Najważniejsze przed nami

Po dwóch spotkaniach w Katowicach bilans naszej reprezentacji wygląda następująco – 2 wygrane, 6 zwycięskich setów i żadnego przegranego. Z jednej strony to nastraja pozytywnie przed najważniejszym meczem weekendu, ale gdyby tak się zagłębić w detale naszych piątkowych i sobotnich występów…

Nie mówię, że jest źle. Przecież spełniliśmy jedną z definicji silnego zespołu – potrafiliśmy wygrać nawet wtedy, gdy przychodziło nam to ciężko. Jednakże jest kilka elementów do poprawy albo po prostu wyeliminowania przed starciem z Canarinhos. Ale z analizą gry jedźmy po kolei.

Najpierw piątek i Kanada. Dobrze się złożyło, że trzydniowe zawody zaczęliśmy od tego właśnie rywala, bo ktoś inny mógłby brutalnie wykorzystać przestoje, przed którymi niedawno ostrzegałem. Gdyby nasza gra była płynna, to mecz skończyłby się kilka, może kilkanaście minut wcześniej, a w pierwszym secie emocji w końcówce byłoby jak na lekarstwo. Lecz taka właśnie jest siatkówka – chwila dekoncentracji i zamiast pilnować przewagi, trzeba odrabiać straty.

Wśród zawodników spod klonowego liścia najbardziej wyróżniał się Gavin Schmitt. Można powiedzieć, że jak nie było pomysłu, co zagrać, to rozgrywający Joshua Howatson grał właśnie do niego. Jeśli zaś akcje te zatrzymywaliśmy blokiem, to przeciwnicy przestali istnieć. Znów można było się przekonać, jak ważny jest to element w grze reprezentacji Polski.

U nas najlepiej punktującym był Zbigniew Bartman. Widać, że nakręca go atmosfera w hali, dobrze się z nią czuje. Bez zarzutu spisywał się też nasz środek, pomimo, że nie grał Piotr Nowakowski. Martwić może ilość punktów oddanych po własnych błędach. Na naszym koncie jest ich 20, u rywali o kilka więcej. Nie świadczy to dobrze o poziomie piątkowej gry.

Tego dnia w Spodku panowała jakaś luźniejsza atmosfera. Oczywiście kibice spisali się świetnie (ale i tak najlepiej będzie w niedzielny wieczór), choć przybyło ich niecałe 9 tysięcy. Cóż, ranga przeciwnika robi swoje. W dodatku wielu Kanadyjczyków bez skrupułów kołysało się w czasie, kiedy odgrywany był ich hymn narodowy. Nie wiem, czy to jakaś tradycja, czy po prostu energia rozpierała siatkarzy prowadzonych przez Glenna Hoaga.

W pewnej chwili zacząłem odnosić wrażenie, jakby sędziowie trochę przymykali oczy na niektóre zagrania po obu stronach siatki. Zastanawiałem się, czy kontakty z piłką nie były nieco zbyt długie albo czy ktoś przypadkiem nie przekroczył linii przy serwisie lub ataku ze strefy obrony. Ale to mój prywanty dryf, może mi się coś przywidziało…

Na sobotnie zmagania z Finlandią trzeba było się dobrze skoncentrować, aby nie powtórzyła się historia z Toronto. I udało się. Być może po części dlatego, iż nie przyjechał kapitalnie dysponowany przed dwoma tygodniami Olli-Pekka Ojansivu, który się skontuzjował podczas pobytu za Oceanem. Na ławce trenerskiej mógł usiąść były trener Polaków, Daniel Castellani. Ciekawe, jak się czuł przy tej fantastycznej atmosferze stworzonej przez naszych kibiców.

Zarówno polska, jak i fińska ekipa nie mogły złapać regularnego rytmu gry – raz wychodziło, innym razem nie. W dodatku znów zespoły prezentowały sobie nawzajem punkty. W tej statyscyce wypadliśmy gorzej od Suomi! Kulminacja błędów miała miejsce na początku gry. Potem stopniowo ich ilość malała odwrotnie proporcjonalnie do przewagi, na jaką pracowaliśmy. Co prawda znów parokrotnie traciliśmy 3-4 punktowe bufory bezpieczeństwa, ale udało się z tego wyjść cało. Od 2. seta więcej blokowaliśmy i od razu grało się lepiej.

Do składu wprowadzeni zostali Piotr Nowakowski i Bartosz Kurek, którzy dochodzą do siebie po kanadyjskich urazach. To ważne, bo na wielki mecz z Brazylią powinni być w pełni gotowi, aby wspomóc polską kadrę narodową.

Tytuł zawodnika sobotniego spotkania przyznałbym Łukaszowi Żygadle, który robił w nim wszystko – nawet atakował i bronił. Jak na rozgrywającego, to naprawdę świetny występ. Cieszy również to, że miał duży wybór przy kreowaniu akcji – Michał Winiarski (Kubiak źle wszedł w mecz i dobrze, że trener Anastasi dał mu odpocząć), Bartosz Kurek i Zbigniew Bartman łącznie wygrali dla nas 1,5 seta.

Jednak co do tego ostatniego, to mam jednak kilka chłodniejszych słów. Oczywiście bardzo cieszę się z ilości punktów, które zdobywa były zawodnik Jastrzębskiego Węgla, ale z jego skutecznością najlepiej nie jest. Skończył tylko połowę ataków, jakie wykonał. Ponadto, uderza na siłę, na przebój, chwilami zapomina o chłodnej głowie. Ale dopóki na koncie zdobytych oczek jest liczba dwucyfrowa, to problem zamiatany jest pod dywan.

Nie da się ukryć, iż słowa naszego libero, Krzysztofa Ignaczaka trafnie oddają dotychczasową postawę Biało-Czerwonych podczas II turnieju LŚ. Powiedział on  że „te pierwsze sety odpalamy jak stary ciągnik”…

I rzeczywiście coś w tym jest. Możnaby to przełożyć na długie lata gry naszej kadry. Bardzo często powtarza się scenariusz, że przegrywamy pierwszą partię, po czym w trzech kolejnych zwyciężamy. Jeśli zaś uda się skończyć spotkanie w 3 partiach, to w pierwszej jest najbardziej nerwowo. To taki mój wniosek na podstawie kilkuletniej obserwacji gry polskich siatkarzy.

W niedzielny wieczór najważniejszy mecz całego turnieju w Katowicach. Następuje wielka motywacja siatkarzy obu reprezentacji i kibiców. To będzie taka typowa sportowa wojna. Najbardziej cieszy mnie to, że odbędzie się ona u nas. Generalnie lubimy Canarinhos, ale na te 2-3 godziny będziemy im życzyć piłek w ich polu. Niech się zadzieje! Niechaj siatkarskie święto trwa!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl