Nasza brutalna rzeczywistość

 Mamy 31 sierpnia. Koniec wakacji. Sezon piłkarski dopiero się rozpoczyna. Kluby dopiero co zapomniały o obozach przygotowawczych. Niestety nas już w piłkarskiej Europie nie ma, marzenia o podbojach europejskich pucharów musimy odłożyć na następny rok. To jest kompromitacja. Kolejna zresztą.

Miniony sezon w europejskich pucharach był dla polskich zespołów bardzo dobry. Wisła i Legia mocno zaskoczyły, dały powód do zadowolenia i dumy z ich osiągnięć. Rozbudziły nadzieje na kolejny sezon. Pamiętam, pisałem o progresie, o tym, że może wreszcie polska piłka klubowa ruszy do przodu. ŚląskLegiaLech i Ruch tego lata pokazały, jak drastycznie się pomyliłem. Ja i masa innych ludzi pisząca o piłce. Te ekipy były w tym roku jednym z symboli kompletnego marazmu naszego futbolu, wręcz prymitywnego charakteru naszej piłki. To lato pokazało w jakim ona miejscu stoi.

W czasie ostatniej dekady może jakichś wielkich sukcesów, jeśli chodzi o klubową piłkę nie mieliśmy. Zdarzały się fantastyczne i pełne kapitalnych emocji wojaże Wisły Kraków. Wielkie zwycięstwa z Schalke czy Lazio, emocjonujące boje z Parmą czy Panathinaikosem, wyrównane spotkania z Barceloną. Niedawno byliśmy świadkami pięknej historii w europejskich pucharach napisanej przez poznańskiego Lecha. Wspominałem wcześniej o ciekawej przeprawie Białej Gwiazdy i warszawskiej Legii w zeszłym sezonie.  Ogólnie jesteśmybyliśmy takimi przeciętniakami, czasem jakiś nasz klub odpalił, zaskoczył. Rzadko udawało się wygrywać z potęgami, ale ekipy z Cypru, Kazachstanu, Azerbejdżanu i Armenii były przez  te z Polski odsyłane z bagażem kilku goli. Teraz zaczęło się to kompletnie zmieniać. Kiedyś rywal z Bliskiego Wschodu  to był pikuś dla zespołów  Kraju znad Wisły. Teraz polskie drużyny nadal nie boją się tych z wymienionych wcześniej regionów świata, to ma być banał i już przed dwumeczem mówi się, że przykładowa drużyna z Polski ma awans w kieszeni. Rzeczywistość okazuje się zupełnie inna, brutalna dla Polaków. Odpływamy. Już nie jesteśmy średniakami europejskimi, jesteśmy w skali Stargo Kontynentu przeraźliwie słabi. Dramatyczni.

Śląsk Wrocław – mistrz Polski – ma tego lata w Europie bilans bramkowy 5 – 18, wygrał jeden mecz, przegrał pięć. Ruch również się skompromitował przegrywając w dwumeczu z porównywalną finansowo Viktorią Pilzno aż 0:7. Lech Poznań z Aikiem Solna sprawę załatwił sobie już w pierwszym spotkaniu, w Sztokholmie, przegrywając tam 0:3, w rewanżu zdołał strzelić Szwedom zaledwie jedną bramkę. Najbliżej zrobienia czegoś, co przyniosłoby nam trochę radości była Legia, ale ona również strasznie rozczarowała. Nie było Sexi Football’u, o którym kilka dni temu pisał Przemysław Rudzki, nie było polskiej wersji Realu Madryt, która co roku ma szaleć w europejskich pucharach aż miło, o czym mówił w wywiadzie dla „PS” Marek Koźmiński. Była porażka z przeciętniakami z Norwegii. W pełni zasłużona, niestety. Do fazy grupowej awansował węgierski Videoton, azerskie Neftczi Baku, wiele ekip z Norwegii, Danii i Szwecji. Łącznie do faz grupowych europejskich rozgrywek awansowały zespoły z 28 krajów. To dobitnie pokazuje, że jesteśmy na samym dnie.

Trzeba się więc zastanowić jakie są przyczyny obecnego stanu rzeczy. Składa się na to na pewno ogromna liczba czynników, ale ja chciałbym w głównej mierze zwrócić uwagę na trzy sprawy.

