Na pewno wstydu nam nie przynieśli!

Co prawda przegraliśmy oba mecze z Brazylią w Rio, ale wyniki (0:3 i 1:3) nie odzwierciedlają tego, co działo się na boisku hali Maracanazinho. Były momenty, że graliśmy z Mistrzami Świata jak równy z równym!

Na początek słowo o kibicach. Tylko ci brazylijscy mogą równać się z naszymi. Atmosfera w tej hali była naprawdę znakomita! Także sfera organizacyjna była „w porządku”. Mam tu na myśli sędziowanie – dobre oraz powtórki spornych akcji. Często jest tak, że akcje na korzyść gospodarzy nie są pokazywane w powtórkach telewizyjnych. Jednakże w Brazylii i Polsce tak nie jest. Realizacja jest obiektywna. To się chwali.

Teraz już skupmy się na meczach. Na początek sobotni. Jest mi po nim po prostu smutno, że nie dowoziliśmy 4-5 punktowych przewag do końca. Zasłużyliśmy na wygraną w dwóch pierwszych setach, a jednak tak się nie stało! Tak mi szkoda tego spotkania… Mogliśmy się pokusić choćby o punkt do tabeli (można go zdobyć wygrywając dwa sety w meczu)…

Naszym absolutnym atutem w sobotę był blok. Kapitalnie zatrzywaliśmy dobrze zapowiadające się akcje Canarinhos. Co prawda nie wszystkie, ale dużo. Mamy zapisane 10 punktów zdobytych dzięki temu elementowi. Pamiętajmy, że nie zaliczono do tej statystyki np. wybloków, które również nam pomagały w wyprowadzaniu kontr.

Na minus zdecydowanie błędy własne. Niemal każdy serwis wykonany z wyskoku lądował za linią końcową boiska. Na przykład Bartkowi Kurkowi na przestrzeni setów skala błędu się zmniejszała, ale zabrakło 4., czy 5. seta, by ją zredukować do zera. Także za dużo akcji kończyło się atakiem w aut polskich siatkarzy. Gdy nadchodziły decydujące wymiany, przez takie zagrania przegrywaliśmy…

Rywale także oddali nam całkiem dużo, jak na 3 sety punktów – aż 20. Jednak mieli oni przyjmującego (prawie) wszystko Sergio, profesora Gibę oraz najskuteczniejszego w ataku Leandro Vissotto. I wystarczyło…

Dzień później gra wyglądała inaczej, a efekt był raczej podobny. Spotkanie było długie (każdy set trwał przynajmniej pół godziny!), emocjonujące i zacięte. W porównaniu do pierwszego starcia, poprawiliśmy serwis (kapitalne serie Bartka Kurka).

Tego dnia, Brazylijczycy popełniali więcej błędów. Graliśmy na przewagi, bo posyłali piłki setowe w aut. Ale z drugiej strony, zagrali lepiej w bloku.

Pojawiały się momenty, że nie baliśmy się zablokować Vissotto, Murilo, czy Wallace’a. Dzięki temu udawało nam się niwelować przewagi Brazylijczyków. To było piękne! Ale znów zadecydowały niuanse. Odnoszę wrażenie, że w każdym z przegranych setów (poza trzecim w sobotę), nasi gracze przestraszyli się tego, że mogą pokonać wielką Brazylię.

Według mnie, podczas tego weekendu za mało grał Jakub Jarosz. Zwłaszcza w niedzielnym spotkaniu mógłby więcej pograć za Zbyszka Bartmana. Atakujący AZS Politechniki Warszawskiej często uderzał na siłę i piłka leciała w aut, lub wracała na nasze pole po bloku przeciwników.

Fenomenalny debiut w kadrze miał Michał Kubiak. Nie przestraszył się ani rywali, ani publiczności. Grał swoje. Znakomicie spisywał się w dosłownie każdym elemencie. Naprawdę zrobił na mnie wrażenie ten chłopak. Coś mi się wydaje, że poważnie aspiruje do kadry na ME.

Indywidualnie u gospodarzy wyróżnić trzeba absolutnie Vissotto – najlepszego gracza zespołu Bernardo Rezende w obu meczach. Poza nim, znakomite mecze zaliczył Lucas. Jest chyba najskuteczniejszym środkowym tej edycji LŚ. Niedzielny mecz do udanych zapisać może również Murilo. Pochwała należy się też objawieniu Ligi Brazylijskiej – Wallace’owi oraz dwóm doświadczonym, ale nadal fantastycznym siatkarzom – Gibie i Sergio. To są po prostu same gwiazdy światowego formatu, absolutnie zasłużeni Mistrzowie Świata!

Na pewno występ w Brazylii wstydu nam nie przyniósł, bo rozegraliśmy 6 naprawdę wspaniałych setów. Tylko ten trzeci w pierwszym meczu nam się nie udał. Przy pozytywnie roztrzygniętych dla nas ważnych akcjach, odczuwałem satysfakcję, jakby to był decydujący mecz na MŚ, czy IO. Żałuję tylko, że nie potrafiliśmy dobić rywali, kiedy trzeba było „zadać decydujący cios”. Niemniej jednak, Biało-Czerwoni dali nam dobry znak i pokazali że potrafią walczyć z wielkim zespołem. Możemy zatem z optymizmem patrzeć w przyszłość. To jak? Kto obejrzy na żywo transmisje z Portoryko i USA? No wiem, że ja, ale kto jeszcze? 🙂

PS. A mówi się, że takie serie punktowe to tylko u kobiet…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl