Napastnik potrzebuje kolegi i… browaru

O tym, że Krzysztof Zaremba ma talent, jak na nasze warunki, ponadprzeciętny, po raz pierwszy usłyszałem w 2007 roku. Młody, wyrośnięty, napastnik Podbeskidzia Bielsko-Biała, ściągnięty z Beskidu Andrychów, zaliczał swoje dziewicze występy w II lidze. Nie zachwycał, ale wszyscy czekali na eksplozję, młody był, miał czas, w końcu musiał wystrzelić.

Aby to przyspieszyć, wypożyczono go na sezon do, dziś byśmy to nazwali II-ligowej, Koszarawy Żywiec. Całego roku w piwnym mieście nie wytrzymał. Jesienią w 14 meczach strzelił siedem goli, był objawieniem. Stworzył świetną parę z Krzysztofem Bizackim, doświadczonym byłym piłkarzem Ruchu Chorzów. Bizak dogrywał, Zari wykorzystywał wzrost i strzelał. Wspaniale. Podbeskidzie chciało go mieć z powrotem od zaraz.

Drugie podejście do bielskiego zespołu było już dużo lepsze. Niby głównie wchodził z ławki, ale zdobył aż 4 gole, większość po dograniach Grzegorza Patera, doświadczonego byłego piłkarza Wisły Kraków. Grzela dogrywał, Zari wykorzystywał wzrost i strzelał. Wspaniale.

Problem w tym, że Pater zaczął obsuwać się na ławkę rezerwowych, aż w końcu odszedł. Zaremba częściej grał, ale zdecydowanie rzadziej strzelał. W sumie w całym sezonie trafił tylko raz, w meczu z Dolcanem Ząbki. Stał się pośmiewiskiem. Ludzie psioczyli i bluzgali, gdy tylko widzieli go w składzie. Był zadziwiająco nieporadny. W decydującym o awansie, bądź nie, meczu, gdy trener ściągnął go z boiska radość była jakby Podbeskidzie bramkę strzeliło. Zesłano go na wypożyczenie do Wisły Płock. Najpierw grał dużo i nie strzelał. Potem grał mało, a potem już w ogóle i dalej nie strzelał. W Wiśle, podobnie jak w Koszarawie, nie wytrzymał roku. A raczej to płocczanie z nim nie wytrzymali. Zaremba okazał się za słaby na drużynę, która w czerwcu spadła do II ligi. Bielszczanie coś z napastnikiem począć musieli, bo nie bardzo chciano go w Podbeskidziu, wszak już jeden zawodnik podobnego typu w kadrze był (Bagnicki). Wykopano go razem z Damianem Chmielem do Pelikana Łowicz. I co? Chmiel został gwiazdą II-ligowca, nabrał pewności siebie i po pół roku przebił się do kadry „Górali”. Zaremba nie zachwycał, ale na plus może zapisać fakt, że strzelił pierwszą od półtora roku bramkę. Przysłowie mówi „Raz do roku to i kij od miotły strzeli”. Wychowanek Cisu Jaszczurowa średnią miał jeszcze gorszą…

Latem pojawił się kolejny problem, co zrobić z Zarembą. Nie zaczepił się w Skałce Żabnica i gdy wydawało się, że będzie musiał występować w IV-ligowych rezerwach, pomocną dłoń wyciągnął GKS Tychy. Zaremba dobrze pokazał się na testach i został wypożyczony. W II lidze odżył. W 14 meczach strzelił dziewięć goli, zantował najlepszą rundę w karierze, w większości meczów grał w podstawowym składzie, zdobył nawet hat-tricka. Skąd to przebudzenie? W Tychach napastnik spotkał jeszcze bardziej starego znajomego – Krzysztofa Bizackiego. Stworzyli świetny duet z doświadczonym, byłym piłkarzem Ruchu Chorzów. Bizak dogrywał, Zari wykorzystywał wzrost i strzelał. Wspaniale.

Dlatego jeśliby Podbekidzie wpadło na pomysł ściągnięcia Zaremby z banicji, przypominam: Nie zapomnijcie o Bizackim! To taki pakiet. 23-letni napastnik jest wierny, gole strzela tylko i wyłącznie wtedy, gdy obok biega Bizak. Oby tylko nie okazało się, że ta reguła obowiązuje wyłącznie w miastach z browarami…


pubsport.pl
Michał Trela

Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl

http://trelik.blox.pl