Nie będzie wielkiego Realu na lata

Kibice Realu Madryt liczyli, że po przyjściu Jose Mourinho i z zapleczem finansowym Florentino Pereza, klub zdominuje europejskie rozgrywki na lata. Miały być tytuły zdobywane seriami, trofea wpadające jeden po drugim i bite rekordy bramek, minut bez straty gola, meczów bez porażki i tak dalej. Mogło tak być.

Dlaczego twierdzę, że to już jednak mrzonka? Wobec ostatnich wydarzeń, jakie nagłaśniają hiszpańskie media przestaję wierzyć, że Real zmienił się na tyle, aby wreszcie wykorzystać swój potencjał i powrócić do formy z początku XX wieku. Florentino Perez znowu jest niezadowolony z gry swoich piłkarzy, z atmosfery w zespole, z trenera. Drużyna nie zachwyca i znowu w ważnych momentach zawodzi. Nowy trener wniósł coś, ale podobnie można było powiedzieć choćby o Fabio Capello i jego pracy. Dodatkowo pojawią się pogłoski o konfliktach między gwiazdami, jak choćby o tym pomiędzy Casillasem, a Ronaldo. Czyżby za wielu liderów było jak na jeden zespół?

Coraz bardziej rośnie szansa na kolejny stracony sezon Realu. Klub może, choć nie musi, potknąć się na Olympique Lyon w Lidze Mistrzów. Bo znów piłkarze nie wytrzymają ciśnienia, albo się nie dogadają. W Hiszpanii znów może być tylko drugim, bo ucieknie mu tylko i aż FC Barcelona. Znów zbyt asekurancka gra może przestać podobać się prezesowi, który postanowi nie dawać drugiej szansy Jose Mourinho. Historia zatoczy koło, a klub naszpikowany gwiazdami będzie umacniał swoją markę ‚tarana maluczkich’, ‚pogromcy biednych’ i ‚niszczyciela słabych’. Znowu zabraknie cierpliwości włodarzom, a niewyjaśnionego składnika sukcesu samej drużynie.

W Realu niewiele się zmieniło. Gwiazdy są, były i będą. Trenerzy tracili pracę, tracą i będą tracić, nie zawsze zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. I tylko sukcesy były, a już ich nie ma?


pubsport.pl