Możemy pokonać każdego. Chyba.

Pewni będziemy jeśli pokonamy Szwedów. Na razie pozostaje to chyba. Bo o ile wczorajsza obrona była na bardzo dobry plus, a atak na bardzo mocną czwórę, to jednak był to mecz z Koreańczykami. Którzy, choć na pewno są groźni, są ekipą trochę inną niż wszystkie. A jeśli pokonamy Szwedów to naprawdę będzie można śmiało powiedzieć że możemy na tym turnieju osiągnąć wiele.

Gospodarze stoją pod ściana. Praktycznie grają o zachowanie szans na półfinał. Wprawdzie dwa lata temu Polacy pokazali że da się awansować do półfinału wychodząc z grupy bez punktów, ale takie sytuacje często się nie zdarzają. Właściwie to postawienie Szwedów pod ścianą przez Argentynę trochę nam nie na rękę. Oczywiście jest radość z tego że Dawid pokonał Goliata, ale nasi rywale będą niesamowicie rozdrażnieni. Inna historia że nie wiadomo czy wpłynie to na nich pozytywnie, czy wręcz przeciwnie. Innym minusem jest na przykład to, że do drugiej rundy przepisze się nam zaledwie jednobramkowe zwycięstwo. A bramki mogą się kiedyś liczyć. Z drugiej strony jest rzecz jasna korzyść najoczywistsza, czyli strata punktów przez Szwedów w ich walce o półfinał. Na dwoje babka wróży. Pożyjemy – zobaczymy. Ale na pewno ta porażka Szwedów wprowadza pewien zamęt w krystalizujący się od początku turnieju scenariusz.

Jeszcze kilka zdań o indywidualnościach w naszej ekipie. Sławek Szmal jak zwykle dobrze lub bardzo dobrze, ewentualnie jeszcze lepiej. Wyróżnia się oczywiście Kola który rzuca jak zawsze niemiłosiernie mocno i precyzyjnie, choć czasem go ponosi. Pozytywnie zaskoczył kilka razy Tomek Tłuczyński. Z meczu na mecz coraz efektowniej do kadry z powrotem wprowadza się Tkaczyk. Bartek Jaszka często efektownymi akcjami sam przełamuje złą passę, ale i w prowadzeniu gry czasami nie można było mieć istotnych zastrzeżeń. A czasami można było. Dobre wejście do kadry ma Bartek Tomczak. Na kole jak zwykle śmiało poczyna sobie Bartosz Jurecki. Ale to nie o nich chciałem tu kilka słów napisać. Bo takim naszym może trochę cichszym, ale bohaterem, jest Mariusz Jurkiewicz. Może nie gra najwięcej. Nie zdobywa wielu bramek. Tylko czasem w niespodziewanym momencie przejmuje piłkę i wypuszcza kontrę. Blokuje rzut. Wymusza błąd rywala. Czy tak jak z Argentyną – zdobywa bramkę w kluczowym momencie. Jedną jedyną swoją na przestrzeni całego meczu – ale za to jaką. Jurkiewicz nie jest i nigdy nie był wymieniany w pierwszym rzędzie. Zawsze pierwej jest Szmal, Bielecki, Jureccy, Lijewscy. Dopiero potem, gdzieś między rezerwowym skrzydłowym, a kołowym od obrony, wymieniany jest on – nasz cichy bohater Mariusz Jurkiewicz.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk

Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl.
Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.

http://pawelkazimierczyk.natemat.pl