Mourinho i jego wielbiciele?

Tak po raz kolejny piszę o Mourinho. Tak – jestem jego fanem. Wiem również, że dawno nie pisałem i wypadałoby poruszyć kwestię zeszłorocznej już manity z Barca na Camp Nou- gratuluje jej kibicom. A teraz skoro zachowałem już wiarygodność jako taką ( innymi słowy by nikt nie zarzucił mi uprawiania populizmu tudzież przemilczania faktów znaczących) mogę rozwinąć temat.

Piłka nożna wydała na świat wielu trenerów, czasami wielbionych, czasami przeklinanych lecz w większości przypadków nieznanych z imienia i nazwiska. Bo przecież gdybym spytał kto obecnie trenuje grające w drugiej lidze Zagłębie Sosnowiec albo młodzików tegoż klubu 99% podrapałaby się po głowie tudzież brodzie. Wiedzą to jedynie wierni kibice (tacy, którzy mimo tego cyrku który jest odstawiany na Ludowym uczęszczają na niego). A i z tego odjąć należałoby tych którzy chodzą na mecze tylko po to by powyzywać a później może kogoś obić. Z drugiej strony duża część grupy tych troglodytów słyszała o nazwisku Mourinho. Nie tylko o nim bo nazwiska Ferguson,Wenger czy też Guardiola znane są równie wielkiej ilości fanów pięknego sportu jakim jest piłka nożna.

Nie będę pisać peanów na jego cześć – byłoby to niepotrzebne poza tym uważam, że głos jednej osoby nie ma znaczenia w kontekście ogromu którego jest maleńką cząstką. Garść faktów. Piłkarze go kochają. On kocha swoich piłkarzy.

Pierwsze jest udowodnić łatwo. Są mu wdzięczni za brak treningów kondycyjnych – nudnych jak flaki z olejem – i zastąpieniem ich treningami z piłką które mają taki sam efekt. Wielokrotnie dziwiło mnie gdy widziałem jego wręcz czułe podejście do piłkarzy ( odwzajemnione). Poruszyłem już w swoim poprzedni wpisie czułe pożegnanie z Matterazzim. W zeszłym tygodniu Benzema śmiał się w wywiadzie, że podczas świąt wielokrotnie otrzymywał od niego wiadomości tekstowe. Dla niezaznajomionych objaśnię – Benzema nie jest chrześcijaninem więc nie uznaje świąt Bożego narodzenia. Kolejny przykład – Drogba, Lampard i Terry czyli w tamtym czasie największe autorytety Chealsea stają murem za trenerem który właśnie odszedł i buntują się przed Avranem Grantem i co najważniejsze – przeciw samej Chealsea na łamach brukowców. Brak profesjonalizmu – tak. Brak rozsądku – tak. Brak uczuć, uczciwości i własnej tożsamości – nigdy. Są pewnie tacy którzy teraz chętnie by mnie zaatakowali ale panowie i panie to jest dość jednoznaczne. A teraz najważniejsze – czy kolejnym dowodem nie jest to jak grają słabi wcześniej zawodnicy pod jego skrzydłami? Wystarczyło proste „zakochałem się w Marcelo” i odrzucenie możliwości ściągnięcia Kolarova za 15 mln euro by mizerny brazylijczyk zaczął stawać się prawdziwym następcą Roberto Carlosa. Daleko mu co prawda do pierwowzoru ale już teraz potrafi tak pojechać po swojej stronie boiska, że ciarki się czuje na plecach. O Di Marii nie wspomnę. Chłopak ma jednego pecha – gra w okresie Messiego i Ronaldo w czasie dwóch dwudziesto paroletnich legend do których wzdychają miliony – gdyby nie to on byłby kimś takim. Naprawdę serce rośnie gdy patrzy się na chudzielca z Argentyny gdy wkręca w ziemię kolejnych obrońców. Kolejny sztandarowy przykład miłości zawodników do niego. Bo dla trenera, do którego nie żywią takich uczuć nie wypadaliby tak dobrze – co najwyżej przeciętnie.

Skąd jednak pomysł, że i On ich kocha? Stąd, że nigdy nie atakuje ich. Oczywiście zdarza się któremuś dostać burę (np. Pedro Leon, Sergio Ramos) jednak zawsze im przebacza i z zewnątrz wygląda to tak jakby problemu nigdy nie było. Poza tym tak z bliższej przeszłości. Kaka wrócił po kontuzji – Mourinho w każdym wywiadzie stwierdza jedno – Kaka jest bez formy – i nie jest to bynajmniej tajemnica bo jakby miał ją mieć po takim rozbracie z futbolówką? Daje mu jednak minuty. Dziś postawił na niego rzucając na szalę punkty gdy przy stanie 2-2 wpuścił go za Albiola. Dlaczego według mnie to ryzyko? Dlatego, że w kadrze był Pedro Leon właśnie który nie ma za sobą cieżkiej kontuzji i ma umiejętności (może nie takie ale ma). Był też Esteban Granero który również niemało potrafi. Ale postawił na Kakę. I Kaka zatopił Le Submarino Amarillo. Pierwsza torpeda poszła od Ronaldo na 3-2 w 80 minucie ale to Kaka był tego sprawcą. Druga była na odwrót – Ronaldo podawał do Kaki a ten, który przez 6 miesięcy był nikim dla Realu, był wspomnieniem, cieniem własnego ja sprzed kilku sezonów wlał do serca każdego prawdziwego madridisty wielką nadzieję, że nareszcie ujrzy wielkiego Kakę. W 82 minucie Żółta Łódź Podwodna poszła na dno po śmiertelnie precyzyjnym trafieniu Kaki. I co w tym momencie zrobił Mourinho? Ryzykując czerwoną kartkę przeszedł poza strefę trenera i przed ławką rozwścieczonych zawodników przeciwnika i celebrował z kibicami zachęcając ich jeszcze do większych owacji i wsparcia dla Kaki – cały Mourinho. Znając życie każdy kibic Villarrealu zacząłby skandować popularną pieśń „to ten skur…l , ten portugalczyk” zarezerwowaną dla niego i Ronaldo ale jego to nie obchodziło. Był on, Kaka i tłum. A Kaka potrzebował wsparcia tego tłumu. Zarzućcie mi stronniczość, pisanie opowiadań, zbędny patetyzm. Lecz patrząc na niego, na Mourinho i na szczęście Kaki – po prostu to wiem.


pubsport.pl
Karol Chojnacki
Lat 20. Student Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.Od 3 lat gra w piłkę nożną w amatorskiej lidze w jego mieście. Od 7 roku życia gorąco kibicuje Realowi Madryt, od kilku lat AS Romie, Arsenalowi i Newcastle United. Wielkim marzeniem którego nigdy chyba nie spełni jest praca dziennikarza sportowego / komentatora o specjalizacji w dziedzinie piłki nożnej właśnie i siatkówki.