Na starcie Premier League: Manchester City

Kibice z niebieskiej części Manchesteru przed startem rozgrywek zadają sobie jedno kluczowe pytanie. Czy to jest ten sezon? W ubiegłym udało się zdobyć Puchar Anglii czyli pierwsze trofeum od 1976 roku, co podsyciło oczekiwania związane z nadchodzącą kampanią. Tym bardziej, że podopieczni Roberto Manciniego zadebiutują jesienią w Lidze Mistrzów, w której mimo zerowego stażu będą jednym z faworytów.

Odkąd popadający niegdyś w przeciętność klub z Manchesteru  został przejęty przez szejka Mansoura and Company, powiedzieć o City jako ubogim bracie klubu z Old Trafford byłoby po prostu kłamstwem. W czasie kilku ostatnich okienek transferowych przez konto klubu przepłynęło blisko miliard funtów i to przede wszystkim w kierunku wychodzącym. Na City of Manchester Stadium przylatywały i przylatują najgorętsze nazwiska na giełdzie transferowej. Możliwości finansowe arabskich inwestorów wydają się nieograniczone. Nie ma takiej ceny, której szejkowie nie byliby w stanie zapłacić. Chyba pochłonęła mnie teraz fantazja, ale sądzę, że może się okazać, iż kwota miliarda euro zapisana w kontrakcie Cristiano Ronaldo jako suma odstępnego wcale nie jest taka zaporowa jak się dwa lata temu wydawało. Niestety nie do końca widać odzwierciedlenie tego w wynikach.

Szejkowie szaleją, a kryzys gospodarczy w przeciwieństwie  do np. Romana Abramowicza, nie dotknął ich wcale. Choć specjalistą w dziedzinie ekonomii nie jestem to wydaje mi się, że nawet na owym kryzysie zyskali. Z ligowego przeciętniaka zrobić w dwa sezony kandydata do tytułu to jest sztuka. Jednakże City mogli być już kilka kroków dalej. Pomysł na budowanie drużyny opierał się na technice pieniądze, pieniądze, pieniądze i zero rozsądku. Najpierw kupowano samych drogich napastników, a misję zbudowania drużyny postawiono przed nieobytym w towarzystwie gwiazd i gwiazdeczek Markiem Hughesem. Nie udało się, bo nie mogło. Gdy zatrudniono Roberto Manciniego wszystko weszło na właściwe tory, ale ciągle można odczuć wrażenie, że szejkowie kupują same sportowe Ferrari, a przydałoby się jeszcze parę terenówek do czarnej roboty. Używając innej metafory, Mancini dostał wór bardzo drogich klocków, ale nie bardzo one do siebie pasują. W ostatnią niedzielę, w spotkaniu o Tarczę Wspólnoty wszystko szło świetnie do przerwy. Potem Czerwone Diabły włączyły team spirit i niebiescy pogubili się całkowicie. I właśnie wspomniany team spirit i charakter drużyny jest tym czego The Citizens brakuje, a co decyduje o tym, iż trofea na Wyspach zbierają Chelsea i Man United, a taki Arsenal już nie.

Przed drużyną Manciniego ciężkie zadanie. Przybyły nowe gwiazdy z Sergio Aguero na czele, a ja sam dochodzę do wniosku, że im więcej Włoch ma tych gwiazd w zespole tym mniej ma drużyny. Lepiej dla wszystkich by to się zmieniło. W dodatku powietrze w szatni psują niezadowolony z życia Mario Balotelli i niezadowolony z Anglii Carlos Tevez – motor napędowy Man City z poprzedniego sezonu, bez którego nie byłoby miejsca na podium. Nawet bukmacherzy, choć doceniają potęgę Citizens są zgodni – ekipa szejków może zamieszać, ale na tytuł szanse ma raczej nikłe. Aczkolwiek teraz wszystko w rękach Manciniego. Ma najlepszy warsztat pracy na świecie –  najlepsze warunki, a jak chce jakiegoś piłkarza to za dwa tygodnie go ma. Teoretycznie taki projekt nie może nie wypalić. W praktyce bywało różnie.

Jak już jestem przy City to pragnę wspomnieć jeszcze o sprawie Finansowego Fair Play. Miało ono powoli wchodzić od tego lata, ale jakoś nie bardzo to widać. Najwięksi wciąż kupują bez opamiętania. Barcelona ma 800 mln Euro długów,a  w obecnym okienku na Sancheza i Fabregasa wydała blisko 80 mln europejskiej waluty. Finansowe Fair Play w uproszczeniu mówi o tym, że kluby nie mogą wydawać więcej niż zarabiają, czyli po prostu nie mogą być pod kreską. Włodarze City już zdaje się problem ten obeszli. Linie lotnicze Etihad (które należą do tego samego konsorcjum co przedsiębiorstwa szejak Mansoura) za miejsce na koszulce i prawa do nazwy stadionu zapłaciły ponad 200 mln funtów. A kto zabroni im zapłacić 300, 400, 5000…. Z niecierpliwością czekam na odpowiedź Michela Platiniego. Ponoć w sprawie obrzydliwie bogatych przybyszów z Azji interweniowali już Berlusconi, Moratti i Abramowicz, którzy dotąd uchodzili za skrajnie rozrzutnych, a teraz wyglądają jak Biedronka przy Tesco.


pubsport.pl
Krystian Nowak

Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam:
http://prideoflondon.blox.pl/html

http://prideoflondon.blox.pl/html