dodać, że Barcelona Gerardo Martino szybko się poddawała, natomiast Luis Enrique nauczył swoją drużynę cierpliwości, wczoraj ta cierpliwość była potrzebna nad wyraz.

Chciałbym, by puenta tego tekstu była niebanalna. W tym momencie przychodzi mi do głowy skojarzenie z doktorem Frankensteinem, który stworzył potwora, który następnie mu się wymknął spod kontroli, tak samo jest w przypadku Leo Messiego i Pepa Guardioli, tyle że w przytoczonej historii wkrótce zginęli i potwór i jego stwórca, jak potoczą się losy Messiego i Guardioli?

Bartłomiej Najtkowski
barteknajtkowski.blox.pl


pubsport.pl