Nico Rosberg w końcu zwycięski

Kierowca Mercedesa, Nico Rosberg pierwszy raz w karierze wygrał wyścig, a wcześniej kwalifikacje w Formule 1. Czekał na to od początku swojej przygody z F1, tj. od 2006 roku (w przeliczeniu 110 wyścigów). Obserwatorzy wyścigu w Szanghaju nie mogą narzekać na brak emocji. Była to jedna z piękniejszych eliminacji, odkąd zainteresowałem się tą dyscypliną, czyli od ok. 6 lat.

Już w sobotniej sesji kwalifikacyjnej było widać, że liczyć się będą tylko dwa zespoły – McLaren i Mercedes. Wprawdzie byłem bardziej przychylny wytypować Hamiltona albo Schumachera na zwycięzcę kwalifikacji, ale Rosberg w Q3 wykręcił niesamowity czas – 1:35.121, którego nikt już nie był w stanie przebić. Nawet Lewis, który świetnie się czuł na treningach (zwłaszcza w pierwszym) nie dał rady.

Zanim o samym wyścigu, chciałbym zauważyć problem kultury zawodników oraz mechaników w Formule 1 podczas grania hymnów. Polsat tym razem pokazał obraz z toru 15 minut przed startem, kiedy odgrywany był hymn Chin (zwykle wówczas przełączają się na widok w studiu). Kibice i oficjele oczywiście stanęli na baczność i kulturalnie wysłuchali, ale kierowcy oraz ludzie od sprzętu biegali i rozmawiali jakby nic się nie działo. Niby nic mi do tego, lecz pozostaje niesmak po takim zachowaniu. To zwyczajne lekceważenie. Tak samo jest podczas dekoracji – machanie, pozdrawianie, zamiast chwili spokoju przy nutach pieśni narodowej.

Weekend w Chinach to wielki sukces koncernu Mercedes. Wszystkie sesje i wyścig padły łupem teamów posiadających jednostkę napędową tej niemieckiej firmy. Jak już wspomniałem, Nico Rosberg zdobył 25 punktów po starcie z pole position. Syn słynnego Keke pojechał dziś kapitalnie, od momentu zgaśnięcia czerwonych świateł do chwili ujrzenia flagi w biało-czarną szachownicę. Była spora szansa na dublet z Michaelem Schumacherem, ale siedmiokrotnemu Mistrzowi Świata nie dokręcono koła na pit stopie. To podtrzymuje pechową passę Mercedesa, który paradoksalnie w tym roku jest naprawdę mocny.

Za plecami niespełna 27-letniego Niemca działo się bardzo dużo, dzięki czemu emocji nie zabrakło do samego końca rywalizacji. Świadczy o tym różnica pomiędzy drugim, a piętnastym kierowcą na mecie, która wyniosła 31,1 sekundy. To sprawiło, że ciągle następowały przetasowania w klasyfikacji i było dużo manewrów wyprzedzania nawet poza strefą DRS. Swoja drogą te 752 metry na użycie ruchomego tylnego skrzydła to i tak chyba nieco za dużo. Widzieliśmy, że walka mogła się toczyć tak naprawdę na każdym z zakrętów, a ataki na końcu długiej prostej były dość łatwe dla kierowców.

Dobrze taktycznie rozegrali wyścig ci, którzy pojechali na dwa postoje i dzięki temu znaleźli się na wysokich, punktowanych miejscach. W tej grupie są: Grosjean, Senna i, Maldonado. Możnaby dorzucić jeszcze Vettela, ale on także dużo stracił – był w pewnej chwili drugi, by po kilku okrążeniach spaść na piąte miejsce. Jest to jednak progres biorąc pod uwagę to, iż startował z 11. pola. Taktykę z dwiema zmianami opon zastosował też zwycięzca, Nico Rosberg, choć miał ponad 20 sekund przewagi nad drugim Jensonem Buttonem. Niby mógł zjechać jeszcze raz, ale pewnie w Mercedesie bali się, że znów może pójść coś nie tak i kolejny raz mówilibyśmy o pechu niemieckiej stajni.

Pochwalić chciałem też Lotusa, ale w końcówce z drugiej pozycji na 14 spadł Kimi Raikkonen. Podobno „opony mu się skończyły”. Szkoda, bo Fin pokazuje dobrą formę, ale brakuje mu szczęścia. Grosjean, jak wspomniałem, pojechał na dwa pit stopy i dojechał jako szósty na metę. Legendarny zespół Formuły 1 będzie groźny w tym sezonie.

Nie powiodło się dziś za to Ferrari, co chyba niespodzianką nie jest. Testy na początku maja będą dla tego zespołu naprawdę zbawieniem. Podobno dużo elementów ma zostać skopiowane od Saubera, który przecież jeździ na tych samych jednostkach napędowych. Wydaje się jednak, iż team z Maranello nie będzie odgrywał znaczącej roli w tym roku (w suchych wyścigach). Kiepskie nastroje z Chin wywozi też wspomniany zespół Petera Saubera. Kobayashi i Perez zrobili dobre wrażenie w kwalifikacjach, a ostatecznie razem zdobyli ledwie jedno oczko. Jednakże wydaje mi się, że to nie świadczy o złej kondycji kierowców tej stajni, bo ich strata do najlepszych nie była wcale duża.

Dramaturgii do niedzielnego ścigania dodały nowe opony Pirelli, które zostały nieco zmienione w porównaniu do ubiegłego sezonu. Nawet średnie gumy zużywały się dość szybko i umiejętność dbania o ogumienie była na miarę złota dzisiejszego poranka (polskiego czasu). Na niektórych ujęciach było widać, jak dużo kawałków opon zostało na torze. Zarysowała się linia optymalnego toru jazdy i każda próba wyprzedzenia była ryzykowna, bo można było wpaść w poślizg i zakończyć wyścig samemu lub komuś.

Możnaby tak pisać i pisać, ale ja już chcę zaprzestać. Niestety muszę zakończyć nieprzyjemnym akcentem w kierunku telewizji Polsat, która nie stanęła na wysokości zadania, aby odpowiednio przekazać ogrom emocji, jaki dziś bił z Szanghaju. Maurycy i Andrzej podczas komentarza mówili, że wyścig jest bardzo ciekawy, ale w ich głosach wcale nie było tego słychać. Ja na ich miejscu momentami bym po prostu krzyczał, albo chociaż znacznie podniósł głos. Ponadto, dekoracja zwycięzców została przerwana reklamami, choć żadnych opóźnień w programie nie było. Swoje oburzenie wyrazili nie tylko kibice, ale nawet felietonista F1 Racing, Grzegorz Możdżyński:

Pozostaje jedynie liczyć na poprawę w następnych eliminacjach, albo po prostu olać to i ekcytować się po swojemu wyłączając się od Polsatu. F1 transmitowana jest na przykład przez RTL, która posyła wielu ludzi bezpośrednio na tor, niezależnie, gdzie on się znajduje. Nawet, jeśli nie rozumiem języka niemieckiego, to widzę, że stacja podchodzi do sprawy profesjonalnie.

Już za tydzień Bahrajn. Pomimo tego, że jeszcze nie jest tam do końca spokojnie, Bernie Ecclestone zdecydował, że Formuła 1 zawita na tor Sakhir. Obym się mylił, ale boję się, że na sportowych emocjach może się tam nie skończyć…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl