Naprawdę kogoś jeszcze dziwi bardzo słaba Jagiellonia?

C.d. w luźnym nawiązaniu do wpisu Pawła – „Co z tą Jagą?”.  

Wynik meczu Irtysh Pavlodar (Kazachstan) 2 – 0 Jagiellonia Białystok nie jest żadnym rozczarowaniem. O rozczarowaniu można mówić, wtedy kiedy rywal prezentuje zbliżony poziom, stawką rywalizacji nie jest jakaś kolejna runda kwalifikacyjna, a z występami drużyny, której się kibicuje, wiąże się jakiekolwiek nadzieje na to, że się w Europie chociaż pokaże z dobrej strony.

Kompromitacja, wielki wstyd itp. – owszem, ale na pewno nie rozczarowanie, ponieważ w przypadku Jagiellonii nie było żadnych podstaw ku temu, żeby na cokolwiek liczyć. Z czterech polskich drużyn, które w tym sezonie uczestniczą w europejskich pucharach, dwie są naszym etatowym towarem eksportowym (Wisła Kraków i Legia Warszawa), jedna ma wszelkie dane ku temu żeby się takim towarem stać w najbliższej przyszłości (Śląsk Wrocław), natomiast czwarta – czyli ta z Białegostoku – tak samo jak w latach wcześniejszych zespoły pokroju tak wspaniałych ekip jak: Ruch Chorzów, GKS Bełchatów, Wisła Płock, Zagłębie Lubin, Cracovia Kraków albo Pogoń Szczecin – w ogóle nie nadaje się do tego, żeby pokazywać ją w Europie.

Nie chcę nikogo urazić, ale patrząc obiektywnie, dzisiaj Jagiellonia wygląda mniej więcej tak:

1. Stadion: Dno.

2. Kadra: Sandomierski i Frankowski + zbieranina przeciętnych piłkarzy, głównie z Polski i z Czarnogóry.

3. Trener: Michał Probierz – paradoksalnie – to właśnie jego osoba jest w tej chwili największym problemem drużyny. Przykład klasycznej „wody sodowej”. Probierz to zwykły pozer, który przez swój chory egoizm sam niszczy coś, co jest jego największym dziełem. Probierz osobiście rujnuje swoją autorską drużynę, którą długo i cierpliwie budował. To smutne, że historyczne sukcesy Jagiellonii i jej trenera (Puchar Polski, Superpuchar Polski, 4. miejsce w Ekstraklasie, „mistrzostwo jesieni 2010/2011”) zamiast stanowić fundament silnego i wciąż udoskonalanego teamu sprawiły, że dzieje się coś odwrotnego.
Niezdrowy i bardzo szkodliwy dla klubu jest narcyzm Probierza. Jego samouwielbienie ciągle rosło, z każdym kolejnym wygranym meczem, po każdej zasłyszanej gdziekolwiek pochwale jego pracy i jego osoby – pochwał jak najbardziej zasłużonych w najlepszym okresie trenera i drużyny. Dobro drużyny oraz szczera i realna o nią troska z czasem przestały się dla niego liczyć, a ich kosztem coraz ważniejszy stawał się lans. Lans na – jedynego, słusznego, prawdziwego twórcę, sprawcę, ojca – wszystkich osiągnięć Jagiellonii. Trenera zgubiła ta pazerność na splendor. Nie odbieram mu absolutnie rzeczywistej i największej zasługi we wspomnianych wyżej sukcesach. To on to wszystko stworzył, bezsprzecznie. Ale jemu nie wystarczała chwała na jaką zasłużył. On zapragnął zostać jedynym słusznym autorem każdego sukcesu. Jedynym – to go zgubiło, bo nie chciał się dzielić podziwem ani uznaniem z Kamilem Grosickim, a teraz nie chce np. z Tomaszem Frankowskim. Ile już razy się przewiózł i ile razy świadomie naraził drużynę na porażkę (bo tak to się zazwyczaj kończyło) sadzaniem „Franka” na ławce? Ile razy już chciał na siłę wszystkich wokoło przekonać i udowodnić, że on i jego zespół nie potrzebują go do odnoszenia zwycięstw? I za każdym razem Jaga dostawała w dupę, bo raz, że nie miał kto strzelać, a dwa że takie akcje przecież widzi reszta piłkarzy. Jak to może na nich wpływać motywująco? Nijak, a ten dalej, uparcie, na siłę będzie kur…a udowadniał wszystkim swoje chore racje.
Przejrzyjmy na oczy – Michał Probierz nie jest najlepszym polskim trenerem ani w ogóle, ani młodego pokolenia, ani nawet nie jest w pierwszej trójce.
Tak, prawdą jest że takim z pewnością był – ano właśnie – „był”, ale już nie jest. Czas przeszły, o którym większość zapomniała.
Michał „polski Pep” Probierz skończył się wraz z rokiem 2010 (jesień 2010/2011) i udawanie zwłaszcza w wykonaniu Kuleszy, że się tego nie widzi, że wszystko jest ok, że atmosfera, forma i ogólnie cała sytuacja w zespole jest pod kontrolą, a wszelkie decyzje są podejmowane zgodnie z zasadami zdrowego rozsądku itp. – musiało się w końcu skończyć tak jak wczoraj w Kazachstanie.
Aha, jeszcze jedna sprawa – Dymisja Probierza złożona przez niego wiosną 2011 była prostą, prymitywną i żenującą zagrywką, po której oczekiwał dokładnie takiej sytuacji jaka faktycznie zaistniała oraz chciał spowodować dokładnie taką reakcję zarządu, piłkarzy, kibiców a przede wszystkim mediów jaka miała potem miejsce. Kat sprytnie zmienił się w ofiarę i o to mu chodziło i o nic więcej.

4. Dyrektor sportowy: nie ma takiego etatu.

5. Prezes: Cezary Kulesza – lokalny biznesmen kreujący się na prawdziwą grubą rybę. Zna się na wszystkim i ze wszystkimi. Widać często jak bardzo lubi, gdy w mediach nazywają go mianem sprawnego menadżera i świetnego prezesa, czyli cukier, cukier, wazelina …

6. Transfery: Drużyna została oczywiście wzmocniona na okoliczność jej uczestniczenia w europejskich pucharach. Oczywiście preferowany tryb pozyskiwania wzmocnień to tzw. „transfer wolny” (= bezgotówkowy). Średni, nominalny poziom dokonanych wzmocnień porównywalny jest z poziomem wszystkich piłkarskich miernot już posiadanych.

7. Okres przygotowawczy: Probierz wspaniałomyślnie opracował standardowy cykl, nie zawracając dupy ani sobie ani swoim zawodnikom tym, że trzeba jakąś tam formę wypracować już na koniec czerwca. Podejście trenera na zasadzie „Irtysh panowie to my wciągniemy sobie nosem” na pewno podziałało mobilizująco na piłkarzy, co było zresztą widać na boisku …

Trzeba być naprawdę niepoprawnym optymistą, fantastą, entuzjastą i sam już nie wiem kim, żeby po podlaskim zespole spodziewać się Bóg wie czego w międzynarodowej konfrontacji.

Dziwię się i współczuję wszystkim zaskoczonym i rozczarowanym kibicom, a jednocześnie zastanawiam się czego oni wszyscy się tak w ogóle spodziewali?
No dobra, ok co do powszechnie spodziewanego awansu. Ale niczego więcej. Awans do kolejnej rundy kwalifikacji, a wtedy co? Kolejne regułki Probierza i jego miernot o tym, jaki to rywal jest wymagający, a że termin jest do dupy, no i że dadzą z siebie wszystko itp., itd. – banały, których przynajmniej nie będziemy musieli już więcej słuchać ani czytać.

Prawda o klubie z Podlasie, jest smutna, ale trzeba ją przyjąć do wiadomości i tyle. A dla całego klubu z Pavlodaru ogromne brawa i gratulcje. Probierz i jego leniwe i próżne gwiazdy powinni się uczyć pokory, szacunku i godnej postawy w europejskich pucharach bez względu na etap rywalizacji od zawodników Irtyshu i ich trenera. Właśnie słowa wypowiedziane na konferencji prasowej przez Talgata Baisufinova, który okoliczności rywalizacji, a więc rozgrywki Ligi  Europy nazwał „Świętem” powinni w Białymstoku wziąć sobie do serca w pierwszej kolejności wszyscy bez wyjątku.


pubsport.pl