Na cypelku lider jest, co się zowie Stade Brest

We Francji obrodziło ostatnio niespodziankami. Liderowały już Toulouse, Saint-Etienne, Rennes, ale próżno wśród nich szukać Lyonu, Bordeaux czy Marsylii. Obecnie żółte koszulki przywdziewają piłkarze Stade Brestois i tu się trzeba zatrzymać, bo to drużyna, która nas interesuje w kontekście tekstu na tej stronie. Mało znana? Tak. Ma swoje pięć minut? Tak. Chcecie ją poznać? Tak.


Na samym krańcu Europy, w Bretanii leży to przeciętnej wielkości miasto Brest. Jest nawet angielkie wyrażenie „Europe from Brest to Brest”, co należy rozumieć jako Europa od Brest (we Francji) do Brześcia (na Białorusi). I tutaj wykluwały się, rozwijały, bądź kończyły przenajprzedniejsze nazwika, mimo że klub przez wiele lat był poza I-ligową cyrkulacją. Idąc chronologicznie, najpierw swą grą Bretończyków cieszył obrońca Jorge Higuain, ale jego kilkaset meczów i tak idzie w niepamięć, wobec jego sukcesów łóżkowych. Bądźmy szczerzy, jest znany tylko z tego, że spłodził Gonzalo Higuaina, napastnika Realu Madryt. Przewinął się też przez Brest Franck Ribery, Claude Makelele, świetny argentyński bramkarz Sergio Goycochea, twórca potęgi Olympique Lyon Paul le Guen oraz wybitny David Ginola, o którym nawet sam Mezo rapował.

Mimo tak fantastycznych zawodników, Brest ostatni raz było widziane w Ligue 1 w czasie, gdy autor tego tekstu jeszcze nie istniał. W 1991 roku spadli i rozpoczęli blisko 20-letnią Odyseję, w czasie której tułali się nisko, bardzo nisko. Jeszcze 10 lat temu grali w IV lidze. Dzisiejsza ekipa rozgrywa 11 sezon w najwyższej klasie.

Miasto Brest zostało niedawno, bo po II Wojnie Światowej odbudowane praktycznie od zera. Dokumentne zniszczenie zawdzięcza kardynałowi Richelieu, żyjącemu… początkiem XVII wieku. To on zbudował w Brest wielki port wojskowy, do dziś największy we Francji, po Toulonie i właśnie dlatego miasto było tak ważnym punktem w czasie II zawieruchy. Do historii przeszła też zresztą bitwa o Brest, część operacji Cobra. Tam na cypelku Europy mają nawet swój język, który musi znosić usilne próby resuscytacji. No po prostu chcą go przywrócić do życia właśnie w Brest, co jest o tyle ciekawe, że kiedy język bretoński przeżywał chwile największej świetności, Brest był jedynym… francuskojęzycznym miastem.

Gdy patrzy się na skład lidera Ligue 1, zaczyna się wątpić w poprawność wyszukanej tabeli. To drużyna prawie kompletnie bez nazwisk! Fachowcy mogą kojarzyć jedynie Senegalczyka Omara Dafa, który w 2002 roku podbijał ze swoimi kolegami świat. W Polsce znany może być też Mario Liczka, czyli syn trenera Wernera, brat słabszego piłkarza Marcela. Z całej rodziny Mario osiągnął chyba najwięcej, bo był partnerem Rasiaka, Saganowskiego i wschodzącej gwiazdy Garetha Bale’a w Southamptonie, dobrze radził sobie w Baniku Ostrawa, a teraz wywiało go na kraniec Europy. Kapitanem nie jest jednak żaden z nich, a Kongijczyk Oscar Ewolo, który dba o duchową formę zespołu, ponieważ jest… pastorem. Chyba to tu tkwi tajemnica dobrych wyników Brest.

Z tym stwierdzeniem mógłby się nie do końca zgodzić trener, który kieruje tę wesołą bandę anonimów. Sam jest anonimem, bo przez lata kariery piłkarskiej i szkoleniowej osiągnął bardzo niewiele. Mourinho powiedziałby o nim: „Ma 70 lat i jeszcze nic nie wygrał”. W rzeczywistości Alex Dupont ma zim 56, trenował same kluby z niższych lig, ale ponad 10 lat temu zaliczył dwa jasne epizody – Puchar Ligi z Guegnon i prowadzenie przez sezon ekstraklasowego Sedanu (znaczy drużyny, nie samochodu). Ja wiem, że to wielkie osiągnięcia, ale powiedzmy sobie szczerze, takiego sukcesu, jak liderowanie w Ligue 1 jeszcze chyba nie miał. Sporym wyczynem będzie sprawienie, że Brest nie zakończy swojej przygody z najwyższą ligą tak jak inni sensacyjni beniaminkowie ostatnich lat – Grenoble, Boulogne, a teraz najprawdopodobniej Arles, czyli spadkiem z grzmotem.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl