Na trybunach zabawa, na boisku nuda. O finale Pucharu Polski słów kilka

Za nami finał Pucharu Polski w Warszawie. Szczęśliwym zwycięzcą, jak już pewnie doskonale wiecie, bydgoski Zawisza. Samo spotkanie jednak zawiodło, a na większą dawkę emocji mogliśmy liczyć  w ciągu pierwszych dziesięciu minut, kiedy obie drużyny dochodziły do sytuacji sam na sam, a później – dopiero w karnych.

PZPN odwalił kawał dobrej roboty. Wreszcie krajowy puchar dostał to, na co – wydawać by się mogło – w pełni zasługuje. Boniek chciał zmienić wizerunek turnieju, pragnął, by na Narodowy w Warszawie przyszło 55 tysięcy osób, a stawka spotkania finałowego w stolicy była bardzo wysoka. Tymczasem na początek "nowego" Pucharu Polski dostał finał, w którym zmierzyć się miały ze sobą dwie przeciętne drużyny z ekstraklasy, bez szczególnych osiągnięć, a w dodatku – z protestującą dużą częścią kibiców. No, może troszkę przesadziłem, wszak "kibice" to trochę za duże słowo dla tych ludzi. Tak sobie myślę, że  prawdziwy kibic, wiedząc, że jego klub po raz pierwszy w historii może sięgnąć po Puchar Polski i grać w europejskich pucharach, to jednak pakuje się, wsiada w pociąg albo samochód i wspiera swoją drużynę w osiągnięciu historycznego sukcesu. I nieważne, czy właściciel mu się podoba czy też nie. Tak, wiem, zaraz odezwie się jeden z tych "prawdziwych  fanatyków" i napisze, że nie wiem o co chodzi. Że WKS bez kibiców by nie istniał. Z wami nikt nie wygra. A Zawisza to WY! Już to słyszałem.

O części "fanatyków" z Lubina wspominać nawet nie zamierzam. Protestują, bo kibice Zawiszy protestują. Super, naprawdę świetny powód, by porzucić swoją drużynę przed najważniejszym spotkaniem sezonu. Dobrze, że dzisiaj na Narodowym znalazła się całkiem spora grupa normalnych fanów obu ekip. Tych niekumatych.

Kontynuując moją poprzednią myśl. Gdyby w finale zmierzyły się Legia z Lechem, przyszedłby komplecik – nie mam wątpliwości. Ale  wobec takich okoliczności i potencjału drużyn, które miały zmierzyć się na Narodowym, nie sądziłem, że przyjdzie więcej niż 20 tysięcy. Tymczasem PZPN przeprowadził szereg akcji marketingowych zachęcających do przybycia na finał. "Łączy nas piłka" przygotowało zapowiedzi, filmiki, cuda wianki. Od strony organizacyjnej wszystko odbyło się na bardzo dobrym poziomie, a 38 tysięcy na trybunach też zrobiło wrażenie. Nawet jeśli wiele wejściówek zostało rozdanych za darmo.

Oczywiście, co w tym wypadku jest pełni uzasadnione,  zabrakło pociągającego dopingu. Tylko co jakiś dłuższy czas słychać było krótkotrwałe i bardzo nieśmiałe: WKS, WKS, WKS. Atmosfera, choć wesoła, była bardziej piknikowa, aniżeli piłkarska.

A na boisku obejrzeliśmy zwykłe starcie dwóch przeciętniaków. Poziom i tempo na pewno nie były godne tego etapu rozgrywek. Oglądaliśmy 120 minut spotkania, w którym dominowały błędy techniczne i taktyczne. Kolejny raz mieliśmy okazję "podziwiać"
przyjęcia piłki na pięć metrów, niecelne zgrania tudzież kompletnie  niedokładne podania. Normalny ekstraklasowy poziom.

Zawisza niby dominował, Zagłębie niby próbowało się odgryzać, ale to wszystko było takie jakieś słabe, bez smaku. Piłkarzom brakowało kreatywności, łamania pewnych schematów, niekonwencjonalnych zagrań. Jak Courto ustawiony był w środkowej strefie, tak calutkie spotkanie spędził właśnie tam. Nie schodził na boki, nie wchodził w pole karne. I to wszystko powiedzieć można o niemal każdym z piłkarzy.

Co gorsza, ani Lenczyk, ani Tarasiewicz nie nastawili swoich drużyn zbyt ofensywnie, o czym świadczyć może na przykład fakt, że łącznie na boisku oglądaliśmy aż sześciu bocznych obrońców. Zamiast nominalnych skrzydłowych, w Zawiszy przed Lewczukiem biegał defensywny Petasz, a w Zagłębiu Rymaniaka za plecami miał Cotra. Już sam styl poruszania się po boisku tego ostatniego pokazuje, że skrzydłowym to mógłby on być, ale raczej w lidze oldbojów, gdzie dominują panowie o posturze Zdzisława Kręciny. O tak, tam mógłby być nawet najlepszy.

Po drugiej stronie oglądaliśmy już normalnych skrzydłowych, ale zarówno Abwo, jak i Luis Carlos, byli dzisiaj bardzo chaotyczni, choć kilka razy stworzyli zagrożenie.

Jako że cieszę się grą młodych zawodników w ekstraklasie, dzisiaj szczególną uwagę postanowiłem zwrócić na Kamila Drygasa. W końcu ostatnio chwalony był nie tylko za grę defensywną, ale także postawę w ofensywie, gole, podania do przodu. WKS – u nie oglądam nałogowo, więc na własne oczy tego wszystkiego nie widziałem. No, chyba, że w skrótach. Dzisiaj Drygas zaliczył parę ważnych odbiorów, wygrywał większość pojedynków główkowych, ale – poza jednym idealnym prostopadłym podaniem, którym wyprowadził Luisa Carlosa na sam na sam – nie pokazał nic. Grał, tak jak cała reszta,  o czym już zresztą zdążyłem wcześniej napomknąć – statycznie. Nie robił ruchu, po zagraniu nie szedł wyżej, by pokazać się na pozycję i zrobić przewagę. Było to raczej takie typowe: przyjmij, odegraj do najbliższego (najczęściej w poprzek albo do tyłu), stój. Ja sobie zdaję sprawę, że Drygas jest defensywnym pomocnikiem i nie oczekuje od niego wielkiego kreowania gry, ale – jako, że to jest poziom ekstraklasy – liczyłbym na nieco większą aktywność tego chłopaka w grze ofensywnej. Nawet od gościa na tej pozycji oczekuje się czegoś więcej. Choćby jakiegoś dokładnego przerzutu.  

Koniec końców, może to i dobrze, że Zawisza  wygrał, wszak wydaje mi się, że mają nieco większe szanse od Miedziowych na to, by nie odpaść na etapie gry z przybyszami z Malty czy Wysp Owczych. Zwłaszcza, kiedy wróci Goulon, który robił na mnie olbrzymie wrażenie i motor napędowy – Masłowski. Choć, znając życie, i tak skończy się na porażce z Karabachem Agdam czy innym Interem Baku.  

 


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl