Na starcie Premier League: Chelsea F.C.

W ostatnich dniach, tygodniach w Londynie ogólnie dużo się dzieje. Ja zajmę się tymi przyjemniejszymi rewolucjami.

Na Stamford Bridge tegoroczne lato to okres wielkich zmian. Drugie miejsce w Premier League w ostatnim sezonie nie mogło zadowolić ani kibiców, ani włodarzy Chelsea. Ancelotti zanotował drugi bezbarwny występ w Lidze Mistrzów zakończony dwiema porażkami, a przecież obejmował posadę z zadaniem wygrania tychże rozgrywek. Na dodatek włoski szkoleniowiec nie przywiózł nawet na osłodę żadnego krajowego pucharu, a ostatnio Chelsea zawsze jakiś zdobywała. Abramowicz nie mógł dłużej czekać, musiał działać. I tak Włochowi się upiekło, że nie wyleciał już w zimie. Osobiście darzyłem sympatią Carletto i nawet się zmartwiłem, kiedy po ostatnim spotkaniu w sezonie ogłoszono, że nie będzie dłużej pracował z The Blues. Ale rozumiem decyzję zarządu (czyt. Romana). Trudno było się spodziewać innej decyzji. Chelsea po piorunującym starcie rozgrywek na Wyspach, popadła w kryzys na przełomie października i listopada i chyba nie będzie kłamstwem jeśli powiem, że już do końca sezonu z tego kryzysu nie wyszła.

Następcy szukano stosunkowo długo. Najpierw był flirt ze starym znajomym Guusem Hiddinkiem, ale do ślubu nie doszło, bo Holender nie dostał rozwodu od tureckiej federacji. Pojawiały się też plotki, że Chelsea kręci z Marco Van Bastenem, który swego czasu urzekł Wielkiego Romana wyznawaniem teorii, że futbol musi być sexy.  Ten związek jednak też nie wypalił, bo ponoć były wybitny holenderski napastnik nie przekonał włodarzy Chelsea, że będą żyli długo i szczęśliwie. Ostatecznie wybór majętnej panny młodej z Londynu padł na młodego kawalera imieniem Andre, który w ciągu ostatnich 12 miesięcy zachwycił świat. Roman nie zważał nawet na to, że wyrwanie szkoleniowca ze szponów ówczesnej żony będzie kosztować 15 mln Euro. To najlepszy dowód na to, że Portugalczyk z angielskimi korzeniami dostał na Fulham Road spory kredyt zaufania.

Kibiców Dumy Londynu może niepokoić fakt, że sezon tuż tuż, a wciąż nie wiele słychać o wzmocnieniach. Można się na dniach spodziewać informacji o podpisaniu kontraktu z Romelu Lukaku, szeregi Niebieskich zasilił także Oriol Romeu, ale to mało, bo obaj panowie to raczej melodia przyszłości. Duże nadzieje wiązane są z młodymi takimi jak Josh McEachran czy Daniel Sturridge, którzy dobrze spisywali się w sparingach i mają za zadanie uzupełnić doświadczony zespół. Kilka nazwisk z szatni Chelsea także ubyło. Jurij Żyrkow uznał chyba, że Anglia to raczej nie dla niego i powędrował do rosnącej potęgi nad Morzem Kaspijskim. Odpowiedzialny za szkolenie młodzieży Frank Arnesen przyjął ofertę z Hamburga i pociągnął za sobą Jeffreya Brumę i Michaela Mancienne’a. Na moje oko kilka wzmocnień Londyńczykom by się jeszcze przydało, bo to lato jest już naprawdę ostatnim  momentem by w miarę bezboleśnie przeprowadzić proces zmiany pokoleniowej, który jest nieunikniony.

Co by się jednak w tych ostatnich trzech tygodniach okna transferowego nie stało, to i tak w najbliższym sezonie zobaczymy mniej więcej tę samą Chelsea co zawsze tylko z innym trenerem i być może nieco inną filozofią. Przed Villasem-Boasem nie łatwe zadanie zmierzenia się z mitem wielkiego rodaka Jose Mourinho, którego w Londynie do dziś wspominają niczym Mesjasza. Jak dotąd Andre nie dał malkontentom żadnych powodów by twierdzić, że jest od The Special One gorszy, a wręcz przeciwnie. Powstało już setki tekstów, które przypominają statystykę porównawczą obu panów, choć obaj zastrzegają, że wiele ich różni. Jednakże przeciętny kibic widzi (i chyba słusznie) same podobieństwa. Jedno z nich jest niepodważalne. Obydwaj mają niebywałą pewność siebie. Jeden na swojej pierwszej konferencji powiedział, że nie jest jakimś tam trenerem, że The Special One i że żadne Wengery z Benitezami na nim wrażenia nie robią, Drugi natomiast, gdy tylko podpisał kontrakt i podstawiono mu pod nos mikrofon obwieścił, iż w maju przyjedzie z Monachium z Pucharem Mistrzów. Specyfikę klubu zna doskonale, przez kilka lat tam pracował, ale teraz to on będzie bezpośrednio dowodził zgrają gwiazdorów i to często starszych od niego samego. Oby się nie sparzył.

Gdyby ktoś zauważył jakiś rażący błąd to niech da znać, bo autor pisząc ten tekst jechał na oparach 🙂

Mój blog przenosi się na nowy adres :  footbolowo.blogspot.com

Gorąco zapraszam !

 


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html