Pierwsza – zarządzanie klubem. Niby w polskiej piłce jest coraz lepsza infrastruktura, stadiony, pieniądze. Problem jednak tkwi we władzy w danym klubie najwyższej. Mam na myśli prezesów, właścicieli, działaczy. W polskim futbolu tylko gdzieniegdzie obowiązuje pojęcie „budowanie drużyny”. Wspomniana władza najwyższa oczekuje wyników tu i teraz. Nie za rok, dwa, tylko natychmiast. Nie, to dziękujemy, do widzenia, zatrudniamy innego trenera. A tak się niestety potęgą futbolową zostać nie da. Nowemu szkoleniowcowi trzeba dać czas na zbudowanie ekipy. On musi sobie wszystko ładnie poukładać, podłożyć fundamenty pod silny zespół, a potem budować. Nie da się zrobić drużyny w miesiąc czy dwa. Przykład Borussi Dortmund: Jurgen Klopp w swoim pierwszym sezonie zajął szóste miejsce. Rok później mógł cieszyć się z pozycji numer pięć. W następych dwóch latach mógł już świętować dwa mistrzostwa. Zbudował fenomenalną ekipę: zdolną wygrywać tu i teraz, ale zarazem pozostającą zespołem bardzo przyszłościowym. Dostał czas, z każdym rokiem było lepiej, teraz BVB to jest, moim zdaniem, ścisła światowa czołówka. U nas trener przegra dwa mecze i już jest pod ogromną presją zwolnienia. Stąd bierze się u nich strach przed grą otwartą, ofensywną i bezkompromisową. Stąd właśnie we wprowadzaniu młodzieży do pierwszego składu nasi szkoleniowcy są najostrożniejsi na świecie. Stąd biorą się u nich rozwiązania typowo krótkoterminowe. Lech, Ruch i Śląsk stanęły przed ciekawą szansą w Europie, ale tego lata tylko się osłabiły. Nie to, że odszedł jeden zawodnik. Te kluby zostały kompletnie rozłożone, transferów do klubu było jak na lekarstwo, za to w tym przeciwnym kierunku – cała masa. Jak zespół przed europejskimi pucharami zostaje całkowicie rozmontowany, to jakim cudem można od niego oczekiwać sukcesów. To już wiedzą tylko działacze tych klubów.

Następna sprawa – przygotowanie fizyczne. Wszyscy chyba doskonale pamiętamy jak grała nasza reprezentacja na Euro. Z Grecją pierwsza połowa była super, druga – tragedia, to samo z Czechami. Chyba nie trzeba być wielkim specjalistą, żeby powiedzieć, że ta beznadziejna postawa w drugich połowach jest  w głównej mierze spowodowana złym przygotowaniem fizycznym. O ile piłkarsko Polska w porównaniu z Grecją wyglądała bardzo dobrze, o tyle pod względem fizycznym odstawała od ekipy z południa Europy kilkukrotnie. To samo widzieliśmy w europejskich pucharach. Legia  zagrała świetną pierwszą część gry z Rosenborgiem w Warszawie – prowadziła 1:0, w drugiej połowie było dużo gorzej – skończyło się 1:1. W Trondheim pierwsza połowa była wyrównana, ale Legia zdołała zdobyć bramkę w odróżnieniu od swoich przeciwników. Z kolei w drugiej części gry istnieli tylko Norwegowie – skończyło się, jak wiemy, porażką 1:2. I teraz powstaje pytanie: czy polscy trenerzy  nie potrafią przygotować swoich zawodników pod kątem fizycznym, czy to zawodnicy nie znajdują w sobie motywacji by latać ponad swoje siły, podczas gdy np. tacy Norwegowie ową motywację umieją w sobie znaleźć. Sił wystarcza na jedną połowę, może sześćdziesiąt minut i koniec gry. Zostaje tylko dreptanie po boisku, oddanie inicjatywy przeciwnikowi i walenie długich, kompletnie bezsensownych i bezcelowych piłek na połowę rywala. Legia to nie jest wyjątek, tak jest prawie ze wszystkimi polskimi ekipami, to już jest reguła.

I ostatnia kwestia, którą chciałbym poruszyć – trenerzy. Niby pewni siebie, ale jednak bardzo bojaźliwi. Nie podejmujący ryzyka. Taka jest prawda.  Większość polskich trenerów się po prostu boi zaatakować. Widzieliśmy to w meczu Legia – Sporting, kiedy Maciej Skorża miał przeciwnika bez formy, do spokojnego ogrania. Wystarczyło tylko zaatakować. Ale nie, obecnie bezrobotny coach wolał się bronić, ograniczać do kontr i tylko czekać jak rywale strzelą bramkę. Wisła też  w pamiętnym dwumeczu ze Standardem bała się zagrać va banque, a właściwie bał się tego Kazimierz Moskal. Objawiło się to u Smudy na Euro, który w meczu o wyjście z grupy ustawił ekipę bardzo defensywnie, z dwoma defensywnymi pomocnikami, zobaczyliśmy to wczoraj w Trondheim, kiedy Wojskowi po zdobyciu bramki bali się pójść za ciosem i atakować dalej; woleli oddać inicjatywę przeciwnikowi. To jest już chyba wrodzone u polskich szkoleniowców. Strach. Strach. Strach.

Można by jeszcze tak wymieniać i wymieniać, nie wspomniałem przecież o tak istotnej kwestii szkolenia, ale w sumie gadamy tak o tych potrzebnych od zaraz zamianach w polskim futbolu od dobrych kilku lat, a tak naprawdę nic się nie zmienia na lepsze, spadamy, lecimy na dno, a pozytywów, oprócz pięknych stadionów, jak nie było, tak nie ma.

 


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl