Mourinho: geniusz czy przekleństwo?

Jose Mourinho – niezaprzeczalnie jeden z najbardziej utytułowanych trenerzy czasów współczesnych. Obecnie trener Realu Madryt.

W zeszłym sezonie mimo tego, że go ceniłem (choćby za sukcesy) na myśl o tym, że mógłby trenować Real (mój kochany Real) oblewał mnie zimny pot, dostawałem dreszczy i zaczynałem obgryzać paznokcie – poniekąd wiem, że wielu odczuwało podobnie. Dziś patrzę na to zupełnie inaczej ale wróćmy do początku.

Życie tego 47 letniego człowieka z Setubal nie zawsze było usłane różami lecz zawsze było związane z piłką nożną. Grał jako obrońca (wszystkie dostępne źródła i brak większych osiągnięć na tym polu pokazują że był raczej dość mierny). Prawdziwe życie (nie osobiste – to nikogo nie powinno interesować) zaczęło się jednak w Leirze – małym i słabym klubem który pod jego wodzą zdobył 3 miejsce Premiera Liga w 2002 roku… Wtedy dostrzegło go Porto a dalej każdy już wie (z Porto 2 x mistrzostwo, liga mistrzów, puchar uefa, 2 x superpuchar portugalii, Chelsea – 2 x mistrzostwo , puchar , puchar ligi, 2 x półfinał ligi mistrzów,tarcza wspólnoty, Inter -2 x mistrzostwo,liga mistrzow, puchar i superpuchar włoch). Dziwić więc mogą obawy jakie wdzierały się w umysły dużej części fanów Królewskich – głównym powodem była dość brzydka jednak typowo włoska gra Interu.

Dzisiaj 100% fanów skanduje jego imię, jest wręcz wielbiony a przy zwycięstwach takich jak wczorajsze 6-1 czy też 2-0 z milanem ze szczęścia puszczają zwieracze co bardziej niecierpliwym i płyciej myślącym kibicom. Ja jednak nadal gdzieś w środku boję się, że ktoś mnie zaraz uszczypnie i się obudzę i zobaczę coś na miarę jakże bolesnego 5-2 z barceloną…

Z drugiej strony w Mourinho mimo jego arogancji i pychy wręcz widać pozytywne cechy-choćby to jak bardzo kochają go piłkarze. Cristiano Ronaldo w wywiadzie wczoraj stwierdził, że wcale nie był najlepszy na boisku (strzelił 4 bramki) co sprawiło, że autor niniejszego tekstu zaczął się krztusić i bardzo szybko trzeć oczy. Jakim cudem Jose potrafił wmówić coś takiego Ronaldo, osobie, która uważa się za półboga jeśli nie samego stwórcę i którego narcyzm wpisał się niejako do kultury piłkarskiej? Ten sam Mourinho, który nie wstydzi się płakać odchodząc z Interu i żegnając się z Materazzim (http://www.youtube.com/watch?v=nUD4IxLIPuo) ten sam którego ukarany Pedro Leon (za podejście do meczu w Levante)  miast nienawidzieć wielbi w wywiadzie? Jakim sposobem ten człowiek to osiąga? Drużyna jest zjednoczona nigdy chyba nie pracowała lepiej, trener wreszcie jest utożsamiany z decyzjami transferowymi (trzeba być debilem myśląc, że transfer podstarzałego Carvalho był autorstwa El Presidente Pereza…),dziennikarze zadowoleni z konferencji prasowych (za każdym razem dostają coś ciekawego) a wspomniani wcześniej kibice płaczą ze szczęścia.. W takim momencie nawet taki sceptyk jak ja potrafi przyznać Mourinho rację, powiedzieć „oto jest największy trener”…

Trudno Mourinho nie kochać…

Autorem notki jest MADRITISTA, twórca bloga ,,przemyślenia


pubsport.pl
Karol Chojnacki
Lat 20. Student Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.Od 3 lat gra w piłkę nożną w amatorskiej lidze w jego mieście. Od 7 roku życia gorąco kibicuje Realowi Madryt, od kilku lat AS Romie, Arsenalowi i Newcastle United. Wielkim marzeniem którego nigdy chyba nie spełni jest praca dziennikarza sportowego / komentatora o specjalizacji w dziedzinie piłki nożnej właśnie i siatkówki.